Podróż do źródeł tokaju – część trzecia – Palkó Borok

Trzeci przystanek tegorocznej podróży przez Pogórze Tokajskie to położone na skraju regionu Abaújszántó i winiarnia Palkó Borok. Przystanek o tyle nieoczywisty, że wcześniej (i później) odwiedziliśmy renomowanych, znanych w Polsce producentów, a tutaj mamy do czynienia z stosunkowo nowym, nieodkrytym projektem, który dopiero buduje rozpoznawalność swojej marki. Wina Gabrielli Palkó miałem już przyjemność kosztować wcześniej, rozpisywał się o nich także Remik z bloga Literki Butelki Kilometry, poprzestanę więc na krótkim przedstawieniu rodzinnego gospodarstwa. Państwo Palkó posiadają 10 hektarów upraw w okolicznych stanowiskach: Báthori, Kassaváros, Súlyom oraz Agyag.  Winiarnia została założona w 2004 roku, rocznie powstaje tu około 5 tysięcy butelek wina. Potencjał jest znacznie większy, ale do tego potrzebne jest także ukończenie siedziby, co ma nastąpić w najbliższych latach.

Solidny, jednoparcelowy furmint. (fot. Olaf Kuziemka)

Dzięki uprzejmości producentów mieliśmy przyjemność spróbować dość szerokiego spektrum tutejszej produkcji i muszę przyznać, że pojawiło się kilka niespodzianek. Z młodych win wytrawnych na uwagę zasługuje Palkó Furmint Kassaváros 2018, pachnący brzoskwiniami, nektarynkami i gruszkami, z soczystą owoscowością, przyzwoitą kwasowością oraz delikatną goryczką (ocena: ***). Nie odstępuje mu Palkó Báthori 2018, nieco bardziej pikantny, pieprzny kupaż furminta i hárslevelű. Oprócz wspomnianej nuty pieprznej znajdziemy tu zielone jabłka, brzoskwinie, gruszki, sporo ciała, średnią kwasowość i dość wysoki alkohol (ocena: ***).

Tutejsze wina z wiekiem szlachetnieją. (fot. Olaf Kuziemka)

Nieco bardziej ujmujące są wina ze starszych roczników. Palkó Kassi 2016 posiada aromaty brzoskwini, gruszki, cytrusów, wyraźną, słoną mineralność oraz wibrującą, świeżą kwasowość (ocena: ***/****). Inny charakter, przypominający bardziej rieslinga ma Palkó Sulyom 2016 – charakteryzuje go wyraźna nuta petrolu, mokrych skał, cytrusów, wino jest surowe, ziołowo-pieprzne, oparte na świetnej kwasowości i słonej mineralności (ocena: ***/****).

Petrol, mokre skały? Lubię to!. (fot. Olaf Kuziemka)

Wysoki poziom prezentują tutejsze słodycze. Palkó Botrytis Selection 2008 to dojrzały kupaż powstały z użyciem (jak sama nazwa wskazuje) zbotrytyzowanych gron. Pachnie pomarańczami, szuszonymi owocami, brzoskwinią oraz grzybami, w ustach oleiste, krągłe, o świetnej kwasowości i doskonale zintegrowanym cukrze resztkowym, z świetną nutą miodu i brzoskwini (ocena: ****). Absolutnym kuriozum jest jednak Palkó Jégcsepp 2018 – wino lodowe. Powstaje ono niezwykle rzadko, raz na 10 lat, gdyż grona są zbierane zanim nadejdą pierwsze mrozy. Wówczas nadeszły znacznie wcześniej – pod koniec listopada. W efekcie udało się wytłoczyć nektar wysokiej zawartości cukru resztkowego (168 g/l), aromatach brzoskwini, moreli, gruszek i miodu. W ustach gęste, skoncentrowane, soczyste, o poważnej kwasowości i jeszcze poważniejszej słodyczy (ocena: ****).

Elegancka, dojrzała słodycz. (fot. Olaf Kuziemka)

Zwieńczeniem wieczoru było Palkó Tokaji Aszú 2017. Próbowane przeze mnie pod koniec zeszłego roku znów potwierdziło swoją wielką klasę. Znajdziemy tu aromaty soczystych moreli, brzoskwini, miodu, propolisu, mango i ananasa, usta częstują nas wspaniałą słodyczą, sporą kwasowością, owocami spod znaku moreli, brzoskwini, fig, daktyli oraz mango, oraz miodu i słoną mineralnością. Wciąż jeszcze bardzo młode, ale niezwykle złożone aszú z potencjałem dojrzewania na dziesięciolecia.

Wspaniałe, młode aszú. (fot. Olaf Kuziemka)

Palkó Borok to niezwykle ekscytujący, rozwijający się projekt winiarski na peryferiach regionu. Ich wina prezentują solidną jakość, a do tego kosztują stosunkowo niewiele. W okresie galopujących cen u tokajskich liderów warto poszukiwać właśnie takich, małych, rodzinnych przedsiębiorstw, których w okolicy nie brakuje. Trzeba tylko czasem zejść z ubitych, sprawdzonych szlaków.

W winiarni Palkó Borok degustowaliśmy na zaproszenie Gabrielli Palkó.

Podróż do źródeł tokaju – część druga – Árvay Családi Pincészet

Położona pomiędzy Tállyą i Mád wioska Rátka nie jest oczywistym celem podróży. Poza paroma schludnymi szwabskimi chatami, oraz neoromańskim kościołem pw. Świętej Anny nie ma tu specjalnie nic do obejrzenia. Miejscowość przyciąga głównie miłośników wina, na których czeka kilka winiarni, na czele z rodzinnym gospodarstwem Jánosa Árvaya, wielkiego miłośnika i znawcy tutejszego terroir. Jego miłość do skał rzuca się w oczy od razu po przekroczeniu progów sali degustacyjnej, w całości wyłożonej lokalnymi kamieniami. Na spotkanie dotarliśmy lekko spóźnieni, nie zraziło to na szczęście naszych gospodarzy – Jánosa i jego córki Angeliki, którzy przygotowali dla nas pełną wrażeń degustację. Towarzyszył jej pokaz kolekcji skał Árvaya seniora, jednym z okazów był między innymi odcisk prehistorycznej winorośli.

János Árvay z ukochanymi skałami. (fot. Olaf Kuziemka)

Rodzina Árvayów, jak wiele innych z Rátki, należy do miejscowej mniejszości niemieckiej, która przybyła na te tereny w XVIII wieku na zaproszenie księcia Trauthsona. Owi Szwabi z okolic Szwarcwaldu i Jeziora Bodeńskiego zasiedlili wyludnione na skutek wojen wsie, wycięli okoliczne lasy i obsadzili zbocza winną latoroślą. Przynieśli też ze sobą nowoczesne metody i techniki upraw, dzięki czemu wioska przez długi okres czasu cieszyła się rozkwitem. Niestety klęska filoksery, dwie wojny światowe, przymusowa kolektywizacja i madziaryzacja odcisnęła na miejscowości olbrzymie piętno. Za komunizmu János Árvay pracował w państwowym kombinacie, by po zmianie ustroju trafić do założonego przez Francuzów Disznókő. Jednocześnie powiększał własny areał upraw, który dziś wynosi 17 ha. Przez kilka lat współpracował również z Krisztiánem Sauską, acz ich drogi rozeszły się w 2008 roku. Od tej pory całość energii poświęca rodzinnemu przedsiębiorstwu.

Odcisk liścia prehistorycznej winorośli. (fot. Olaf Kuziemka)

Przejdźmy jednak do samych win. Producent znany jest z tego, że nie śpieszy się z wypuszczaniem ich na rynek przed osiągnięciem odpowiedniej dojrzałości, dzięki czemu obecnie na rynku debiutują wytrawne furminty i muszkaty z 2016 roku, oraz słodycze z 2018. Degustację zaczęliśmy od Árvay Sárgamuskotály 2016. Jest w nim wszystko, czego można wymagać od rasowego, wytrawnego muszkata – aromaty płatków róż, nut korzennych, ziół, solidna kwasowość oraz soczystość (ocena: ***). Świetny jest także podstawowy Árvay Birtok Furmint 2016 – pachnący mokrą skałą, dymem, suszonymi owocami, z wyraźną nutą mineralną, oraz owocowością spod znaku żółtych jabłek i brzoskwini (ocena: ***/****). Nieco więcej intensywności znajdziemy w Árvay Isten-hegy Furmint 2015. Na pierwszym planie zaznacza się słona mineralność, zaraz po niej owocowość spod znaku brzoskwini, gruszki, dojrzałych jabłek, oraz wanilia. (ocena: ***/****).

Świetny podstawowy furmint. (fot. Olaf Kuziemka)

Árvay Isten-hegy Furmint 2017 pokazuje, dlaczego rodzina wstrzymuje się z szybkim wypuszczaniem win na rynek. Mamy tu mineralność, nuty ziołowe, dużo soczystego owocu spod znaku cytrusów oraz brzoskwinii, ale wpływ beczki jest mocno dominujący. Już teraz jest dobre, ale z czasem będzie jeszcze lepsze (ocena: ***/****). Árvay Padi-hegy Furmint 2015 prezentuje zupełnie inny, ale równie wyjątkowy i przyjemny styl wytrawnych tokajów. Mamy tu nuty dymne, orzechów, wanilii, suszonych owoców, ale też świetną kwasowość, słoną mineralność oraz niezwykłą ekstraktywność. Do kontemplacji (ocena: ****). Absolutnym faworytem, przynajmniej jeśli chodzi o wina wytrawne jest jednak Árvay Úrágya Furmint 2013. Jest to istny sok z kamienia, czysta, mineralna woda z górskiego potoku, z ostrą jak brzytwa kwasowością, nutą migdałów, orzechów, oraz suszonych owoców, oraz dyskretną pikantnością. Długie jak korek na Zakopiance w czasie ferii, zachwyca strukturą i kompleksowością (ocena: ****).

Wspaniały furmint z siedliska Úrágya. (fot. Olaf Kuziemka)

Słodycze również są mocną stroną rodzinnej winiarni. Pierwsza z nich – Árvay Tokaji Édes Furmint 2014 kusi aromatami suszu owocowego, miodu, botrytisu, pojawia się tu także nutka petrolu, czarnej herbaty, a to wszystko oparte jest na równowadze pomiędzy nieprzesadnie wysoką słodyczą i świeżą kwasowością (ocena ***/****). Árvay Tokaji Édesem 2017 jest nieco bardziej aromatyczne, acz wydaje mi się nieco mniej kompleksowe – znajdziemy tu zapach świeżych winogron, muszkatu, cytrusów, trawy, miodową słodycz, soczystość i solidną kwasowość (ocena: ***/****). Kolejne wino – Árvay Édes Hárslevelű zaskakuje z zupełnie innej strony. Widać pełną dojrzałość, szczyt formy już za nim, jednak zachowuje wciąż zachowuje grację, z którą zostało stworzone. Mamy tu mnóstwo nut herbacianych, susz owocowy, karmel,  skórkę pomarańczy, dobrze z integrowaną słodycz, acz kwasowość już nie daje rady (ocena: ***). Król jest jeden – a jest nim Árvay Tokaji 6 puttonyos Aszú 2011. Znajdziemy w nim dojrzałe nuty suszonych owoców, miodu, daktyli, fig, grzybów, ale też doskonale zintegrowaną słodycz, wspaniałą, wibrującą kwasowość, wyraźnie zaznaczoną mineralność, oraz szczyptę przypraw korzennych i karmelu. Kosztując je, ma się wrażenie, że czas się zatrzymał (ocena: ****/*****).

Aszú – król tokajskich słodyczy. (fot. Olaf Kuziemka)

Dwie godziny spędzone u Árvayów to zdecydowanie za mało, żeby poznać tą ciężko pracującą, niezwykle przywiązaną do ziemi rodzinę. Jednak jest to wystarczająco dużo, by doświadczyć ich otwartości, gościnności i talentu do produkcji win. Z pewnością jest to przyczynek do znacznie dłuższej wizyty, ale na to przyjdzie czas, gdy i sytuacja na świecie nieco się uspokoi. A tymczasem polecam Wam zapoznanie się z tymi winami, gdyż większość z nich jest dostępna w ofercie Skład Win Lutomski.Wino.

Blogerzy w akcji. (fot. Olaf Kuziemka)

W degustacji brałem udział wraz z Olafem (Powinowaci), Jerzym (Winne Okolice) oraz Robertem (Winiacz) na zaproszenie rodziny Árvayów.

Podróż do źródeł tokaju – część pierwsza – Demeter Zoltán Pincészet

Styczeń nie wydaje się najlepszą porą na winiarskie podróże. Opustoszałe miasteczka, zamknięte piwniczki oraz pokryte śniegiem winnice niekoniecznie zachęcają od odwiedzin. Oczywiście, coś, co dla jednego jest utrapieniem, dla innego staje się szczęśliwym zrządzeniem losu, gdyż uwielbia takie warunki, odnajdując romantyzm w pustce i ciszy otaczającego świata. Dla mnie, oraz dla blogerskich przyjaciół – Olafa (Powinowaci), Roberta (Winiacz) oraz Jerzego (Winne Okolice) – ten wyjazd był z wielu względów udany. Jak się później okazało była to jedna z ostatnich na dłuższy okres czasu możliwości spotkania i wspólnego wypadu, na którym gościliśmy u czołówki producentów z regionu, degustując ich wspaniałe wina. Szkoda tylko, że spędziliśmy tam zaledwie dwa dni, ale kto w styczniu mógł przewidywać, że pewien wirus z Wuhan za dwa miesiące przewróci do góry nogami nasze życia?

Winiarska ekipa w towarzystwie żony Zoltána. (fot. Olaf Kuziemka)

Każda podróż musi się gdzieś zacząć – nasza wspólna zaczęła się na dworcu w Miszkolcu, skąd – po obowiązkowym postoju w miejscowym supermarkecie – obraliśmy kierunek na Tokaj, a dokładniej winiarnię Zoltána Demetera. I choć samego mistrza zabrakło, do godnie zastąpiła go jego małżonka Anett, która z pasją opowiadała o pracy swego męża. Wędrując po znajdującej się w zabytkowym domu winiarni i piwniczce dowiedzieliśmy się m.in. o pracy fundacji Tokaj Alapítvány, która niestrudzenie pracuje nad promocją i zachowaniem dziedzictwa kulturowego regionu.


Piwnica pełna skarbów. (fot. Olaf Kuziemka)

Degustację zaczęliśmy od musującego Demeter Hárslevelű Pezsgő 2014, dojrzewającego przez 44 miesiące na osadzie. Pachnie ono polnymi ziołami, zielonym jabłkiem oraz kwiatami lipy, oparte jest na świetnym, kwasowo-mineralnym kręgosłupie, wzbogaconym soczystym owocem (ocena: ***/****). Po nim nadeszła pora na rząd wytrawnych win, z których najbardziej spodobał mi się Demeter Kakas Furmint 2017, rasowy, świetnie zbalansowany jednosiedliskowy tokaj, z wyraźną nutą owocową spod znaku dojrzałych brzoskwini, jabłek oraz cytrusów (ocena: ****).


Musiak dla cierpliwych. (fot. Olaf Kuziemka)

I choć Zoltán Demeter tworzy wspaniałe wina wytrawne, to jego talent doskonale uosabiają jego klasyczne, nieśmiertelne tokajskie słodycze. Nie sposób nie zatrzymać się przy Demeter Szamorodni 2016, niezwykle bogatym, złocistym nektarze, bogatym w nuty miodu, moreli, pigwy, cytrusów oraz skórki pomarańczy, z świetną równowagłą słodyczy (192 g/l cukru resztkowego) i kwasowości (ocena: ****/*****). Solidnym wyborem będzie również Demeter Szamorodni Anett 2018, czyli żółty muskat z siedliska Kakas, z charakterystycznymi aromatami płatków róży, winogrona, miodu, oraz cytrusów, z jedwabistą teksturą, soczystym owocem i wspaniałą kwasowością. (ocena: ****).


Soczyste, niesamowite szamordni. (fot. Olaf Kuziemka)

Fani dojrzałych win będą zachwyceni Demeter 6 puttonyos Aszú 2001. Znajdziemy w nim nuty suszonych moreli, daktyli i śliwek, figi, rodzynki oraz miód i karmel. Doskonale zintegrowany cukier tworzy eteryczną wręcz równowagę z żwawą, niezwykle żywą kwasowością (ocena: ****/*****). Jego przeciwieństwem jest natomiast Demeter Tokaji Aszú 2016. Dość niepozorny, przeciętnie oceniany rocznik po kilku latach okazuje się wybitnym, jeśli chodzi o ten rodzaj wina. Mamy tu wspaniałą, wibrującą wręcz owocowość pod postacią moreli, brzoskwini, cytrusów, pigwy i mango, miodową, niesamowitą dawkę słodyczy (286 g/l!!!), potężną, przenikającą kwasowość oraz wyraźnie wyczuwalną nutę mineralną. W jego przypadku znajduję jedno słowo, które najlepiej odzwierciedla moje odczucia – to po prostu cud natury (ocena: *****).


Aszú – cud natury. (fot. Olaf Kuziemka)

Wina Zoltána Demetera bezsprzecznie oddają jego naturę – są mocno indywidualistyczne, charakterne, oddają duszę regionu i maksymalizm twórcy. Niewiele tu przypadku, znacznie więcej natomiast świadomej, dokładnej, drobiazgowej wręcz pracy, która znajduje przełożenie w smaku i jakości tutejszych trunków. By umieć je docenić, trzeba poznać historię i charakter miejsca, z którego pochodzą. Dlatego też nie są tanie, a Zoltán – jako jeden z niewielu producentów w regionie – z sukcesami prowadzi rentowne gospodarstwo. Czegóż chcieć więcej? Może tego, by były one szerzej dostępne w Polsce, gdyż obecnie nikt nie zajmuje się ich importem. A szkoda, bo jest to jeden z wąskiego kręgu winiarzy, który w ostatnim trzydziestoleciu odbudował markę tokajów. Importerzy – do dzieła!

W winiarni Zoltána Demetera degustowaliśmy na zaproszenie winiarza.