Laposa Kéknyelű 2019 – szlachetny autochton z Badacsony

Aż trudno sobie wyobrazić, jak bardzo różniło się współczesne węgierskie winiarstwo od tego sprzed półtora wieku. Winna latorośl porastała znacznie większe połacia ziemi, zaś liczba uprawianych odmian była wielokrotnie większa niż obecnie. Kres różnorodności położyła plaga filoksery, a ostateczny cios zadał mu komunizm i mechanizacja rolnictwa. Dopiero w latach 90-tych zdano sobie sprawę, jak wielkie skarby kryją się w przydomowych ogródkach i obsadzonych starymi krzewami parcelach, i postanowiono owe szczepy ratować. Jednym z nich było kéknyelű, porastające niegdyś spore połacie zboczy otaczających bazaltowe wzniesienie Badacsony. Trudne w uprawie, posiadające tylko żeńskie gamety nazywane było „pańskim gronem”, a produkcja wina była tak droga, że stać na nie było tylko szlachtę i arystokrację. W okolicy w XIX wieku swe piwniczki miało wielu ważnych polityków epoki.  Odmianę tę od zapomnienia ocalił Huba Szeremley, za którego przykładem poszli innu producenci regionu. Dziś porasta ona 48 hektarów, z czego 46 znajduje się właśnie w Badacsony. Jedną z winiarni, w której znajdziemy kéknyelű jest Laposa Birtok – średniej wielkości (30 hektarów), rodzinne gospodarstwo, którego początki sięgają 1978. W ich rękach znajduje się bistro, hotel (Hableány) oraz winiarnia. O Laposach i kéknyelű pisałem już w jednym z wcześniejszych wpisów, dodam więc tylko, że za produkcje wina odpowiada przedstawicielka drugiego pokolenia rodziny – Zsófia Laposa.

Solidne wino w pięknej szacie. (fot. własna)

Laposa Kéknyelű 2019 to kolejny już rocznik wina, który bez cienia wątpliwości możemy nazwać benchmarkowym. Zachęca do zakupów ładną szatą graficzną – etykietę zdobi niebiesko-zielony liść winorośli. Posiada bladozółtą barwą, pachnie polnymi ziołami, cytryną, limonką, migdałami, jabłkami. W ustach mocno wytrawne, ze sporą kwasowością, delikatną pikantnością, i nutami migdałów, białego pieprzu, skórki cytryny oraz limonki. Dalej pojawia się także gruszka, jabłko oraz słona mineralność. Finisz średniodługi, z wyraźną goryczką. Wciąż jeszcze młode, dość zamknięte – potrzebuje czasu, by pokazać pełnię swych możliwości. Z pewnością nie jest też najlepszym, najbardziej złożonym kéknyelű jakie próbowałem, ale solidnym winem środka, choć jak na warunki węgierskie z dość wysoką ceną. Ocena: *** (86/100 pkt). Cena: 3800 HUF (47,50 PLN). W Polsce wina Laposa importuje krakowska firma nawino, w jej ofercie znajdziecie wcześniejszy (2018) rocznik.

Źródło wina: zakup własny.

Földi Bálint Szent György-hegyi Kéknyelű 2017 – świeży powiew balatońskiej bryzy

Północny brzeg Balatonu, a zwłaszcza region Badacsony, to jeden z najbardziej różnorodnych obszarów winorośli na Węgrzech. Z jednej strony znajdziemy tu pokaźne, wielohektarowe kombinaty winiarskie, takie jak Varga Pincészet, z drugiej, mniejsze, butikowe rodzinne winiarnie, jak chociażby Laposa Borbirtok, Borbély Családi Birtok czy też Szászi Birtok. W ostatnich latach z dość regularną częstotliwością pojawiają się nowe przedsiębiorstwa, mające na celu wykorzystanie potencjału tutejszych, wulkanicznych zboczy. Jednym z takich młodych producentów jest Bálint Földi, który łączy pracę enologa w Sabar Borház oraz garażowym projekcie Két jó barát meg az Ani, a także rozwijanie własnego, małego gospodarstwa u stóp Szent György-hegy. Aktualnie posiada 0,3 ha nasadzeń lokalnej odmiany kéknyelű, które prowadzi w zgodzie z zasadami uprawy organicznej.

Solidne kéknyelű w ciekawej oprawie. (fot. własna)

Földi Bálint Szent György-hegyi Kéknyelű 2017 jest w zasadzie dość standardową (co w tym wypadku należy odbierać pozytywnie) interpretacją tego jakże ciekawego (bo posiadającego tylko kwiaty płci żeńskiej) szczepu. Posiada ono bladozłotą barwę, w nosie wyczuwalne są aromaty tymianku, mięty, herbaty, masła, migdałów i miodu. Usta kuszą ziołowo-pieprzną mieszanką, wspartą świeżą, wibrującą kwasowością, znajdziemy tu też delikatną taniczność i wyraźną, słon mieralność. Na finiszu swoją obecność zaznacza lekka nuta owocowa (papierówki, gruszki) oraz delikatna goryczka. Bardzo solidne wino, choć cena za te emocje wydaje się być zbyt wygórowana. Ocena: ***/****. Cena: 6000 HUF (77 PLN).

Źródło wina: degustowane w wine barze na koszt własny.

Borjour Magnum – największa otwarta degustacja Węgier

Węgry to kraj imprez winiarskich. W każdym miesiącu jest co najmniej kilkanaście (jeśli nie kilkadziesiąt) degustacji, prezentacji, festiwali, które mają na celu popularyzację spożycia wina. Wciąż niewiele jest jednak wydarzeń, które byłyby wstanie zgromadzić producentów z niemalże wszystkich regionów winiarskich kraju, prezentujących maksymalnie szeroką paletę win. Jedną z nich jest Borjour Magnum, organizowany rokrocznie przez dziennikarza radiowego Sebestyéna Nagya. Jest to największa pod względem liczby producentów (około 220) i prezentowanych win (ponad 1000) otwarta degustacja Węgier. Imponująca jest także liczba gości – jednodniowa impreza przyciąga każdego roku około 3000 odwiedzających. Co istotne – kupując bilet wstępu można spróbować każdego prezentowanego wina, a jego cena w przedsprzedaży – 7000 HUF (95 PLN) – jest moim zdaniem więcej, niż uczciwa. Ja skorzystałem z opcji wcześniejszego wstępu, za który musiałem dopłacić dodatkowe pieniądze, jednak dzięki temu zyskałem 2 godziny degustacji w komfortowych warunkach.

W oczekiwaniu na tłumy… (fot. własna)

 

Imprezę od kilku lat gości centrum wystawiennicze Millenaris, którego obszerne wnętrza bez problemu pomieściły wszystkich odwiedzających. Widać też roztropność organizatorów, którzy świadomie ograniczyli liczbę wejściówek, by móc degustować w jak najlepszych warunkach. Oczywiście nie odbyło się bez wpadek, gdyż wystawcom nie zapewniono należytej ilości wody, na niektórych stanowiskach brakowało zaś spluwaczek, co kończyło się czasem kilkunastometrowym spacerem do kolejnego stanowiska. Podczas 8 godzin degustacji spróbowałem 103 win od 43 producentów, zarówno z Węgier, jak i innych krajów (głównie Austrii, Włoch i Hiszpanii), z których kilka szczególnie zapadło mi w pamięć.

Burgendlandska klasyka. (fot. własna)

 

Bardzo solidnie zaprezentowały się winiarnianie z Burgenlandu – Weingut Umathum oraz Weingut Krutzler. Spośród białych win wyróżnić muszę Umathum Königlischer Wein 2016, powstałe z hárslevelű – o wyraźnych aromatach białych brzoskwini, moreli, miodu i wanilii, z kremową teksturą, solidną kwasowością, soczystą owocowością oraz delikatną nutą mineralną (ocena: ***/****). Pierwsza z dwóch ciekawych czerwieni – Umathum Kirschgarten Blaufränkisch 2015 czaruje nosem bogatym w aromaty dojrzałych wiśni, czereśni, czekolady i wanilii oraz krągłym, średnio-zbudowanym ciałem opartym na solidnej kwasowości, średnich taninach, z nutami przypraw do piernika i wiśniową owocowością (ocena: ****). Druga zaś, pochodząca z południowego zakątka regionu Krutzler Alter Weingarten 2014 jest kupażem powstałym z blaufränkischa i zweigelta, o podobnej aromatyce (wiśnia, czereśnia, tytoń oraz czekolada), mamy tu jednak więcej ciała, poważniejsze taniny, ostrzejszą kwasowość, nuty czarnej porzeczki i dojrzałych wiśni, a także mocno zaznaczoną mineralność (ocena: ****).

Że co? Różowe wino pomarańczowe? (fot. własna)

 

Jak zwykle świetne oblicze pokazały wina tokajskie, w szczególności te od Pajzos Tokaj i Demetervin. Pajzos-Tokaj, który wydaje mi się dość mocno niedoceniany w naszych stronach w zasadzie rozbił bank – każda zaprezentowana butelka trzymała wysoki poziom. Najlepiej wspominam wytrawny Pajzos Furmint 2016, o soczystych nutach brzoskwini i moreli, ze żwawą kwasowością, słoną mineralnością i lekkim cukrze resztkowym (ocena: ****), oraz słodkie Pajzos 5 puttonyos Tokaji Aszú 2013, które kusi szczodrą słodyczą spod znaku pigwy, moreli, brzoskwini i bzu, kremowym ciałem, doskonale uzupełnionym przez potężną, cytrusową kwasowość (ocena: ****/*****). Solidnie prezentuje się także Demetervin Furmint 2017, który wręcz iskrzy od skalnej mineralności, dużo w nim soczystej owocowości (gruszka, brzoskwinia), bogaty jest też w nuty dymne, krzemionki i białego pieprzu, a wszystko spina świetna kwasowość (ocena: ***/****). Blisko absolutu jest natomiast Demetervin 6 puttonyos Tokaji Aszú 2013, nieskończenie długi i wielowarstwowy nektar powstały z gron furminta oraz hárslevelű, bogaty w aromaty pigwy, moreli, brzoskwini, miodu i wanili, o obezwładniajacej wręcz słodyczy, solidnej kwasowości, a także lekko zaznaczonej, acz wyczuwalnej nucie mineralnej (ocena: ****/*****).

Solidne wino z Mátry. (fot. własna)

 

Ciekawe wina powstają także w położonym na północy Węgier regionie Mátra. W oko wpadły mi dwie biele od Kereskes Szőlőbirtok és Pincészet, małego (zaledwie 4,4 ha) producenta z Gyöngyöstarján. Pierwsza z nich – Kerekes Paradés 2016 to kupaż powstały z gron odmian müller-thurgau i grüner veltliner o wyraźnych aromatach ziołowych,  gruszki i zielonego jabłka, z lekko zaznaczoną nutą mineralną, średnią kwasowością oraz pieprzną pikantnością (ocena: ***). Druga – Kerekes Hárslevelű 2016 kusi bogactwem nut owocowych: brzoskwini, moreli, pigwy, dalej pojawia się miód, propolis, sporo tu kwasowości, swą obecność zaznacza także słona mineralność (ocena: ***/****).

Świetny olaszrizling z północnego brzegu Balatonu. (fot. własna)

 

Bardzo solidną reprezentację wystawili także producenci z północnego brzegu Balatonu. Pántlika Botrytis Sárgamuskotály 2016 to wino powstałe w części ze zbotrytyzowanych gron, z wyraźnymi aromatami pigwy, moreli, brzoskwini, miodu oraz kwiatów lipy, z mocno zaznaczoną, acz nie przesadzoną słodyczą (49,5 g/l cukru resztkowego), lekką tanicznością, średnią kwasowością i lekką nutą mineralną (ocena: ***/****). Káli Kövek Töltés-dűlő Olaszrizling 2017 doskonale oddaje charakter odmiany – mamy tu wyraźne nuty migdałów, polnych ziół,  zielonego jabłka oraz gruszki, wsparte solidną kwasowością, lekką pikantnością i delikatną goryczką (ocena: ***/****). Moim osobistym faworytem znad Balatonu, a dokładniej z Badacsony jest jednak Csendes-dűlő Kéknyelű 2015, o bardzo dyskretnej aromatyce spod znaku polnych ziół, cytrusów, miodu, oparte na słonej mineralności i potężnej, limonkowej kwasowości, z długim, migdałowym finiszem (ocena: ****).

Tamás Kis – czołowy producent z Somló. (fot. własna)

 

Świetne wina przywiezli winiarze z Somló. Somlói Vándor Borszörcsök-Somlószőllős Juhfark 2017, którego próbowałem jesienią zeszłego roku jeszcze się rozwinął – mamy tu kremowość, sporo ciała, delikatne nuty brzoskwini i cytrusów, a także rasową kwasowość oraz słoną mineralność (ocena: ****). Wielkim winem jest także Kőfejtő Cuvée 2016, kupaż furminta i hárslevelű z zachodnich stoków Somló. Jego charakter zdominowany jest przez słoną mineralność oraz potężną, cytrusową kwasowość, które doskonale równoważy kremowe ciało i delikatna owocowość spod znaku brzoskwini. Na finiszu pojawiają się także nuty dymne i białego pieprzu, podkreślające jego wulkaniczny, mineralny charakter (ocena: ****).

Intrygująca czerwień z Szekszárdu. (fot. własna)

 

Jako ostatnie na szczególne wyróżnienie zasługują dwie czerwienie. Pierwsza z nich to Fekete Cabernet Franc Válogatás 2015 z Szekszárdu. Mamy tu bogaty bukiet z aromatami owoców leśnych, czarnych porzeczek, śliwek, jest też wyraźna nuta ziemista, łagodne taniny oraz średnia kwasowość, a wszystko wieńczy długi finisz z dominującą nutą jeżyn (ocena: ***/****). Druga – Pfneiszl Távoli-világ 2015 to kupaż powstały z pięciu światowych odmian (syrah, carménère, malbec, zinfandel oraz sangiovese). Dominują tu nuty owocowe pod postacią dojrzałych wiśni, czereśni, malin, znajdziemy też lekką pikantność, średnią kwasowość, łagodne taniny, złożoność, dalej zaznacza się beczka pod postacią skóry oraz wanili, a na finiszu swą obecność zaznacza soczysta wiśnia (ocena: ***/****).

Cały świat w jednym miejscu – w Sopronie. (fot. własna)

 

Jeśli chcecie poznać jak największe spektrum węgierskich win, to Borjour Magnum jest imprezą zdecydowanie dla was. Swoje produkty rokrocznie prezentuje ponad 220 miejscowych winiarzy, wspartych solidną reprezentacją z innych krajów. Ceny biletów są na przyzwoitym poziomie, publika ograniczona limitem, dzięki czemu można degustować w miarę normalnych warunkach, choć można by wskazać pewne niedociągnięcia ze strony organizatorów, które jednak nie przesłaniają pozytywnej oceny imprezy. Wysoki poziom prezentują też punkty gastronomiczne, których produkty doskonale komponują się z prezentowanymi winami. Ja pojawiłem się tu pierwszy raz i z niecierpliwością czekam na kolejną edycję.

W degustacji Borjour Magnum brałem udział na koszt własny.