Wiosno, gdzie jesteś? – Faramuci Olaszrizling 2014

Luty lutym, ale ciało i dusza znużone zimą pragną już wiosny. Dobrym sposobem na przywołanie choć odrobiny wiosny jest wino – a zwłaszcza takie, po które chętnie sięgamy w letnie wieczory. Pewnie winni konserwatyści poleciliby tu jakąś przyjemną, owocową czerwień, ja zaś piłem wino białe – Olaszrizlinga z okręgu winiarskiego Balatonfüred-Csopak. Lovas, czyli wioska, w której powstaje jest położna na wzniesieniach północnego brzegu Balatonu, dosłownie kilka kilometrów od linii brzegowej i liczy zaledwie ok. 400 dusz. Sama winnica o pięknej nazwie Levendula Pincészet (Piwnica Lawenda), położona jest na malowniczym zboczu Kishegy, liczy sobie 4 ha, na których uprawiane są: Olaszrizling, Chardonnay, Juhfark oraz Cabernet Sauvignon. Uprawia się tu również wspomnianą lawendę – której aromat można wyczuć w degustowanym przeze mnie winie.
 
A o to i etykieta wraz z cytatem (fot. własna) 
Faramuci Olaszrizling 2014 to ze wszech miar wino na wiosnę, tudzież lato. Ale nie tylko – to gratka dla tych, którzy tęsknią za tymi porami roku, szczególnie w tak paskudną pogodę, jak w ostatnich tygodniach. Ma średnio intensywną, żółtą barwę. W nusie wyczujemy aromaty kwiatów polnych, trawy, cytrusów oraz lawendy. W ustach jest lekkie, świeże, pojawiają się nuty owocowe – brzoskwinia, limetka, w tle lawenda. Bardzo łagodne, aczkolwiek sprawia dużą przyjemność. Ocena: ***. Cena: 1500 HUF (21 PLN). A wszystko podsumowuje piękna etykieta z cytatem z Maraia: “Bo podstawą każdej mądrości, poznanej dzięki węgierskiemu winu oraz ogólnej ogładzie jest to: trzeba kochać życie, i nie przejmować się wyrokami świata. Wszystko zaś inne jest próżnością”.

Nektar dla ciała i duszy – Götz 4 puttonyos aszú 1999

Od dłuższego czasu chciałem spróbować jakiegoś aszú. Czasami człowiek tak ma, że sobie coś ubzdura i później ta rzecz siedzi w jego podświadomości i od czasu do czasu daje o sobie znać. Właśnie tak było ze mną wczoraj. Nie chciałem jednak próbować tych droższych aszú, sięgnąłem więc po zakupione wcześniej Götz 4 puttonyos aszú z wybitnego rocznika 1999. Götz to średniej wielkości rodzinna winnica (17 ha), która położona jest w pobliżu położonej na uboczu wioski Hercegkút, gdzie znajdują się malownicze piwniczki powstałe kilkaset lat temu. Rodzina gospodaruje tam od 2000 roku, choć wina produkowała już wcześniej – przykładem jest to właśnie aszú.

 
Malownicze piwniczki w Herecgkút (fot. ze strony producenta) 

Przechodząc do wina, warto wspomnieć, że jest już to wymierająca kategoria – 4 puttonyos aszú się już nie produkuje, dlatego warto próbować tych win, dopóki są na rynku. Wcześniej wspomniałem także, że rok 1999 był jednym z najlepszych w ostatnim dwudziestoleciu w Tokaju. Powstały wtedy na prawdę wielkie wina. Co można powiedzieć o tym? Oko: piękna, głęboka bursztynowa barwa, nos: tu otwiera się cała gama ciekawych aromatów – miód, suszone owoce, potęga botrytisu, karmel. W ustach wyraźna kwasowość, kompensowana słodyczą – dzięki temu to wino ma jeszcze w sobie werwę – suszona śliwka, botrytis, w tle aromat brzoskwini, pigwy. Delikatnie utlenione, ale chyba to już taki styl – mniej tu owocowości, jak w świeżych, młodych aszú. Długi, przyjemny, miodowy finisz. Bardzo dobry zakup. Cena: 2999 HUF (42,50 PLN). Ocena: ****. Moim zdaniem nieco rustykalne, are wciąż daje dobre pojęcie o wielkości swojego rocznika.

A tutaj inny produkt – 6 puttonyos aszú z 2002 roku (fot. ze strony producenta)

Kislaki Érintetlen Merlot 2015 – Owocowe szaleństwo zimową porą!

Kiedy cała winiarska Polska zachwyca się nową, węgierską ofertą Lidla (która jest odbiciem, a raczej cieniem promocji, która pojawiła się na jesieni w sklepach powyższej sieci w kraju Madziarów), ja postanowiłem skosztować wino, którego prawdopodobnie w żadnym polskim sklepie nie dostaniecie. Była już o nim mowa w grudniu, pojawiło się na degustacji w Muzeum Zwacków w Budapeszcie – otrzymałem go pod koniec, jako prezent “na odchodne”.
 
Widok z winnicy na Badacsony (fot. ze strony producenta) 
A prezent to bynajmniej ciekawy, już sama etykieta wskazuje, by wino to wypić jak najszybciej. Érintetlen – czyli nienaruszony – już jego nazwa wskazuje, że ten Merlot nie został poddany prawie żadnej obróbce – spontanicznie dojrzewał w 300 litrowych, dębowych beczkach, nie klarowano go ani nie filtrowano – taka świeża próbka z wzgórza Jánoshegy położonego w Szőlőskislak na południowym brzegu Balatonu. Jego twórca – Géza Légli – jest postacią wyjątkową w świecie węgierskiego winiarstwa, mam zamiar poświęcić mu w przyszłości dłuższy post.
 
Klasyczna elegancja (fot. ze strony producenta)
Otworzywszy butelkę nie sposób było nie wyczuć burzy owoców. Zacznijmy jednak od początku – oko: purpurowe, wyraźnie widoczne drobinki oraz śladowa ilość bąbelków. W nosie aromaty wiśni, śliwki, maliny oraz czarnych porzeczek. W ustach jak i w nosie na pierwszym planie owoce: wiśnia, malina, dzika róża, delikatna kwasowość, wyczuwalne drobinki – kłania się brak klarowania i filtracji. Niecałe trzy miesiące w ryzach nadały tej dzikiej niemalże owocowości nieco ogłady. Świeżość wyczuwalna w ustach, czuć nasycenie dwutlenkiem węgla – w młodych winach to przecież nic dziwnego. Krótki, aczkolwiek bardzo owocowy finisz. Degustowane po raz drugi, drugi raz jestem zadowolony. Ocena: ***. Cena: 1833 HUF (26 PLN). Zdecydowanie warte swej ceny.