Ranking najlepszych węgierskich win – Top 100 magyar bor 2017

Kilka dni temu ukazała się kolejna już edycja rankingu 100 najlepszych węgierskich win – Top 100 magyar bor 2017. Zostały one wyselekcjonowane spośród 286 nadesłanych próbek i ocenione przez komisję złożoną z miejscowych specjalistów zajmujących się branżą winiarską pod przewodnictwem Attili Fiátha (DipWSET, aspirant do tytułu MW). Decyzja nt. konkretnej oceny i miejsca wina w rankingu należała do niego. Jeśli chodzi o pozycje – to nie ma tu większego zaskoczenia. Dominują tokaje aszú, w pierwszej dziesiątce znajdziemy ich aż dziewięć. Pierwsze miejsce zajął Grand Tokaj Aszú 2013, drugie miejsce okupuje Hangavári Tokaj Aszú 6 puttonyos 2013, zaś trzecie Oremus Tokaj Aszú 6 puttonyos 2007. Tuż za podium znalazło się jedyne czerwone wino w czołówce stawki – Terra Tartaro 2012 z winiarni Heumann Pincészet w Villány.

Prosta, aczkolwiek zachęcająca okładka. A co w środku? (fot. własna)

 

Generalnie rzecz biorąc przewaga aszú jest aż nadto widoczna. Na sto win 21 należy właśnie do tej kategorii, z czego większa część znajduje się w pierwszej pięćdziesiątce. Silną obsadę ma również Szekszárd, Villány oraz Eger, w mniejszym zakresie znajdziemy wina znad Balatonu czy chociażby Somló. Oprócz podziału na wina deserowe, białe i czerwone znajdziemy także kategoryzację pod względem szczepu oraz stylu wina. I tak mamy 9 kategorii: najlepszych pięć win musujących (wygrał Kreinbacher Brut NV), najlepszych pięć aromatycznych win białych (przoduje Kamocsay Ihlet Cuvée 2015), najlepszych pięć olaszrizlingów (pierwsze miejsce: Zelna Farkó-kő Olaszrizling 2015), najlepszych pięć furmintów (zwyciężył Szarka Juhfaros Furmint 2015), najlepszych pięć słodkich win (jak i w głównej kategorii – czołowe miejsce zajął Grand Tokaj Aszú 2013), najlepszych pięć win różowych (tu tryumfuje Ostorosbor Egri Merlot-Pinot Noir Rozé 2016), najlepszych pięć kékfrankosów (dominuje Fritz Kékfrankos Válogatás 2013), najlepszych pięć win typu bikavér (pierwsze miejsce dla Pratner Szekszárdi Bikavér 2015) oraz pięć najlepszych bordoskich kupaży (tu zaś zwycięża Heumann Terra Tartaro 2012).

Zwyciężca rankingu… Jakoś nie jestem przekonany… (fot. własna)

 

O ile jakiś czas temu byłem zwolennikiem takich rankingów, gdyż dawały względne pojęcie o sytuacji miejscowego winiarstwa i poglądu na najlepsze wina, to teraz coraz mniej przekonują mnie o swej celowości. Po pierwsze – na jakiej podstawie uznajemy, że jest to 100 najlepszych win? Nadesłanych do degustacji zostało 286 próbek, a to zaledwie maleńki ułamek z kilku (o ile nie kilkunastu) tysięcy etykiet, które pojawiają się rok w roku na rynku. W poprzednich edycjach kryterium pierwszej selekcji było wyróżnienie na jednym z lokalnych lub światowych konkursów winiarskich, obecnie można się dostać również poprzez polecenie dziennikarza z branży. Po drugie – skład jury uległ w ostatnich trzech latach całkowitej zmianie, a obecnie pełne i ostateczne prawo oceny przyznano tylko jednemu człowiekowi – Attili Fiáth, którego sympatie decydują o miejscu danego trunku. Ja sam nie jestem przekonany, że aszú z kombinatu winiarskiego Grand Tokaji jest najlepszym węgierskim winem, a moje wahanie podpiera degustacja aszú z aktualnego numeru magazynu VinCE (tam owo wino zajęło dopiero 14 miejsce pośród wszystkich degustowanych aszú). Po trzecie – najlepsi, najbardziej cenieni winiarze, którzy osiągneli uznanie na arenie międzynarodowej po prostu te konkursy omijają.

Przewodniczący jury – Attila Fiáth. (fot. własna)

 

Oczywiście nie twierdzę, że wina nadesłane do konkursu są złe – większość z nich to z pewnością fantastyczne trunki warte degustacji. Nie zgadzam się natomiast z jedynowładztwem przewodniczącego jury, z ciągłą zmianą jego składu oraz z nie do końca jasnymi kryteriami wyboru win. Jedyna pozytywna zmiana, którą zauważyłem w najnowszej edycji rankingu to dodanie ceny detalicznej. Co ciekawe, nie zauważyłem także wielkiego zachwytu wśród winiarzy ze zdobytych miejsc – to jeden z dowodów, że prestiż wydawnictwa spada. Jego cena to 1590 HUF (21,50 PLN), dostępny jest w wszystkich większych sieciach prasowych (Inmedio, Relay), a także w większych supermarketach sieci Tesxo i Auchan. Na koniec zaś wrzucam zdjęcie z całym rankingiem, jeśli nie macie możliwości zakupić owego magazynu (należy kliknąć na zdjęcie celem powiększenia).

Ranking. (fot. własna)

Wszystkie odcienie różu – Rosalia Fesztivál 2017

Jak co roku, korzystając z pięknej, słonecznej, majowej pogody wyruszyłem w okolice Városliget, gdzie odbywał się Rosalia Fesztivál. Owo wydarzenie poświęcone winom różowym oraz musującym zaszczyciło swoim udziałem ponad 60 wystawców z 17 regionów winiarskich, do tego doliczyć należy również liczne stanowiska gastronomiczne oraz partnerów całego wydarzenia. Rosalia to festiwal typowo rodzinny – kiedy dorośli kosztują różnego rodzaju win, dzieci mogą bawić się w wyznaczonych do tego strefach, gdzie znajdują się pod czujnym okiem opiekunów. Ja, ze względu na ograniczony czas i możliwości udałem się do zaledwie kilku stoisk, w szczególności producentów, których jeszcze nie znam. Poniżej znajdziecie ocenę najciekawszych degustowanych przeze mnie win.

Wielkich tłumów nie stwierdzono. (fot. własna)

 

Sobol Pincészet Kékfrankos Rosé 2016 to debiut tego małego producenta. Nie posiada on jeszcze własnych nasadzeń, winogrona w całości pochodzą od innych winogrodników z regionu Etyek-Buda, dlatego też jestem pod wrażeniem, że powstało z nich całkiem przyzwoite wino. Mamy tu malinową barwę, w nosie wyczuwalne nuty truskawek, malin, w ustach dominuje świeża, solidna kwasowość (ponad 7g/l kwasów), sporo tu czystego owocu, są też nuty kremowe oraz lekka pikantność. Bardzo lekkie, pijalne, przyjemne wino na lato. Ocena: ***/****. Cena: 2200 HUF (30 PLN). Warto.

Odkrycie festiwalu. (fot. własna)

 

Sabar Borház Kékfrankos Rosé 2016 – kolejne wino z tego szczepu, tym razem jednak z wulkanicznych zboczy Badacsony. Malinowa barwa, w nosie truskawki, poziomki maliny, w ustach lekkie, delikatnie kwasowe (4,7 g/l kwasów), wyczuwalna mineralność, grapefruit, delikatne nasycenie CO2. Przyjemne, pijalne, w sam raz na ciepłe, letnie wieczory. Ocena: ***/****. Cena: 1590 HUF (21,50 PLN). Również polecam.

Cztery róże z mojej okolicy. (fot. własna)

 

Gál Szőlőbirtok és Pincészet Kékfrankos Rosé 2016 – nie mogę się uwolnić od tego szczepu, ale nic dziwnego – zajmuje on największą powierzchnię nasadzeń spośród ciemnych gron. Tym razem przemówiło przeze mnie trochę lokalnego patriotyzmu, owa winnica znajduje się kilkanaście kilometrów od mojego miejsca zamieszkania. Wino charakteryzuje się jasnoróżową barwą, w nosie wyczuwalne nuty grapefruita, cytrusów, delikatna pikantność. W ustach dalej dominuje grapefruit i cytrusy, wyraźna kwasowość, bardzo harmonijne, przyjemne, lekkie wino. Ocena: ***. Cena 1690 HUF (23 PLN).

Tutti-frutti dla niewymagających. (fot. własna)

 

Tarjányi Pincészet Rubin 2016 to musujące wino z Syrah. Tutaj mamy inny gatunek wina, wyraźnie nastawiony na mniej wymagającego konsumenta. Barwa ciemnoczerwona, w nosie nuty truskawek, poziomek, lekka pikantność, w ustach delikatnie musujące, lekka kwasowość, sporo owocu (porzeczka, truskawka, poziomka), to wszystko podrasowane wyraźnym cukrem resztkowym. Ja nie będę wielkim fanem, ale wiem, że dla wielu osób będzie idealnym wyborem. Ocena: **/***. Cena: 1550 HUF (21 PLN).

Nie wypada się nie zgodzić… (fot. własna)

 

Z ciekawszych wyborów to by było na tyle. W głosowaniu publiczności na najlepsze wino festiwalu zwyciężyło Dúzsi Kékfrankos Rosé 2016, za nim na podium znalazły się Gere Frici Rosé Gyöngyözőbor 2016 oraz Juhász Merlot Rosé 2016 – to trunki od gigantów, które niekoniecznie przyciągały moją uwagę. Choć poziom win z roku na rok się podnosi, to wciąż daleko im do ideału. Rynek dyktuje warunki, a pieniądze często zmuszają winiarzy do kompromisów. Warto jednak pokonać własne uprzedzenia i próbować – a nóż trafi się perełka, którą chętnie pochwalicie się przed znajomymi. Idzie lato, pijcie więc różowe!

Degustowałem na koszt własny.

St. Andrea Áldás Egri Bikavér 2015 – trochę ciepła w deszczowe dni.

Stare polskie powiedzenie mówi: Kwiecień plecień, bo przeplata, trochę zimy, trochę lata. Ten rok pokazał, że jest w nim sporo prawdy – jeszcze kilka dni temu cieszyliśmy się przyjemną, wiosenną pogodą, dziś w wielu miejscach naszego kraju (ale nie tylko) leży śnieg. Prawdopodobnie będzie to miało wpływ na tegoroczne wina, ale o tym teraz nie chcę się rozwodzić. W takich warunkach człowiek sięga po czerwone wino by się rozgrzać, ja też poszedłem tym tropem, otwierając butelkę z świetnie mi znanej winnicy St. Andrea z Egerszalók.

Kolejne piękne wino z winnicy St. Andrea. (fot. własna)

 

St. Andrea Áldás Egri Bikavér 2015 to kupaż powstały z gron szczepów Kékfrankos, Merlot, Pinot Noir, Cabernet Franc, Turán, Cabernet Sauvignon, Kadarka oraz Syrah. Nazwa Áldás oznacza Błogosławieństwo, co przy takiej pogodzie jest adekwatne. Charakteryzuje je jasnopurpurowa barwa, w nosie wyczujemy wiśnie, czereśnie, wanilię oraz nuty dymne. W ustach soczyście owocowe (wiśnia, czereśnia, jeżyny), o lekkiej, aczkolwiek żwawej kwasowości, wszystko to obleczone delikatną, jedwabistą taniną. Nieco później pojawiają się pikantność i czekolada. Alkohol, którego jest tu 13,5% rozgrzewa, ale nie dominuje. Wszystko tworzy harmonijną całość w tym średnio zbudowanym winie. Cena: 3250 HUF (44 PLN). Ocena: ****. Na chłodniejsze dni i wieczory – będzie jak znalazł.

 

Źródło wina: zakup własny autora.