Lato, wróć! – Préselő Palandor Furmint 2015

Pół roku temu, podczas festiwalu Bor, Mámor, Bénye miałem przyjemność zawitać do piwnicy Zsolta Nagya, właściciela Préselő Borház. Zaprezentował on kilka win, w tym Furminty z pojedynczych siedlisk, takich jak Omlás czy też Palandor. Pierwszy z nich opisywałem tutaj, drugi natomiat miałem możliwość otworzyć niedawno. Ciekawie jest porównywać to samo wino, kiedy jeszcze dojrzewa w beczce z tym, które spędziło już trochę czasu w butelce. Zwłaszcza, jeśli mówimy o białym kruku – powstała tylko jedna jedyna beczka. Pozostaje czekać na kolejne roczniki, bo owe siedlisko ma olbrzymi potencjał, co udowadniają również wina z winnicy Karadi-Berger.

Smak lata zimową porą… (fot. własna)

 

Préselő Palandor Furmint 2015 posiada jasnożółtą barwę z zielonymi refleksami. W nosie wyczuwalne są nuty brzoskwinii, banana oraz pigwy. W ustach mamy sporo owocu (banan, pigwa, zielone jabłko, brzoskwinia), delikatnie wyczuwalną, waniliową nutę, która pochodzi od beczki, wszystko to spięte żwawą, rześką kwasowością. Wino jest lekkie, eteryczne, nadaje się do spożycia zarówno solo, jak i do posiłku. Po próbie beczkowej oczekiwałem ciut więcej, omamiła mnie wtedy szalejąca jeszcze owocowość, teraz mamy w nim więcej elegancji i wyrafinowania. Ocena: ***/****. Źródło wina: zakup własny od winiarza.

Préselő Omlás Furmint 2015 – perełka z Erdőbénye.

Jest na Węgrzech mnóstwo małych, ciekawych producentów win, których wyroby – choć znane w światku winiarskim – rzadko trafiają na stoły polskich konsumentów. Jest ku temu kilka powodów – przyzwoite wina węgierskie uznawane są za dość drogie, zwłaszcza w stosunku do konkurencji z wielkich krajów winiarskich, takich jak Francja, Hiszpania, czy też Włochy, ale także dlatego, że często powstają w mikroskopijnych ilościach, przez co bardzo ciężko jest znaleźć importera, który zgodzi się sprowadzać po kilkadziesiąt, w najlepszym wypadku kilkaset sztuk. A szkoda – ponieważ można tu znaleźć perełki, które zdecydowanie wyróżniałyby się na tle szarzyzny, jaką często można spotkać w polskich sklepach. Taką jest zdecydowanie Omlás Furmint 2015 od Zsolta Nagya z Préselő Borház. Jakiś czas temu kilka kartonów z jego winami zagościło na półkach importera Rafa Wino, ale z tego co mi wiadomo współpraca nie jest kontynuowana. A szkoda, bo mamy tu moim zdaniem wschodzącą gwiazdę z Erdőbénye…

Elegancka oprawa dla wspaniałego wnętrza (fot. producenta)

 

Sam Omlás Furmint 2015 to arcyciekawe wino ze stanowiska Omlás Dűlő, którego gleba osadzona jest na podłożu gliniasto-riolitowym. Trunek ten powstał na skutek spontanicznej fermentacji, przez rok dojrzewał w dębie, nabierając ogłady i elegancji. Wino posiada jasnozłoty kolor, w nosie wyczuwalne jest zielone jabłko, wanilia, miód. W ustach czyste, wyraźne nuty zielonego jabłka, gruszki, żywa kwasowość (6,8 g/l), delikatna, migdałowa goryczka, wanilia, mamy tu również trochę słonej mineralności, jest ona jednak raczej ciekawym dodatkiem, aniżeli cechą dominującą. Delikatny cukier resztkowy (2-3 g/l) dopełnia kompozycji. Wino ma sporo ekstraktu, bardzo solidne ciało, alkohol (12,5%) w żadnym stopniu nie daje się we znaki. Długi finisz zwieńcza dzieło. Moim zdaniem to jeden z ciekawszych trunków, które powstały w zeszłym roku w Tokaju, jeśli będziecie mieć okazję – warto poniego sięgnąć. Ale jest to biały kruk – powstała zaledwie beczka, z czego 1/3 znalazła już nabywców. Pozostało ok. 140 butelek – każdy z szczęśliwych nabywców z pewnością będzie ukonentowany. Ocena: ****. Wino otrzymałem w prezencie od Zsolta Nagya z Préselő Borház.

Préselő Borház – nowa siła z Erdőbénye

Nieodzownym punktem festiwalu Bor, Mámor, Bénye była dla mnie wizyta w winnicy Préselő Borház. Z Zsoltem Nagyem znamy się już jakiś czas, jego wina degustowałem już kilkukrotnie, aczkolwiek Erdőbénye wydawało się odległym punktem nie tylko na mapie Węgier, ale też samego Tokajskiego Regionu Winiarskiego. Préselő Pince przyszło nam (to znaczy mi i Gabrielowi Kurczewskiemu z bloga Blisko Tokaju) odwiedzić późną porą, kiedy tłumy bawiących się opuściły już ogródki winiarzy i można było swobodnie zamienić słowo z właścicielem winnicy. A było i o czym rozmawiać, ponieważ skończył się już remont budynku gospodarczego i można było w godziwych warunkach dyskutować o tamtejszych trunkach.
 
Zsolt objaśnia model biznesowy (fot. własna)
Zsolt konsekwentnie stawia na jakość. Owszem, mógłby produkować hektolitry taniego (i słabego) wina, sprzedając je pod jakąś drugą, lub trzecią etykietą, ale woli je starannie selekcjonować i wybierać najlepsze, resztę odsprzedając państwowemu kombinatowi. Obecnie produkcja wynosi ok. 10 tysięcy butelek rocznie, przy możliwości zwiększenia jej (w razie zapotrzebowania) do 40 tysięcy butelek. Wybrane wina z pojedynczych parceli dojrzewają w dębowych beczkach, podstawowe wina wytrawne zazwyczaj trafiają do stalowych kadzi (czasem również do beczek, acz zaledwie na 3 miesiące), musiaki zaś fermentują i dojrzewają w stali. Skoro powiedzieliśmy już o jakości, to warto wspomnieć również o cenie. Jak każdy biznesmen, Zsolt wierzy, że interes musi się opłacać – co oczywiście wypada zrozumieć. W związku z tym, podstawowa linia win oscyluje w okolicach 1900-3200 HUF (26,50-45 PLN), co jak na warunki węgierskie nie jest niską ceną, jednak bronią się jakością. Trunki z pojedynczych parceli to zdecydowanie wyższa kategoria cenowa 5000-6000 HUF (70-84 PLN) – o jej słuszności zdecydują konsumenci, choć moim zdaniem warto tyle wydać.
 
Ta beczka kryje w sobie wielki skarb (fot. własna)
Co degustowaliśmy? Na pierwszy rzut poszło Furmint Apukám Bora 2015. Eleganckie, przyjemne wino o łagodnej kwasowości, delikatnych nutach owocowych – głównie jabłka, gruszki, ale i pigwy. Później nadeszła pora na Habzó Hárs, który zaskoczył mnie swoją lekką pikantnością. Dobra kwasowość oraz przyjemne, powoli uwalniające się bąbelki dopełniają obrazu tego jakże szlachetnego musiaka. W międzyczasie Zsolt zabrał nas do piwniczki, gdzie pokazał dojrzewające wina z poszczególnych siedlisk. Wrażenie zrobiły za to na mnie wina jednoszczepowe z parcel Omlás i Palandor – zwłaszcza to drugie, które czaruje niesamowitymi nutami owoców egzotycznych, bananów, mango, oraz potężną mineralnością. Jest to niewielka produkcja, zaledwie kilkaset butelek – ja już się szykuję, by zakupić, choć w sprzedaży będą dopiero w okolicy Wigilii. Może do tego czasu znajdzie importera, który doceni starania właściciela? Ja kibicuję Zsoltowi, bo to człowiek, który cięzką pracą zbudował renomę winnicy, która powoli wysuwa się z cienia większych graczy. Degustowałem na zaproszenie Zsolta Nagya.
A do celu prowadzi nas światłość… i Zsolt 😉 (fot. własna)