Kunság – winiarski spichlerz Węgier

Położony w centralnej części Węgier subregion Kunság to najmniej znana, a zarazem największa apelacja winiarska kraju. Rozpościera się na olbrzymich połaciach , które na północy sięgają niemalże Budapesztu, na wschodzie opierają się o rzekę Cisę, na zachodzie graniczą z Dunajem, zaś na południu kończą się na granicy z Serbią. Powierzchnia upraw to ponad 20 tysięcy hektarów, stanowiąc prawie 1/3 wszystkich nasadzeń na Węgrzech. Nic więc dziwnego, że właśnie stamtąd pochodzi znaczna część tzw. win codziennych, w przystępnych cenach, dostępnych niemalże w każdym sklepie spożywczym w kraju. Jednocześnie Kunság jest obszarem bardzo różnorodnym – znajdziemy tu zarówno podłoże piaskowe, wapienne, jak również osady rzeczne. Spora i płaska przestrzeń sprzyja mechanizacji upraw, co w świetle braku siły roboczej wydaje się jedyną ścieżką ku utrzymaniu rentowności produkcji. Zdecydowaną większość areału winnic porastają jasne odmiany winorośli – bianca, cserszegi fűszeres, aletta, generosa, kunleány, Irsai Olivér, zalagyöngye, riesling, kövidinka. Z ciemnych szczepów dominuje kékfrankos, w mniejszych ilościach znajdziemy zweigelta, cabernet sauvignon oraz cabernet franc.

Kumańska romantyka. (fot. własna)

Przyczynkiem do lepszego poznania tej okolicy i jej win był wyjazd studyjny zorganizowany z okazji I. Hungarian Wine Summit. Dzięki niemu miałem okazję odwiedzić winiarnię Gedeon Pince z Izsák oraz Frittman Borászat z Soltvadkert. Pierwsza z nich, to założone w 1999 roku nowoczesne gospodarstwo należące do Árpáda Vargi. Zajmuje dziś ono 80 hektarów leżących na piaszczystych glebach płaskowyżu Małej Kumanii (Kiskunság). Powstają tu głównie reduktywne wina białe zarówno z lokalnych (cserszegi fűszeres, izsáki arany sárfehér, kövidinka, generosa, Irsai Olivér) oraz międzynarodowych (riesling, grüner veltliner) odmian. Niezwykle udaną, nową częścią asortymentu są wina musujące powstające metodą tradycyjną – prawdziwą gwiazdą jest tu miejscowy sárfehér. Posiadłość jest doskonale przygotowana do przyjmowania większych grup – posiada sporą salę degustacyjną, a w przypadku dobrej pogody można udać na piknik przy winnicy. Wina Gedeon cyklicznie pojawiają się w Polsce w sklepach sieci Lidl oraz na ich wirtualnej platformie – Winnicy Lidla. Na miejscu, oprócz gospodarza swe wina zaprezentowała rodzina Gálów, o której winach pisałem już kilkukrotnie.

Arany Sárfehér – skarb z Izsáku. (fot. własna)

Drugim punktem wizyty była położona w miejscowości Soltvadkert winiarnia Frittman Borászat, gdzie swoje wina zaprezentowały cztery okoliczne gospodarstwa. Najwięcej emocji wzbudziły wina Szentpéteri Borpince z Kiskőrös. To rodzinne przedsiębiorstwo posiada 65 hektarów upraw, podłoże stanowią tu gleby piaskowe oraz lessowe. Powstają tu zarówno wina reduktywne, oraz oksydatywne, pracuje się z lokalnymi oraz międzynarodowymi odmianami, z których najważniejszą rolę pełnią Irsai Olivér, generosa, olaszrizling oraz chardonnay. Pewnym kuriozum jest tu lokalna, ciemna hybryda néró, dające wina o bardzo owocowym, wręcz nieco nachalnym aromacie. Świetne jest natomiast ich beczkowe chardonnay oraz soczysty, świeży, skoncentrowany olaszrizling. Z pozostałych producentów udanie zaprezentowały się również wina Vass Borház – w szczególności lekki, aromatyczny olaszrizling.

Udane chardonnay z Kiskőrös. (fot. własna)

Kunság to dziś rejon wielkich możliwości, ale też wielkich wyzwań – w szczególności klimatycznych. Problematyczna jest również struktura upraw, w której sporą część stanowią odmiany nienadające się do jakościowej produkcji wina – zwłaszcza bianca i aletta. Jednocześnie jest to obszar, który dostarcza dobrej jakości trunków w stosunkowo niskiej cenie, dzięki czemu coraz częściej gości na półkach supermarketów oraz dyskontów. Przeklęty niegdyś region staje się koniem napędowym jakościowej przemiany węgierskiego winiarstwa, stanowiąc źródło doskonałych codziennych win. Póki co, czekają one w Polsce na odkrycie.

Typowy krajobraz winnicy. (fot. własna)

Do Kunság podróżowałem na zaproszenie organizatorów Hungarian Wine Summit oraz profilu Wina Węgierskie.

Hilltop Neszmély – gigant z północy Węgier

Neszmély to jedna z węgierskich apelacji, której nazwa polskiemu konsumentowi nie mówi nic. Nie może to zaskakiwać, gdyż nawet sami Węgrzy często mają problem z umiejscowieniem jej na mapie winiarskiej swojego kraju. Położony na północny-zachód od Budapesztu region jest znany głównie z produkcji lekkich, świeżych win białych, zaś większość upraw stanowią odmiany międzynarodowe (chardonnay, pinot gris, sauvignon blanc). W okolicy działa kilkudziesięciu producentów, jednak jeden z nich wyróżnia się zarówno powierzchnią, jak i skalą produkcji – jest nim założony w winiarnia Hilltop Neszmély. Właściciele, z Ákosem Kamocsayem na czele, kupili majątek dawnego PGRu, gdyż zauważyli, że obszar ten doskonale nadaje się do produkcji lekkich, świeżych win, które zaczęły cieszyć się na świecie wielką popularnością.

Winnice Hilltop zimową porą. (fot. własna)

W ciągu kilku lat na szczycie wzgórza Melegeshegy powstała nowoczesna winiarnia, zaś okoliczne winnice wycięto, zastępując tradycyjne węgierskie odmiany szczepami międzynarodowymi. W ten sposób dzięki solidnej jakości i świetnym cenom Hilltop otworzył sobię drogę na rynek angielski, gdzie po dziś dzień sprzedawana jest lwia część produkcji. Dziś w skład gospodarstwa wchodzi 400 hektarów upraw, restauracja, apartamenty dla gości, oraz oczywiście nowoczesna przetwórnia z piwnicami. Roczna produkcja wynosi 7 milionów butelek wina, z czego zaledwie milion sprzedawany jest na rynku lokalnym. Główny enolog – Ákos Kamocsay w 1997 roku został wybrany winiarzem roku na Węgrzech, zaś rok później otrzymał ten sam tytuł w Wielkiej Brytanii.

Ákos Kamocsay – współwłaściciel i główny enolog. (fot. własna)

Do winiarni przybyłem w towarzystwie Ágnes Herczeg (odpowiada za selekcję win w Lidlu, oraz profil Wina Węgierskie) oraz Tomasza Prange-Barczyńskiego, z którymi obejrzeliśmy winnice, zwiedziliśmy część produkcyjną, skosztowaliśmy świetnej kuchni tutejszej restauracji, ale przede wszystkim spróbowaliśmy tutejszych win –  bo przecież to jest najważniejszą częścią takich wizyt. W trakcie degustacji spróbowaliśmy 10 tutejszych bieli, oraz jedną, wiekową niespodziankę z… Tokaju. Poniżej znajdziecie opisy win.

Zabudowania winiarni. (fot. własna)

Hilltop Kisvirág 2021 to 100% királyleányka. Posiada bladozieloną, niezwykle jasną barwę. Pachnie kwiatami, polnymi ziołami, przyprawami korzennymi oraz jabłkami. W ustach wytrawna, z średnio-wysoką kwasowością, lekkim ciałem oraz nutami ziół, grapefruita, trawy, agrestu i lekką słonością. Finisz średni. Ocena: **/*** (84/100 pkt). Hilltop Irsai Olivér 2021 to klasyczny, acz nie przerysowany przykład wina z tej odmiany. Barwa bladozielona. Nos intensywny, z aromatami winogron, cytrusów, przypraw korzennych i polnych kwiatów. W ustach wytrawne, z średnią kwasowością, lekkim ciałem i delikatną słodyczą, wsparte nutami kwiatów, winogron, cytrusów, polnych ziół. Finisz średni. Ocena: ** (83/100 pkt).

Lekka, zwiewna királyleányka. (fot. własna)

Hilltop Sauvignon Blanc 2021 to klasyczny przedstawiciel swojego gatunku. Mieni się delikatną, bladozieloną barwą. W nosie królują typowe dla odmiany aromaty: zielone jabłko, trawa, owoce egzotyczne, cytryna. Usta lekko zbudowane, wytrawne, z wysoką kwasowością oraz nutami zielonego jabłka, gruszki, cytryny, trawy oraz delikatną słonością. Finisz średni. Ocena: **/*** (85/100 pkt). Hilltop Gyöngy 2020 to z kolei lekko musujący kupaż sauvignon blanc oraz żółtego muskata. Barwa, podobnie jak u poprzedników bladozielona, musowanie łagodne, dość regularne. Nos częstuje nas intensywnymi aromatami cytryny, limonki, grapefruita oraz trawy. W ustach lekko zbudowane, wytrawne, z średnią kwasowością i delikatnym musem, nieco już leniwe. Znajdziemy tu nuty cytryny, grapefruita, trawy, polnych ziół. Finisz krótki. Ocena: ** (82/100 pkt).

Solidne sauvignon blanc. (fot. własna)

Nieco więcej działo się w kolejnych winach, tym razem z wyższej półki cenowej. Hilltop Kamocsay Prémium Irsai Olivér 2021 powstało z wyselekcjonowanych gron tej odmiany. Cechuje je bladozielona barwa. Pachnie słodko i intensywnie – kwiatami, brzoskwinią, bananem oraz mydłem. Usta zdradzają średnie ciało, średnią kwasowość oraz całkowitą wytrawność. Dominują tu nuty gruszek, żółtych i zielonych jabłek, przypraw korzennych, imbiru oraz mydła. Finisz średni. Ocena: *** (85/100). Hilltop Kamocsay Prémium Olaszrizling 2020 to udany, acz wciąż marketowy pokaz tego wszechstronnego szczepu. Posiada jasnozłomkową barwę. W nosie klasycznie: mamy tu gruszkę, zielone i żółte jabłko, trochę cytryny i szczyptę ziołowej pikantności. W ustach wytrawne, dość dobrze zbudowane, z wysoką kwasowością i wyraźnym alkoholem. Królują tu nuty zielonego jabłka, gruszki, trawy, polnych ziół, migdałów, jest też mineralna słoność. Finisz średni. Ocena: *** (87/100 pkt).

Olaszrizling w dobrym wydaniu. (fot. własna)

Hilltop Kamocsay Prémium Olaszrizling Sós-hegy Dűlő 2017 to wino już niedostępne w sprzedaży, ale pokazujące potencjał odmiany i dojrzewania. Barwa średniogłęboka, złota. W nosie znajdziemy aromaty suszonych owoców: moreli, śliwek, a także miodu, likieru, siana. W ustach wytrawne, średnio zbudowane, z średnią kwasowością i wyraźnym alkoholem, a także nutami suszonych śliwek, kandyzowanych moreli, lekką pikantnością oraz słonym posmakiem. Finisz średniodługi. Ocena: ***/**** (89/100 pkt). Jednym z popularniejszych win producenta jest natomiast Hilltop Kamocsay Prémium Chardonnay 2019. Posiada jasnozłotą barwę. Nos typowy dla odmiany – białe owoce, gruszka, zielone jabłko, brzoskwinia oraz masło. W ustach wytrawne, średnio zbudowane, kremowe, z średnio (+) wysoką kwasowością oraz nutami brzoskwini, gruszki, cytryny, trawy i kredy. Finisz średni. Ocena: *** (88/100 pkt).

Dojrzały, jednoparcelowy olaszrizling. (fot. własna)

Rok młodsze Hilltop Kamocsay Prémium Chardonnay 2020 prezentuje nieco inną twarz. Charakteryzuje je bladozłota barwa. Pachnie klasycznie – brzoskwinią, gruszką, trawą, masłem. Usta są dość lekkie, wytrawne, z przyzwoitą kwasowością, acz dość wyraźnym alkoholem. Jest tu kremowość, są nuty owocowe (brzoskwinia, gruszka, zielone jabłko), jest masło, ale też trawa i słoność. Finisz średniodługi. Ocena: *** (88/100 pkt). Ostatnie z serii – Hilltop Kamocsay Prémium Chardonnay Páskum-dűlő 2020 to jedyne, które dojrzewało częściowo w beczce. Barwa bladozłota. W nosie wyraźnie wyczuwalny jest wpływ dębu: wanilia, masło, dym, przyprawy korzenne, znajdziemy tu również brzoskwinię i żółte jabłko. Usta wytrawne, dość dobrze zbudowane, z solidną kwasowością oraz kremową teksturą. Sporo tu jeszcze wanili, goździków, imbiru i masła, po nich wyłania się owocowość spod znaku brzoskwini, gruszki i żółtych jabłek. Finisz średniodługi. Ocena: ***/**** (89/100 pkt).

Mistrz i jego dzieło – świetny Tokaj. (fot. własna)

Na koniec do naszych kieliszków trafiło coś unikatowego – półwytrawny furmint z Tokaju z 1999 roku. Wówczas krzewy należące do winiarni Hétszőlő tak obficie obrodziły, że nie było gdzie przerobić gron, dlatego też nabył je Hilltop i stworzył zeń świetne wino. Cechuje je głęboka, złota barwa. Pachnie ono karmelem, krzemem, mokrą skałą, dojrzałym jabłkiem, suszem owocowym i rumiankiem. W ustach średniozbudowane, z przyzwoitą kwasowością i wyraźnym alkoholem, z dominantą suszu owocowego, karmelu, miodu i ziół. Finisz długi. Zadziwiająco świeże, krągłe, eleganckie wino z świetnego rocznika. Zadziwiające tym bardziej, że większość win z tego okresu padło już pod wpływem oksydacji. Ocena: **** (91/100 pkt).

W oczekiwaniu na wiosnę. (fot. własna)

Wizyta w winiarni Hilltop uświadomiła mi, że Węgry mają olbrzymi potencjał by produkować przywoite wina codzienne w przystępnych cenach – jest jednak do tego potrzebne dobre miejsce, odpowiedni specjaliści, technologia, no i oczywiście spory areał. Dzięki temu działa efekt skali i można konkurować chociażby z winiarniami z nowego świata. Hilltop ze swoją roczną produkcją na poziomie 7 milionów butelek i eksportem rzędu 6 milionów udowadnia, że to możliwe. Oczywiście, nie mogło się to obyć bez kompromisu – jakim jest znacznie mniejsza rola miejscowych odmian – ale to już jest koszt tego biznesu. Przy czym do Hilltopa warto wybrać się nie tylko dla wina – można tu zarówno dobrze zjeść, ale też porządnie wypocząć.

Dobry adres w Neszmély. (fot. własna)

Do Neszély udałem się na zaproszenie Ágnes Herczeg odpowiadającej za kampanię Wina Węgierskie.

Jóo Pincészet – dobra strona Villány

Południe Węgier, a zwłaszcza region Villány kryje w sobie całą masę winiarskich perełek, wciąż czekających na odkrycie. Oczywiście prym dalej wiodą wielcy producenci, którzy zbudowali swe marki podczas niełatwych lat transformacji ustrojowej, aczkolwiek od czasu do czasu na rynku pojawiają się także małe winiarnie z wyjątkowo dobrymi winami, lepiej wpasowującymi się w najnowsze trendy na światowych rynkach. Jednym z takich nowych, stosunkowo młodych producentów jest Joó Tamás Pincészete z Siklós. Rodzina Joó uprawia winorośl i produkuje wino od trzech pokoleń, ale dopiero w ostatnim dziesięcioleciu podjęto się profesjonalizacji  i butelkowania powstających tu trunków. Powierzchnia winogradów zajmuje nieco ponad 4 ha, które – przy dobrych warunkach pogodowych – są w stanie dostarczyć surowca na 20-25 tysięcy butelek wina. Ozdabiają je ciekawe etykiety, za które odpowiada profesjonalne studio graficzne, a nazwy nawiązują do nazwiska rodziny (joó oznacza dobry). Pod koniec kwietnia miałem przyjemność odwiedzić producenta i spróbować czterech win z z jego portfolio.

Pomysłowa etykieta, nieprawdaż? (fot. własna)

Joóreménység Olaszrizling 2018 powstał z gron zebranych ze zboczy wzgórza Tenkes. Fermentował i dojrzewał w stalowych tankach. Barwa bladożółta, w nosie dominują aromaty jabłek, gruszek, polnych kwiatów i ziół, w ustach mamy nieco więcej pikantności, pojawiają się nuty cytrusów, zielonego jabłka, a także delikatna migdałowa goryczka, a to wszystko wsparte jest na solidnej kwasowości. Lekkie, świeże wino, polecane na lato (ocena: ***).  Joó Irsai Olivér 2018 to typowe wino powstałe z owej aromatycznej, lokalnej odmiany. Posiada bladozieloną barwę, w nosie znajdziemy aromaty muszkatu, polnych ziół i świeżo zmielonego białego pieprzu. W ustach dość oszczędne, z dość niską kwasowością, z wyraźnie zaznaczonymi nutami muszkatu i winogron. Finisz krótki, z lekką goryczką (ocena: ***).

Zapada w pamięć… (fot. własna)

Joókedv Kékfrankos Rosé 2018 zaskoczyło przede wszystkim wyjątkowo głęboką, ciemnoróżową barwą. W nosie typowa aromatyka gatunku: truskawki, maliny, poziomki, lekka kremowość. W ustach na pierwszym planie soczysta owocowość spod znaku truskawki i poziomki wsparta solidną kwasowością, jest też kremowość i delikatna pikantność dzięki dodatkowi dwutlenku węgla. Nie ma co się doszukiwać tu głębi, ale jest to bardzo przyzwoite, świeże różowe wino. W sam raz na teras albo piknik w parku (ocena: ***). Joószívvel Bíborkadarka 2018 powstało ze stosunkowo młodej, węgierskiej odmiany, używanej zazwyczaj w kupażach, celem poprawienia ich barwy. I tą cechę widać idealnie – w postaci głębokiej, ciemnopurpurowej szaty. W nosie znajdziemy aromaty dojrzałych wiśni, śliwek, lekką pikantność i nuty ściółki leśnej. W ustach owocowość (ciemna wiśnia, maliny) jest nieco stłamszona, dużo tu suchej taniny i zielonej kwasowości, na finiszu zaś pojawia się lekka pikantność. Nie jestem przekonany do potencjału tej odmiany, zaś samo wino jest niestety przeciętne (ocena: **/***).

Beczki pełne wspaniałego wina. (fot. własna)

Na sam koniec wizyty miałem także możliwość spróbować próbek beczkowych, w tym m.in. kékfrankosa, które już pokazują znacznie większy potencjał, niż zabutelkowane wina, a będą dojrzewać jeszcze przez długie miesiące. Czas pokaże, czy spełnią pokładane w nich nadzieje, ja z pewnością wrócę jeszcze do producenta, by się o tym przekonać. Co do samej osoby winiarza – Tamás okazał się wspaniałym gospodarzem i wyjątkowo miło się z nim gawędziło – widać, że jest to człowiek ze świadomością celu, do którego zmierza. Trzymam za niego kciuki i bacznie będę śledził rozwój win z dobrej strony Villány. Wszytkie opisane można zamówić na stronie producenta, w przyzwoitych cenach (między 23 a 32 PLN).

Tamás Joó – sprawca całego zamieszania. (fot. własna)

W degustacji wziąłem udział na zaproszenie organizatorów konkursu Portugieser du Monde.