Heimann Birtokbor 2013 – Spotkania, których jakby nie było…

Pojawiając się na jednej, czy to drugiej imprezie winiarskiej, ma się wrażenie, że spotyka się te same twarze. Światek winiarski w Polsce nie należy do największych, podobnie sytuacja przedstawia się tu, na Węgrzech. Często mam wrażenie, że poza winiarzami, handlarzami, dziennikarzami i blogerami nie pojawia się nikt inny. I tak, widując na kilku imprezach tę samą twarz, siwego, dość krępego i korpulętnego pana z dokładnie przystrzyżoną brodą, zastanawiałem się kim on jest. Oczywiście mam w sobie na tyle kultury, by nie uderzać do człowieka, którego kompletnie nie znam. Tak więc pozostawałem w błogiej nieświadomości, kim jest ów pan – może to winiarz, a może jakiś handlarz? Oczy otworzyła mi dzisiejsza butelka wina, a raczej przygotowanie do tego tekstu – okazało się, że jest to Zoltán Heimann, zarządzający szekszárdską winnicą Heimann Családi Birtok. Skoro właściciela już (co prawda nieświadomie!) poznałem, to warto powiedzieć coś o jego winnicy, która zajmuje 23 hektary na zachód od centrum Szekszárdu. Rodzina zajmuje się winiarstwem od 1758 roku, uprawiają przede wszystkim czerwoną winorośl, choć posiadają także nasadzenia Viogniera. Większość spośród ich win dojrzewa w dużych, dębowych beczkach. Mogą pochwalić się wieloma wyróżnieniami zdobytymi w międzynarodowych konkursach. Z pochodzenia są Szwabami, jak większość winiarzy działających na południu Węgier.
 
Widoki niczego sobie (fot. ze strony producenta)
Heimann Birtokbor 2013, to jak sama nazwa wskazuje (birtok) wino posiadłości. Jest to wybór najlepszych owoców, z najlepszych siedlisk. W jego skład wchodzi Cabernet Franc (moim zdaniem flagowy szczep Szekszárdu), Merlot, Kékfrankos, Syrah. Każdy z nich daje coś od siebie, co sprawia, że wino to jest całkiem przyjemnym towarzyszem mojego wieczoru. Posiada ono ciemnorubinową barwę, z purpurowymi refleksami. W nosie mocno wyczuwalne owoce leśne, przyprawy, czerwona potrzeczka, ale także nuty dymne, nieco skóry, w tle pojawia się także lekka kwiatowość. W ustach dominują aromaty wiśni oraz owoców leśnych, podkreślone solidną, aczkolwiek przyjemną kwasowością. Średnia budowa, niezbyt nachalne taniny, mocno wyczuwalna beczka. Znajdziemy tu także nuty tytoniu, pestki wiśniowej a także nieco wanilii. Długi, przyjemny finisz z nutą wiśni i czerwonego jabłka. Alkohol w ilości 14% stanowi kręgosłup tego wina, nie wybija się na pierwszy plan, w żaden sposób nie przeszkadza w delektowaniu się nim. Moim zdaniem, jest to całkiem przyjemny trunek, choć może gdyby tej beczki było mniej, sprawiłby jeszcze lepsze wrażenie. Cena: 3650 HUF (49,50 PLN). Jak na węgierskie wino to nie tak mało, choć jest warte swej ceny. Ocena: ***/****. Z jakimś mięsiwem sprawdziłoby się doskonale. Ja piję samo, ale też daje radę. Polecam! Więcej informacji nt. powyższego oraz innych win rodziny Heimann tu.
 
Szekszárd poleca się również polskim winofanom! (fot. ze strony producenta)