Soalheiro Granit Mineral Selection Alvarinho 2018 – powiew morskiej świeżości

Wina z apelacji Vinho Verde cieszą się w Polsce rosnącą popularnością. Jest to spowodowane wieloma czynnikami – są to napoje lekkie, przystępne, o stosunkowo niskiej cenie, idealnie nadające się do konsumpcji latem. Są też powszechnie dostępne, a to dlatego, że w wielkich ilościach sprowadza je ze swojego matecznika Biedronka, dzięki czemu można je nabyć w nawet oddalonych od większych ośrodków wioskach. Muszę przyznać, że ja też uległem ich czarowi, gdyż poza całą masą mało ambitnych, acz odświeżających vinho verde znajdziemy także solidne, świetnie zrobione, pachnące morską bryzą wina, które przywodzą na myśl czas wakacji. Jednym z producentów, który mocniej angażuje się w tworzenie właśnie takich trunków jest Quinta de Soalheiro, założona w 1982 przez João António Cerdeirę w samym środku regionu Monção e Melgaço. W ciągu czterech dekad istnienia wyrosła na jednego z najbardziej uznanych producentów vinho verde, skupiając się na flagowej odmianie apelacji – alvarinho.

Wino pachnące morzem. (fot. własna)

To właśnie z niej powstało opisywane przeze mnie dziś wino – Soalheiro Granit Mineral Selection Alvarinho 2018. Grona użyte do produkcji zebrano z kilku parceli o podłożu granitowym położonych na wysokości ponad 300 metrów nad poziomem morza. Fermentowało w stalowych tankach, dojrzewało na osadzie, który regularnie mieszano. W efekcie otrzymujemy wino o bladocytrynowej barwie, pachnące mokrymi skałami, solą morską, migdałami, wanilią, cytryną oraz limonką. W ustach średnio zbudowane, wyraźnie wytrawne, z stosunkowo wysoką kwasowością (6,6 g/l), o wyraźnie zaznaczonej słonej, morskiej mineralności, nutach owocowych: cytryny, limonki, grapefruita, gruszki i zielonych jabłek, a także delikatnej goryczce. Finisz średnio długi, z delikatną pikantnością. Niezwykle odświeżające, ale zarazem złożone wino, o wyraźnym, morskim charakterze. Ocena: ****. Cena: 10,50 EUR (47 PLN). W Polsce wina Soalheiro (m.in. rok starsze wydanie tej samej butelki) znajdziecie w portfolio importera Portugalski Świat.

Źródło wina: zakup własny w winotece Garrafeira Nacional.

Podróż do źródeł tokaju – część czwarta – Balassa Bor

Końcowym przystankiem styczniowej wyprawy po Pogórzu Tokajskim była stolica regionu – miasteczko Tokaj. To właśnie tam, w przytulnych wnętrzach restauracji LaBor spotkaliśmy się z Istvánem Balassą, jednym z najbardziej utalentowanych tokajskich winiarzy ostatniego dwudziestolecia. Jest to prawdziwy człowiek orkiestra – oprócz prowadzenia własnego gospodarstwa odpowiada też za nadzór upraw w państwowym kombinacie Grand Tokaj, dzięki czemu ma doskonały wgląd w bogactwo tutejszego terroir.

István Balassa – tytan pracy. (fot. Olaf Kuziemka)

Jego przygoda z winiarstwem zaczęła się w 1999 roku. Przez lata pracował u wielu znanych winiarzy, zbierając niezbędne doświadczenie, które zaprocentowało, gdy w 2005 roku założył własną winiarnię. Po dziś dzień nie doczekała się ona stałego centrum, zaś István powiada, że jego biurem i salą degustacyjną są skały na szczycie winnicy Szent Tamás. Z roku na rok należący do niej areał cały czas się powiększał, osiągając 14 hektarów w tak znanych stanowiskach jak Betsek, Szent Tamás, Nyúlászó czy Mézes-Mály. Powstaje z nich rocznie około 20-25 tysięcy butelek wina.

Soczysty, nieco pikantny furmint z siedliska Kakas. (fot. Olaf Kuziemka)

A o nich można pisać dużo, i to tylko w samych superlatywach – są one po prostu świetne. Pierwsze z nich Balassa Furmint 2018 to kupaż z różnych siedlisk (Betsek, Hangács, Dorgó, Szent Tamás), pachnący brzoskwiniami, gruszkami, wanilią oraz przyprawami korzennymi. Usta bogate, krągłe, z soczystą owocowością (brzoskwinia, nektarynka, pigwa, gruszka) oraz słoną mineralnością. Wysoka kwasowość doskonale równoważona jest przez niewielką ilość cukru resztkowego (ocena: ***/****). Jednosiedliskowy Balassa Kakas Furmint 2018 to już nieco wyższa klasa i emocje: fantastyczna, kremowa faktura, nuty wanilii, brzoskwini, moreli oraz białego pieprzu, wspaniała kwasowość i mineralna słoność towarzyszą nam od początku, aż po sam finisz (ocena: ****).

Szent Tamás Furmint – klasyka gatunku. (fot. Olaf Kuziemka)

Balassa Mézes-Mály Furmint Villő 2018 to kolejna selekcja z pojedynczej parceli. Pachnie dymem, wanilią, mokrą skałą i przyprawami korzennymi. Niesamowicie skoncentrowane, o wysokiej kwasowości, wyraźnej nucie brzoskwini oraz świeżo zmielonego, białego pieprzu, choć i tu pierwsze skrzypce gra słona, dymna mineralność (ocena: ****). Nieco inne, mniej surowe, a za to bardziej eleganckie jest kolejne wino – Balassa Szent Tamás Furmint 2018. Sporo tu soczystych nut owocowych (brzoskwinia, morela, mango, cytryna, grapefruit), znajdziemy tu również kremową teksturę, solidną kwasowość i wyraźną nutę mineralną (ocena: ****).

Dekada za nim, a wciąż jest w wielkiej formie! (fot. Olaf Kuziemka)

Niezwykle pouczający był natomiast Balassa Nyúlászó Furmint 2010 – dojrzały furmint w świetnej formie to wciąż jest niezwykła rzadkość. Od młodszych win rózni go nie tylko znacznie ciemniejsza barwa, ale także zupełnie inny profil aromatów i smaków – znajdziemy tu suszone owoce, petrol, miód, nuty dymne, mokre skały, prażone orzechy, świetną kwasowości i sporo ekstraktu. Niesamowite wrażenie, biorąc pod uwagę, że do tej pory zaledwie kilka razy trafiło mi się pić jednoodmianowe, wytrawne wino z tej odmiany liczące sobie tyle lat i będące w takiej formie. Chapeau bas! (ocena: ****).

Archetyp bogatego, słodkiego szamorodni. (fot. Olaf Kuziemka)

Bezsprzecznie genialne są natomiast tutejsze słodycze. Balassa Betsek Kvarc Szamorodni 2017 to jeden z przedstawicieli z trylogii z winnicy Betsek. Znajdziemy tu potężną koncentrację, soczystą owocowość spod znaku moreli, brzoskwini i pigwy, nuty miodu, wanilii oraz kremową teksturę, potężną (ponad 200 g/l cukru) słodycz świetnie równoważy wysoka kwasowość. Archetyp bogatego, słodkiego szamorodni (ocena: ****/*****). Jakże inne jest Balassa Bomboly Szamorodni 2017. Ten sam rocznik, ta sama technologia, dwa różne siedliska, a efektem są dwa zupełnie różne wina. Wyraźną dominantę stanowią tu owoce tropikalne: ananas, mango, marakuja, cytryna oraz grapefruit, zaś tło dla nich stanowi obłędna słodycz i chrupka, żwawa kwasowość. Znajdziemy tu również wyraźną nutę mineralną, zaś całość stanowi niemalże idealną kompozycję (ocena: *****).

Tropikalne owoce, orgia smaków – to jest to! (fot. Olaf Kuziemka)

Zagadką po dziś dzień pozostawało dla mnie, jak tak świetne wina nie potrafiły znaleźć sobie miejsca na polskim rynku. Argumenty cenowe do mnie nie przemawiają – owszem, to nie są najtańsze butelki, ale na tym poziomie jakości jest to zdecydowanie najtańszy producent. Na szczęście wróbelki ćwierkają, że ten stan rzeczy ma się zmienić, a wina Istvána Balassy pojawią się w ofercie jednego z importerów. Mocno trzymam kciuki za ten plan, gdyż z roku na rok winiarz udowadnia, że w Tokaju dzieją się rzeczy magiczne.

W degustacji brałem udział na zaproszenie Istvána Balassy.

Podróż do źródeł tokaju – część trzecia – Palkó Borok

Trzeci przystanek tegorocznej podróży przez Pogórze Tokajskie to położone na skraju regionu Abaújszántó i winiarnia Palkó Borok. Przystanek o tyle nieoczywisty, że wcześniej (i później) odwiedziliśmy renomowanych, znanych w Polsce producentów, a tutaj mamy do czynienia z stosunkowo nowym, nieodkrytym projektem, który dopiero buduje rozpoznawalność swojej marki. Wina Gabrielli Palkó miałem już przyjemność kosztować wcześniej, rozpisywał się o nich także Remik z bloga Literki Butelki Kilometry, poprzestanę więc na krótkim przedstawieniu rodzinnego gospodarstwa. Państwo Palkó posiadają 10 hektarów upraw w okolicznych stanowiskach: Báthori, Kassaváros, Súlyom oraz Agyag.  Winiarnia została założona w 2004 roku, rocznie powstaje tu około 5 tysięcy butelek wina. Potencjał jest znacznie większy, ale do tego potrzebne jest także ukończenie siedziby, co ma nastąpić w najbliższych latach.

Solidny, jednoparcelowy furmint. (fot. Olaf Kuziemka)

Dzięki uprzejmości producentów mieliśmy przyjemność spróbować dość szerokiego spektrum tutejszej produkcji i muszę przyznać, że pojawiło się kilka niespodzianek. Z młodych win wytrawnych na uwagę zasługuje Palkó Furmint Kassaváros 2018, pachnący brzoskwiniami, nektarynkami i gruszkami, z soczystą owoscowością, przyzwoitą kwasowością oraz delikatną goryczką (ocena: ***). Nie odstępuje mu Palkó Báthori 2018, nieco bardziej pikantny, pieprzny kupaż furminta i hárslevelű. Oprócz wspomnianej nuty pieprznej znajdziemy tu zielone jabłka, brzoskwinie, gruszki, sporo ciała, średnią kwasowość i dość wysoki alkohol (ocena: ***).

Tutejsze wina z wiekiem szlachetnieją. (fot. Olaf Kuziemka)

Nieco bardziej ujmujące są wina ze starszych roczników. Palkó Kassi 2016 posiada aromaty brzoskwini, gruszki, cytrusów, wyraźną, słoną mineralność oraz wibrującą, świeżą kwasowość (ocena: ***/****). Inny charakter, przypominający bardziej rieslinga ma Palkó Sulyom 2016 – charakteryzuje go wyraźna nuta petrolu, mokrych skał, cytrusów, wino jest surowe, ziołowo-pieprzne, oparte na świetnej kwasowości i słonej mineralności (ocena: ***/****).

Petrol, mokre skały? Lubię to!. (fot. Olaf Kuziemka)

Wysoki poziom prezentują tutejsze słodycze. Palkó Botrytis Selection 2008 to dojrzały kupaż powstały z użyciem (jak sama nazwa wskazuje) zbotrytyzowanych gron. Pachnie pomarańczami, szuszonymi owocami, brzoskwinią oraz grzybami, w ustach oleiste, krągłe, o świetnej kwasowości i doskonale zintegrowanym cukrze resztkowym, z świetną nutą miodu i brzoskwini (ocena: ****). Absolutnym kuriozum jest jednak Palkó Jégcsepp 2018 – wino lodowe. Powstaje ono niezwykle rzadko, raz na 10 lat, gdyż grona są zbierane zanim nadejdą pierwsze mrozy. Wówczas nadeszły znacznie wcześniej – pod koniec listopada. W efekcie udało się wytłoczyć nektar wysokiej zawartości cukru resztkowego (168 g/l), aromatach brzoskwini, moreli, gruszek i miodu. W ustach gęste, skoncentrowane, soczyste, o poważnej kwasowości i jeszcze poważniejszej słodyczy (ocena: ****).

Elegancka, dojrzała słodycz. (fot. Olaf Kuziemka)

Zwieńczeniem wieczoru było Palkó Tokaji Aszú 2017. Próbowane przeze mnie pod koniec zeszłego roku znów potwierdziło swoją wielką klasę. Znajdziemy tu aromaty soczystych moreli, brzoskwini, miodu, propolisu, mango i ananasa, usta częstują nas wspaniałą słodyczą, sporą kwasowością, owocami spod znaku moreli, brzoskwini, fig, daktyli oraz mango, oraz miodu i słoną mineralnością. Wciąż jeszcze bardzo młode, ale niezwykle złożone aszú z potencjałem dojrzewania na dziesięciolecia.

Wspaniałe, młode aszú. (fot. Olaf Kuziemka)

Palkó Borok to niezwykle ekscytujący, rozwijający się projekt winiarski na peryferiach regionu. Ich wina prezentują solidną jakość, a do tego kosztują stosunkowo niewiele. W okresie galopujących cen u tokajskich liderów warto poszukiwać właśnie takich, małych, rodzinnych przedsiębiorstw, których w okolicy nie brakuje. Trzeba tylko czasem zejść z ubitych, sprawdzonych szlaków.

W winiarni Palkó Borok degustowaliśmy na zaproszenie Gabrielli Palkó.