Poznaj winiarza – druga część degustacji z Zwack Muzeúm w Budapeszcie.

 
Tibor Fazekas opowiada o swoich winach (wideo od terra hungarica)  
Kolejnym producentem, do którego stoiska podeszłem, był Somlói Apátsági Pince. Góra Somló to dla mnie magiczne miejsce – wielokrotnie mijałem ją jadąc pociągiem na zachód Węgier, ale nigdy nie miałem okazji wysiąść i wspiąć się na ten dawno już wygasły wulkan, pokryty winnicami i skrywający w swych piwnicach niesamowite skarby, które miałem nieraz okazję degustować. Pomimo, że nazwa wskazuje na opactwo, to nie opaci, lecz Tibor Fazekas zajmuje się prodkucją winogron. Cała winnica zajmuje niespełna 3 ha i  rośnie tu około 15 tysięcy krzewów. Degustację zacząłem od Furminta 2014. Oko: barwa jasnozłota, w nosie wyczuwalne nuty suszonych owoców, morele, cytrusy, usta: suszone owoce, morele, delikatna słodycz, jednocześnie dobrze wyczuwalna kwasowość i mineralność. Bardzo dobra wariacja nt. furminta. Ocena: ****. Następnie nadeszła pora na Furminta 2013. Barwa podobna, jasnozłota, w nosie bardziej owocowy, trochę mniej nut suszonych owoców, w ustach łagodna kwasowość, dalej dobrze wyczuwalna mineralność, nieco więcej słodyczy w porównaniu do poprzedniej wersji (dlatego już oznaczony jako półwytrawny). Świetnie zbalansowane: ****. Trzecim i ostatnim degustowanym winem z tego szczepu był Furmint 2012. Barwa jasnozłota, trochę ciemniejsza od poprzedników. W nosie nuty botrytisu, jak również cytrusów, moreli. W ustach dobrze wyczuwalna koncetracja, mocno wyczuwalna mineralność i jak w przypadku wcześniejszych win – lekka słodycz. Doprawdy świetne wino: ****. Jeśli miałbym wybierać, to jednak rocznik 2013 jest nieco lepszy. Ale nie tylko furmintem Somló stoi! Następnym winem w kolejce był Olaszrizling 2013. Barwa jasnozłota z zielonymi refleksami, w nosie wyczuwalne owoce cytrusowe, trawa, przyprawy. W ustach znajdziemy nuty zielonego jabłka, solidną kwasowość, nerw, z którego słyną wina z Somló. Ocena: ***. Ostatnim z degustowanych win było Hárslevelű 2013. Barwa jasnozłota, w nosie kwiatowe, akacja, morele, cytrusy. W ustach miód, słodycz (nieco ponad 30 g cukru resztkowego – a więc mamy do czynienia z winem półsłodkim), solidna kwasowość, owoce cytrusowe, morele, brzoskwinie. Długi finisz. Świetnie. Ocena: ****. Winnica zdecydowanie warta polecenia. 
 
Zdaniem Tibora to będzie znakomity rocznik (fot. własna) 
Następnym winiarzem, którego miałem przyjemność spotkać a i wina degustować to Géza Légli z Szőlőskislak na południowym brzegu Balatonu. Od niedawna sprzedaje swoje wina pod marką Kislaki. U Gézy stawia się na młodość i świeżość – połowa spośród degustowanych win to trunki z bierzącego rocznika. Zaczęliśmy nietypowo, bo od różu. Rozé 2015 to kupaż Merlota, Kékfrankosa, Cabernet Sauvignon i Cabernet Franc. Oko: barwa malinowa, w nosie wyczuwalna kawalkada owoców na czele z maliną i porzeczką. W ustach wyczuwalna malina, grapefruit, porzeczki, dobra kwasowość, choć daleko mu do wielkich róży. Nos robi wielkie nadzieje, usta trochę je zawodzą. Mimo wszystko ok. Ocena: ***. Następne z kolei Chardonnay Matacs 2015 to wino o bardzo jasnej, słomkowej barwie. W nosie wyczuwalne owoce cytrusowe, grapefruit, trawa. Usta owocowe, krągłe, dobra kwasowość, cytrusy! Ocena: ***. Lepsze od poprzednika, choć nie znacząco. Trzecim podanym winem był Rajnai Rizling 2013. Tu mamy jasną, zielonkawą barwę, w nosie zielone, trawa, przyprawy, cytrusy. W ustach owoce cytrusowe, grapefruit, solidna kwasowość, zielone jabłko. Jak na swoje dwa lata bardzo rześkie. Ocena: ****. Pierwszym z win czerwonych był Cabernet Sauvignon 2013 Vitéz – wino to otrzymałem po porzedniej degustacji, lecz nie miałem jeszcze okazji go otworzyć. Oko: barwa purpurowa, w nosie wiśnia, czerwone owoce, w ustach dość mocno ściągające taniny, goryczka, owoce leśnie. Ocena: ***. Następnym był aktualny prezent na odchodne, czyli Érintetlen 2015 (tłum: nienaruszone – 100% merlot, niefiltrowane). Barwa purpurowa, wino gęstę, zawierające drobinki jako świadectwo braku filtracji, w nosie wyczuwalne czerwone owoce, wiśnia, malina. W ustach bardzo owocowe, solidne nuty wiśniowe, łagodne taniny i nieco nut dębowych – chwilę mu się w tej beczce leżakowało (choć nie za długo…). Ocena: ***. Ostatnim trunkiem podanym przez Gézę (a dokładniej jego małżonkę) był Kislak 2011, czyli kupaż Merlota (50%), Kékfrankosa (30%) oraz Cabernet Franc (20%). Barwa purpurowa, niezwykle głęboka, w nosie wyczuwalne owoce leśne, dżem śliwkowy, tytoń. W ustach złożone. Bardzo gęste, solidna kwasowość, głębia smaku, czerwone owoce, łagodne, jednak wyczuwalne taniny. Czysty edonizm. Ocena: ****. Zdecydowanie najlepsze wino od tego producenta, wysoka klasa.
 
Géza Légli wśród degustujących (fot. własna) 
Ostatnim producentem, którego wina degustowałem (ponieważ stoisko Dobogó Pincészet opisywałem w związku z degustacją sprzed 3 miesięcy i odwiedziłem ich tylko w celu uszczknięcia kilku łyków ich wielkich win słodkich) był Ráspi Borászat z…. no właśnie skąd? Po dłuższym obadaniu stoiska postanowiłem podpytać winarzy, paląc się ze wstydu. Z Sopronu, brzmiała spokojna odpowiedź winiarza. No tak… Sopron. Gospodarzą tu na 21 ha, produkując rocznie 25-30 tysięcy butelek. Większość krzewów ma od 30 do 80 lat, wydajność wynosi 1000-1500 kg na ha. József Horváth przywiózł ze sobą tylko czerwone wina, każde z nich na swój sposób wyjątkowe. Zacząłem od Zweigelt 2012 o jasnoczerwonej barwie, w nosie wyczuwalnych owocach leśnych, w ustach bardzo owocowe, łagodna goryczka, solidne, dobre taniny, gęste, świetnie zharmonizowane. Jedna z najlepszych wariacji nt. zweigelta jaką do tej pory próbowałem. Ocena: ****. Kolejne wino, Kékfrankos Valógatás 2012 również nie zawodzi. Oko: purpurowa barwa, w nosie wyczuwalne porzeczki, owoce leśne, przyprawy, w ustach dżem z owocoów, kremowe, łagodne taniny, delikatna kwasowość, czekolada. Harmonia. Ocena: ****. Następnie nadeszła pora na Mágus 2012, kupaż Kékfrankosa, Zweigelta i Cabernet Sauvignon. Barwa purpurowa, w nosie owoce leśne, nuty pieprzne, w ustach dość świeże, dobrze zbudowane, choć mniej zbalansowane od poprzednika. W tle nuty czerwonych owoców, pestek wiśni. Ocena: ***. Czwartym trunkiem był Zweigelt Valógatás 2012, czyli linia premium (przynajmniej w odniesieniu do „zwykłego” Zweigelta). Barwa ciemnoczerwona, w nosie złożone, przyprawy, owoce leśne, wiśnie. W ustach niezwykle skoncentrowane, delikatna kwasowość, łagodnie taniny lekko tylko podkreślone beczką. Moim zdaniem wersja podstawowa wcale mu nie ustępuje, ba, jest nawet nieco lepsza, mniej pretensjonalna, bardziej żywa. Ocena: ***. Ostatnie dwa degustowane wina to tzw. strzały z grubej rury. Gneisz 2012 to 100% Kékfrankos z starych krzewów, które mają po 80 lat. Ma ono purpurową barwę, wyczuwalne wiśnie, przyprawy, a nawet nuty kwiatowe. W ustach delikatna słodycz, gęste, przyjemna kwasowość, niezłe taniny. W tle nuty dymne, owoce leśne. Ocena: ****. Na Finiszu degustacji podano Zweigelt Valógatás 2006. Wystarczyło raz pokręcić kieliszkiem, by poczuć dotyk geniuszu. Wino o purpurowej barwie, w nosie niesamowide aromaty świeżo mielonej kawy, tytoniu, dębu oraz przypraw. W ustach całkowita harmonia, doskonałość. Łagodna kwasowość, delikatne taniny, w tle nuty tytoniu, kawy, dżemu śliwkowego. Delikatna słodycz. Mimo swego wieku, a może dzięki niemu tworzy mistrzowskie dzieło. Niesamowite. Ocena: nie może być inna, aniżeli *****. Dla mnie, oprócz win z Somló to największe odkrycie tej degustacji i z pewnością jeszcze do tych win wrócę. I wam je serdecznie polecam.
József Horváth – geniusz z Sopronu (fot. własna)