Barta Öreg Király-Dűlő Furmint 2018 – stary król w wielkiej formie

Wyjątkowo ciepły, 2018 rocznik zaskoczył wielu winiarzy w Tokaju. Wielu z tych, którzy wyjechali na wakacje w sierpniu, po powrocie zaskoczył stan dojrzałości gron, zaś powstałe z nich później wino nierzadko osiągnęło 14% alkoholu. Oczywiście to nie byłoby problemem, w ostatnich latach furmint często osiąga takie poziomy koncentracji cukru, tu jednak pojawiła się kwestia utraty kwasowości na wskutek długotrwałego narażenia na bardzo wysoką, ponad trzydziestostopniową temperaturę. Inni producenci, trzymając ręce na pulsie zbierali owoce wcześniej, choć i tu trzeba było uważać, by zebrać surowiec, który posiada odpowiednią dojrzałość aromatyczną. W najlepszej sytuacji były te gospodarstwa, których grona położone są w najwyżej położonych lokacjach, gdzie wysokość pomoga w zachowaniu wyższej kwasowości. Idealnym przykładem jest tu winiarnia Barta Pince (o której przeczytacie tu) i należąca do niej parcela Öreg Király, majestatycznie wznosząca się ponad innymi terenami wsi Mád. Jest ona źródłem świetnych, bogatych w mineralny charakter win. Całość upraw prowadzona jest w sposób organiczny.

Stary król w pełni formy. (fot. własna)

Barta Öreg Király-Dűlő Furmint 2018 potwierdza tezę, że nawet w trudnych rocznikach da się stworzyć piękne wino bez uciekania się do żadnych kompromisów. Posiada ono bladozieloną barwę. W nosie znajdziemy całką kawalkadę aromatów owocowych: brzoskwini, moreli, czerwonego jabłka, gruszki, a także wanili, orzeszków pinii i mokrej skały. Usta czyste, wytrawne, z wysoką kwasowością (7,2 g/l), którą idealnie równoważy 9 g/l cukru resztkowego. Znajdziemy tu zarówno nuty owocowe (brzoskwinia, gruszka, żółte jabłko, pigwa), jak roślinne (orzeszki pinii, syrop sosnowy, wanilia), a także słoną, krzemową mineralność. Ciało średniozbudowane, z kremową teksturą i sporym ekstraktem. Finisz długi z wyraźną nutą zielonego jabłka. Wciąż jeszcze bardzo młode, rozwijające się, ze sporym potencjałem dojrzewania. Kolejna perełka spod ręki utalentowanej enolożki – Vivien Ujvári. Ocena: **** (90/100 pkt). Cena: 8000 HUF (99,50 PLN).

Źródło wina: zakup własny.

Tomcsányi Somlói Juhfark 2018 – organiczny juhfark z wielkim potencjałem

Somló, choć jest najmniejszym regionem winiarskim Węgier, jest też jedną z najbardziej ekscytujących i tętniących życiem apelacji. Jakiś czas temu jej władze – jako pierwsze na świecie – podjęły decyzje o przejściu w całości na uprawę ekologiczną. I choć później poluzowano przepisy, to spora część producentów już od dłuższego czasu stosuje się do pryncypiów zrównoważonej gospodarki rolnej. Jednym z nich jest Tomcsányi Családi Birtok, niewielka, rodzinna winiarnia założona w 2016 roku przez Árpáda Tomcsányiego i jego żonę, Nórę Hollósy. Posiadają oni 2,5 hektara winnic położonych w pięciu parcelach na zachodnich zboczach Somló. Całość upraw prowadzona jest organicznie, nie stosuje się tu drożdży hodowlanych, a wina przed butelkowaniem dostają tylko minimalną ilość siarki. Póki co są one filtrowane i klarowane, ale w przyszłości planuje się także pominięcie tych procesów. Pośród uprawianych odmian znajdziemy juhfarka, hárslevelű, furminta, olaszrizlinga oraz chardonnay.

Ładna etykieta dla solidnego wina. (fot. własna)

Tomcsányi Juhfark 2018 to drugi już rocznik tego wina. Po zebraniu gron zostały one rozgniecione, po czym moszcz macerował ze skórkami przez kolejne pół dnia. Po wytłoczeniu trafił do dębowych beczek, gdzie przeszedł spontaniczną fermentację i dojrzewał przez 8 miesięcy na osadzie. Po klarowaniu i filtracji trafił na kolejne kilka miesięcy do butelek. W efekcie otrzymujemy wino o głebokiej złotej barwie. W nosie wyczuwalne są aromaty jabłka, pigwy, gruszki, kwiatów lipy oraz miodu. Usta skoncentrowane, gęstę, z wyraźną kwasowością, oraz dominującymi nutami dojrzałych, żółtych jabłek, gruszek, suszonych śliwek, elegancko podkreślonych wanilią, białym pieprzem i polnymi ziołami. Nie można zapomnieć także o charakterystycznej, słonej somlońskiej mineralności. Trochę dziki, jeszcze młody, wulkaniczny juhfark, który potrzebuje kilku lat, by uzyskać pełnię formy. Ocena: ***/****. Cena: 4100 HUF (52,50 PLN).

Źródło wina: degustowane w winebarze VinoPiano w Budapeszcie.

Réka Koncz – młoda naturalistka z zapomnianego zakątka Węgier

Północny skrawek węgierskiego komitatu Szabolcs-Szatmar-Bereg jest najprawdopodobniej ostatnim miejscem, które nawet wprawnym winopijcom kojarzy się z produkcją wina. Porastające okolicę liczne sady są raczej doskonałym źródłem surowca na destylaty, soki oraz najlepsze w kraju przetwory owocowe. I choć w praktycznie każdym przydomowym ogrodzie znajdziemy krzewy winorośli, to uprawa na większą skalę odbywała się niegdyś na kilku wzgórzach, wyrastających ponad równinę przeciętą wstęgą Cisy. Czas przeszły jest tu zresztą użyty całkowicie świadomie – po upadku komunizmu również stąd zniknęły ostatnie winnice. Niewielka ilość krzewów ostała się jedynie na zboczach wzgórza Kaszonyi, wulkanicznego wzniesienia położonego na granicy węgiersko-ukraińskiej. I choć przynależy ono do regionu Gór Bukowych, dzieląc z nim podobną historię, budowę geologiczną oraz odmiany winorośli, to jest jakby oddzielnym światem, zamkniętym i nieznanym dla ludzi spoza tych okolic.

Widok na winnice na górze Kaszonyi (fot. reka-koncz.com)

To tu uprawia swoje winorośle Annamária (choć imię to pomija na etykietach) Réka Koncz, która po latach życia w Kopenhadze i odbyciu praktyk w winiarniach Francji, Słowenii oraz Włoch postanowiła powrócić w rodzinne strony i nabyć winnicę. Kupiła 3 hektary porośnięte starymi, 40-100-letnimi krzewami białych odmian: furminta, hárslevelű, királyleányki, rieslinga oraz sárgamuskotály. Oprócz nich skupuje także grona od zaprzyjaźnionych plantatorów z Mátry. Całość upraw prowadzona jest w sposób organiczny, zaś wina powstają z niewielkim (10-30 mg) dodatkiem siarki. Grona tłoczone są w starej, drewnianej prasie, zaś spontanicznie fermentują i dojrzewają w 1000-litrowych, plastikowych pojemnikach. Dziś biorę na warsztat dwa z nich – białego Pét-Nata oraz czerwień.

Pét-Nat dla fanów gatunku. (fot. własna)

Réka Koncz Pretty Cold 2018 przynależy do wyjątkowo popularnej w ostatnim czasie kategorii Pét-Natów. Są to wina zabutelkowane jeszcze w trakcie fermentacji, przez co w butelce (i winie) zostaje trochę dwutlenku węgla, nadając mu musu. Tu mamy kupaż powstały z zebranych razem gron királyleányki, rieslinga, hárslevelű i furminta. Posiada złotą barwę, osadu jest stosunkowo niewiele, a musowanie nie należy do najżwawszych. W nosie dominują nuty dojrzałych jabłek, goździków, gruszki, suszu owocowego oraz nektarynki. W ustach dość lekkie, z średnią kwasowością, dużo tu soczystego jabłka, gruszki oraz pigwy. Na finiszu pojawia się lekka pikantność i delikatna goryczka, choć całość jakoś szczególnie się nie wyróżnia – jest po prostu białym, naturalnym musiakiem, jakich wiele. Ocena: ***. Cena: 5000 HUF (63 PLN).

Wspaniały, soczysty kékfrankos. Mniam. (fot. własna)

Zupełnie inaczej ocenić muszę Réka Koncz A Change of Heart 2018, powstałym w całości z kékfrankosa sprowadzonego z Mátry. W procesie produkcji tłoczono całe kiście, zaś 20% gron poddano maceracji węglowej. W efekcie otrzymujemy wino lekkie, świeże, o wyraźnie owocowym charakterze, z przyjemnym, kwasowym kręgosłupem. Posiada jasnopurpurową barwę, w nosie pachnie wiśnią, jeżyną, borówką, ziemią i pieprzem, do których w ustach dochodzi żurawina, malina i fiołki. Soczyste, delikatne, niezwykle przyjemne czerwone wino, do którego z pewnością jeszcze wrócę. Ocena: ****. Cena: 5000 HUF (63 PLN).

Bardzo się cieszę, że od czasu do czasu pojawiają się nowi producenci, tacy jak Annamária, którzy starają się przywracać zapomnianym rejonom ich dawny blask. I choć przed nią jeszcze bardzo długa droga, to widać, że talent, ciężka praca i jasno obrany cel pozwolą jej zbudować dobrze funkcjonujące, tworzące świetne wina gospodarstwo.

Źródło win: zakup własny