Csetvei Napholdcsillag 2018 – trzy królewny z Mór.

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami… tak, moglibyście zapytać, czemu pojawia się tu tradycyjny wstęp do bajki. Śpieszę więc z wyjaśnieniem – otóż kilka lat temu, pewna młoda winiarka postanowiła stworzyć kupaż, którego nazwa nawiązuje do jednej z ludowych opowieści o królu i trzech jego córkach o imionach Nap (Słońce), Hold (Księżyc) oraz Csillag (Gwiazda). Baśń ta towarzyszyła jej od dzieciństwa, do tego stopnia, że będąc jeszcze małą dziewczynką podpisywała się w ten sposób. Mowa dziś o Krisztinie Csetvei, założycielce i właścicielce jednej z wyróżniających się winiarni z Mór – Csetvei Pince.

Niebo w gębie. (fot. własna)

Przebyła ona dość niestandardową drogę ku swojemu życiowemu powołaniu. Urodziła się w małej miejscowości w północnej Serbii –  Bačka Topola, skąd niewiele później wraz z całą rodziną przeprowadziła się do Budapesztu, a następnie do pobliskiego Szentendre. Po ukończeniu szkoły średniej podjęła studia ekonomiczne na miejscowym Uniwersytecie Technicznym, podczas których trafiła na praktyki w nowopowstałej winiarni Béres. To tam zakochała się w winie, skutkiem czego, po ukończeniu kursów WSET i krótkiej pracy dziennikarskiej, wraz z rodziną nabyła niewielki kawałek winnicy i piwniczkę w Mór. Dziś gospodarują oni na 2,8 hektarach w Mór oraz niecałym hektarze w Somló, z których rocznie powstaje około 15 tysięcy butelek.

Zachód słońca nad winnicą w Mór. (fot. własna)

Csetvei Napholdcsillag to flagowy okręt winiarni, kupaż powstały z chardonnay (ono jest wg. winiarki Słońcem), pinot gris (księżyc) oraz ezerjó (gwiazda). Grona pochodzą z upraw organicznych, zaś powstałe z nich wino dojrzewało przez 5 miesięcy w 500-litrowych beczkach dębowych, po czym trafiło na kolejne kilka miesięcy do butelek. W efekcie otrzymujemy trunek o jasnozłotej barwie, pachnący wanilią, gruszkami, brzoskwiniami oraz suszonymi owocami, w ustach zaś dominujący komponent stanowi kremowość, wsparta nutami soczystych brzoskwini, cytrusów, przypraw korzennych, znajdziemy tu również delikatnie zaznaczoną mineralność, oraz rasową, chrupką kwasowość. Poważne, dobrze zrobione wino, choć potrzebuje jeszcze sporo czasu, aby wyrwać się z okowów beczki. Ocena: ****. Cena: 3100 HUF (40 PLN). Kwota niewygórowana, patrząc na potencjał i emocje, jakie otrzymujemy po otwarciu butelki.

Źródło wina: próbowane podczas degustacji prasowej

Szesnastolatek z werwą – Bozóky Móri Ezerjó 2001

Bardzo niewiele białych win ma potencjał, by starzeć się z klasą i przetrwać nawet całe dziesięciolecia. Dyskutując o nich przywołujemy na myśl albo wzmacniane porto, maderę czy też sherry, albo też słodkie tokaje, sauternes, trockenbeerenauslese, ale są też wina, które dzięki sporej zawartości kwasowości są w stanie przetrwać dziesięciolecia – na przykład niemieckie rieslingi. Na Węgrzech natomiast stare białe wina można znaleźć w trzech regionach – Tokaju, Somló oraz Mór. Ten ostatni region jest słynny ze swych win powstających z odmiany ezerjó, którą charakteryzuje dyskretny bukiet aromatów, podatność na szlachetną pleśń, ale – co najważniejsze – stosunkowo wysoka zawartość kwasów. Dzięki temu w niektórych winiarniach znajdziemy jeszcze wina sprzed dwudziestu-trzydziestu lat, które są w całkiem dobrej formie.


/>

Szesnastolatek w świetnej formie. (fot. własna)

 

Ja zaś zakupiłem jedną z takich butelek w winiarni Bozóky Pincészet. Owo Móri Ezerjó 2001 posiada głęboką, złotą barwę z lekkimi bursztynowymi refleksami. W nosie zaraz po otwarciu pojawiła się silna nuta jodyny, która po kilkudziesięciu minutach dekantacji stopniowo zaczęła znikać. Następnie na pierwszy plan wysunęły się aromaty suszonej brzoskwinii, dymu, petrolu oraz delikatna nuta apteczna. W ustach dominuje świeża, potężna kwasowość, wsparta słoną mineralnością, pojawiają się też polne zioła, zielona herbata, suszona brzoskwinia oraz migdałowa goryczka. Czuć oczywiście, że nie jest to młodzieniaszek, ale wino jest absolutnie pijalne i sprawia sporo przyjemności. Raczej już się nie rozwinie, więc jeśli kupować, to w najbliższym okresie czasu. Ocena: ***. Cena: zaledwie 1500 HUF (20,50 PLN). Jeśli chcecie kupić sobie kawałek historii – to wino jest właśnie dla Was.

 

Źródło wina: zakup własny w winiarni.

Kolejna niespodzianka z Mór – Miklóscsabi Csakazízéér Ezerjó 2014

Podczas krótkiego wypadu do Mór znalazła się chwila, by wstąpić również do niewielkiego producenta Miklóscsabi. Jego wina piłem już wcześniej, tak więc kiedy zobaczyłem go spacerującego przed winnicą, pospieszyłem spytać, czy można wziąć udział w degustacji. Odrzekł, że jasne, ale za kilka godzin, więc w pośpiechu nie zostało mi nic innego, jak kupić jedną flaszkę – w tym celu bez problemu otworzył podwoje piwniczki. Wybrałem – a jakżeby inaczej – lokalny szczep ezerjó.

Matka z gitarą… Czego to ludzie nie wymyślą :). (fot. własna)

 

Mój wybór trafił na Miklóscsabi Csakazízéér Ezerjó 2014. Nietypowa, ciekawa etykieta, zabawna gra słów (nazwa oznacza – tylko dla smaku, tł. własne) stanowiły interesujący wstęp do tego wina. Posiada ono głęboką, złotą barwę, w nosie wyczuwalne są nuty suszonych owoców, pole kwiaty, miód i lekka nuta petrolu. W ustach wyraźna słoność, spora kwasowość, dużo ciała, są też nuty suszonych owoców oraz cytrusów. Na finiszu lekka polnych ziół. Bardzo przyjemne, ekstraktywne, dojrzałe wino. Ocena: ***/****. Cena: 3000 HUF (42 PLN). Chętnie wrócę po więcej, aczkolwiek Mór niezbyt często znajduje się na trasie mych podróży. Może jednak pora to zmienić?

 

Źródło wina: zakup własny w winiarni.