Champagne Roederer – degustacja szampanów na VinCE Budapest Wine Show 2017

Sobota, godzina 9 rano. Trudno o bardziej nieprzyjemną porę, zwłaszcza na degustację. Jednak magia szampanów, a zwłaszcza domu Louis Roederera przyciągnęła (jako jedna z niewielu) pełną salę. Bo któż nie chciałby sięgnąć po szlachetne bąbelki, które miał okazję kosztować chociażby rosyjski car? Ja z pewnością. Dodatkową zachętą była obecność chef de caves Maison – Jean-Baptiste Lécaillona.

Sala wypełniła się do ostatniego miejsca. (fot. własna)

 

Maison Louis Roederer został założony w 1776 jako Dubois Père & Fils, zaś w 1833 roku ów dom szampański został odziedziczony przez Louisa Roederera, który również przemianował jego nazwę. Od połowy XIX wieku produkuje się tu na szerszą skalę wino musujące, wcześniej zaś dominowały wina spokojne. W tym samym okresie zdecydowano się zakupić pierwsze parcele – pierwotnie trunki powstawały z gron skupowanych od miejscowych winogrodników. Dziś winnica ma 240 ha własnych nasadzeń – i jako jedna z niewielu pozostaje w rękach tej samej rodziny.

Jean-Baptiste Lécaillon z pasją opowiadał o swych winach (fot. własna)

 

Koniec XIX wieku dał się poznać jako wspaniały okres dla tutejszych winnic, pomimo problemów związanych z filokserą. W 1870 roku rozpoczęto eksport win, między innymi do USA i carskiej Rosji, gdzie znalazły one gorliwych wielbicieli, m.in w osobie cara Aleksandra II. To dla niego powstał nowatorski koncept, prestiżowe cuvée o nazwie Cristal, w specjalnej przezroczystej butelce z grubym, szklanym dnem. Do detronizacji Romanowów w 1917 roku byli oni jednynym odbiorcami tegoż drogiego nektaru. Dopiero od 1946 roku dostępny jest on w otwartej sprzedaży.

Lista win wyglądała doprawdy imponująco. (fot. własna)

 

Dziś w domu szampańskim Louis Roederer pracuje ponad 600 osób, grona zbierane są z 410 parceli i trafiają do 450 tanków ze stali nierdzewnej. Powstaje tu rocznie ponad 3 miliony butelek, z czego 80% stanowi Brut Premier. 2/3 surowca pochodzi z własnych winnic, a 1/3 od lokalnych winogrodników. Do użycia win rocznikowych używa się tylko własnych gron, z wyselekcjonowanych stanowisk. A jakie są pochodzące stamtąd szampany? O tym poniżej.

Podstawowa etykieta maison. Przyjemna (fot. własna)

 

Degustację zaczeliśmy od Brut Premier,  nierocznikowego kupażu, stanowiącego podstawową etykietę maison (80% całej produkcji Louis Roederer). W jego skład wchodzi 40% Pinot Noir, 40% Chardonnay oraz 20% Pinot Meunier. Grona tego ostatniego szczepu są w całości kupowane u zaufanych winogrodników – maison nie posiada własnych nasadzeń owej winorośli. Wino to poasiada bladozieloną barwę, w nosie wyczuwalna nuta skórki chlebowej, brioszki, cytrusów. W ustach na pierwszym planie pojawia się świeża, ostra wręcz kwasowość, dalej mamy nuty cytrusów i zielonego jabłka oraz lekką mineralność. Niewielkie nasycenie dwutlenkiem węgla sprawia, że bąbelki odchodzą na drugi plan. Przyjemny, lekki, solidny szampan. Ocena: ****.

Lekki, przyjemny, owocowy róż. Ma potencjał. (fot. własna)

 

Brut Rosé Vintage 2011 to kupaż Pinot Noir (65%) z winnic Cumières oraz Chardonnay (35%) z Côte des Blancs. Posiada bladoróżową barwę, w nosie w pojawiają się nuty truskawki, poziomki oraz wapienna mineralność. W ustach nieco mniej owocu, spora kwasowość, lekkie musowanie. Jest też wapienna mineralność, nuty kwiatowe oraz wanilia. Solidny, przyjemny różowy szampan, który jednak nie skradł mojego serca. Ocena: ****.

Ostry jak brzytwa, super świeży szampan. (fot. własna)

 

Brut Vintage 2009 powstał z gron Pinot Noir (70%) oraz Chardonnay (30%). Posiada jasnozłotą barwę, w nosie mamy nutę skórki chlebowej, drożdży, mineralność oraz wanilię. W ustach ostra, cytrusowa kwasowość, wyraźnie wyczuwalna, kredowa mineralność, dalej migdały, wanilia oraz lekko wyczuwalna nuta orzechowa. Bardziej złożone od poprzedników. Solidny, wielki, elegancki szampan. Ocena: ****/*****.

Mineralność, kwasowość, czysty owoc – po prostu doskonałość. (fot. własna)

 

Brut Blanc de Blancs Vintage 2010 to wino powstałe w 100% z Chardonnay z 2 grand cru z Côte des Blancs: Mesnil-sur-Oger oraz Avize. Charakteryzuje je jasnozielona barwa ze złotymi refleksami, w nosie wyczuwalna jest wapienna mineralność, sól, nuty dymne oraz drożdzowe. W ustach potężna, cytrusowa kwasowość, kredowa mineralność, zielone jabłko, delikatna słodycz z ekstraktu, nuty migdałów. Długi, niesamowity finisz. Ekstatyczne przeżycie. Ocena: *****.

Szalona, śmiała etykieta. Zaś wnętrze nie zachwyca. (fot. własna)

 

Piąty z kolei szampan, Brut Nature Vintage 2009 jest kupażem trzech szampańskich szczepów pochodzących ze stanowisk ze wsi Cumières, zebrane tego samego dnia. Jego dziwaczna etykieta jest efektem współpracy maison z artystą Phillippem Starckiem. Posiada jasnozłotą barwę, w nosie wyczuwalna wanilia, skórka chlebowa, mineralność. W ustach dominuje żwawa, świeża kwasowość, nuty cytrusowe, większe niż w innych winach nasycenie dwutlenkiem węgla, lekka migdałowa gorycznka. Brakuje mu trochę ciała. Ocena: ***/****.

Napój carów, legendarny kupaż. Trochę przereklamowany. (fot. własna)

 

Koniec końców dotarliśmy do legendarnego Cristala z roku 2009. Jest to kupaż wspaniałego Pinot Noir z Aÿ (55%) oraz Chardonnay (45%). Charakteryzuje je jasnozłota barwa, w nosie nuty wanilii, polnych kwiatów, brioszki, pojawia się także banan oraz lekka mineralność. W ustach wyraźnie wyczuwalna mineralność, lekka słodycz, nuty białych owoców, łagodna, cytrusowa kwasowość. Wino krągłe, z dobrą jakością owocu, jednocześnie delikatne i eleganckie. Mimo wszystko kilka innych było moim zdaniem lepszych, bardziej wyrazistych. Ocena: ****.

23 lata historii w wersji magnum. Warto było czekać. (fot. własna)

 

Na sam koniec podano do degustacj Brut Vintage 1993 w butelce magnum.  Jest to kupaż Chardonnay i Pinot Noir o jasnozłotej barwie, w nosie pojawiają się nuty kredowej mineralności, skórki chleba, brioszki, wanilii oraz białych owoców. W ustach z początku atakuje potężna, kredowa mineralność, następnie na drugim planie pojawia się cytrusowa kwasowość oraz słodycz z ekstraktu. Sporo owocu (jabłko, gruszka, brzoskwinia), nuty migdałów. Wyraźnie wyczuwalna słoność nadaje mu specjalnego charakteru. Świetne, złożone, solidne wino. Ocena: ****/*****.

Takich win nie pija się na codzień. (fot. własna)

 

Dla takich win warto wstawać rano, bo jak wiadomo, szampan idealnie pasuje do śniadania. Szampany Louisa Roederer to doskonały przykład, że elegancja to nieprzemijająca cecha – unaocznia się ona zarówno u 20-letniego rocznikowego wina, jak i u zwykłego kupażu NV. Ich twórca – Jean-Baptiste Lécaillon jest chyba jednym z najbardziej szczęśliwych ludzi – mając możliwość pracy z tak wspaniałym materiałem i tworząc z niego coś wyjątkowego, niczym doskonale oszlifowany kryształ.

Degustowałem na własny koszt podczas VinCE Wine Show 2017 w Budapeszcie.

W Nowy Rok z szampańską klasyką – Gosset Grande Reserve NV

Ostatnimi czasy co roku staram się, by na moim sylwestrowym stole znalazł się szampan. Ale nie żadne Igristoje, czy chociażby tutejsze (skądinąd dobre) wina musujące, a prawdziwy szampan. W tym roku poszukiwania zajęły mi kilka dni, po czym w jednym z mało wyróżniających się sklepów upatrzyłem Gosset Grande Reserve NV za 9500 HUF (134,50 PLN). Ostatnia butelka – okazja, której nie mogłem wypuścić z rąk, zwłaszcza, że wino to zebrało świetne recenzje między innymi od Winicjatywy. Co warto wiedzieć o producencie? Jest to najstarszy nieprzerwanie działający dom winiarski w Szampanii, założony w 1584 w Aÿ. Od XVIII tworzy się tu wina musujące, a od 1994 jest w rękach grupy Renaud-Cointreau, produkując rocznie ponad milion butelek.

Wspaniałe bąbelki… (fot. własna)

 

Gosset Grande Reserve NV to kupaż Chardonnay (43%), Pinot Noir (42%) oraz Pinot Meunier (15%). Dojrzewa przez 4 lata na osadzie. Posiada głęboką, złotą barwę, delikatne musowanie z niewielkimi bąbelkami. W nosie wyczuwalna nuta skórki chlebowej, mineralność oraz nuty polnych kwiatów. W ustach ostra jak brzytwa kwasosość, wyraźna, słona mineralność, głęboki, czysty smak. Mamy też skórkę chlebową oraz delikatną nutę białych owoców. Długi, niesamowity finisz. Świetne. Ocena: ****/*****.

Źródło wina: zakup własny autora.

Prezydenci USA a wino – Jak zmieniały się gusta w Białym Domu

W gorączce wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych warto poruszyć temat wina, które od zarania państwowości towarzyszyło przywódcom największego dziś supermocarstwa globu. Winem świętowano uzyskanie niepodległości, a i później zagościło ono rónież na stołach Białego Domu. Jednakże wraz z kolejnymi dziesięcioleciami i prezydentami zmieniały się także gusty – choć nie każdy prezydent był fanem wina, każdy z nich traktował nim swoich gości.
 
Jerzy Waszyngton – wielki fan Madery (źródło: www.en.wikipedia.org)
Zacznijmy jednak od początku. Kiedy Stany Zjednoczone były jeszcze zlepkiem kolonii pod Brytyjskim Berłem, a Jerzy Waszyngton młodym plantatorem w Wirginii, zamówił u angielskich kupców około 475 litrów Madery, która dotarła do jego posiadłości w Mount Vernon rok później. Śmiało można stwierdzić, że Madera przypadła przyszłemu prezydentowi do gustu, ponieważ 3 lata później zamówił kolejne 475 litrów bezpośrednio od producentów z wyspy, prosząc o „oleiste, bogate Wino”. Wg wspomnień jego przybranej wnuczki Nelly, po kolacji wypijał 3 kieliszki tegoż wina. Przyczynił się także do jego ówczesnej popularności – winem tym świętowano uzyskanie niepodległości.

Thomas Jefferson – wielbiciel Bordeaux (źródło: www.en.wikipedia.org)
Kolejnym wielkim miłośnikiem wina, który został wybrany na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych był Thomas Jefferson. Choć kolekcjonował wina od młodości, jego prawdziwa przygoda zaczęła się, kiedy został wysłany w roli ambasadora do Francji. 5-letni pobyt na kontynencie zaowocował zdobyciem olbrzymiej wiedzy (jego notatki pełne są informacji o terroir, szczepach, klimacie itp.) oraz zgromadzeniem pokaźnej kolekcji, która rosła również po objęciu stanowiska prezydenta. Jefferson wierzył, że jego rodzinna Wirginia jest idealnym miejscem dla winnej latorośli – i choć jego własna winnica okazała się fiaskiem – to dwieście lat później produkuje się tu winogrona, chociażby w winnicy należącej do…. Donalda Trumpa.
James Buchanan również uwielbiał Maderę (źródło: www.en.wikipedia.org)
Spora część kolejnych prezydentów lubowała w Maderze lub Szampanach. Do fanów pierwszego trunku można zaliczyć rodzinę Adamsów (John i John Quincy), a także Jamesa Buchanana (wydawał równowartość dzisiejszych 80000 dolarów rocznie na wino), w drugim zaś lubowali się m.in. James Madison, James Monroe, John Tyler, James K. Polk czy też Ulysses S. Grant, również sprowadzając pokaźne ilości musującego złota z Francji. Późniejsi gospodarze Białego Domu mieli inne preferencje i rzadko kiedy w ich gusta trafiało wino. Wyjątkami byli lubujący się w Tokaju Calvin Coolidge oraz Herbert Hoover, który na łożu śmierci zażyczył sobie wytrawne Martini.

Ronald Reagan wznosi toast (źródło: www.commons.wikimedia.org) 
Wino wróciło na salony z Richardem Nixonem, który wprowadził do Białego Domu trunki z Kalifornii. On sam lubował się w wyrobach wielkich producentów z Bordeaux – Château Margaux oraz Château Lafite Rotschild, które trzymał tylko dla siebie, każąc gościom serwować tańsze i mniej prestiżowe alkohole. Prawdziwy boom na kalifornijskie wina nastąpił za prezydentury Ronalda Reagana, który jako pierwszy zaserwował gościom Zinfandela. Za jego kandencji w Białym Domu podawano jedynie krajowe trunki.
Barack Obama preferuje piwo, aniżeli wino… (źródło: www.en.wikipedia.org)
 
W ten sposób dotarliśmy do teraźniejszości, w której – ostatnich kilka głów Stanów Zjednoczonych, nie było wielkimi fanami wina, preferując nad nie inne wykwintne trunki, lub też jak obecny prezydent – Barack Obama – piwo. Jednakże preferencje preferencjami a etykieta etykietą – dostojnych gości nie przystoi witać piwem, dlatego też gospodarz Białego Domu częstuje swoich gości krajowymi winami, zaś do jego ulubionych należy musujące Domaine Chandon Blanc de Noirs, oczywiście z Kalifornii. A co wiemy o obecnych kandydatach? Donald Trump posiada własną winnicę w Wirginii, która produkuje wysoko oceniane wina (o metodzie nabycia nie będę wspominał, kto chce – może przeczytać więcej tu), choć on sam w ogóle nie spożywa alkoholu. Natomiast Hillary Clinton znana jest w winiarskim świecie z tego, że przyczyniła się do popularyzacji lodów z winem. Ale to nie jedyne jej związki z tym szlachetnym trunkiem – uwielbia ona wznosić toasty, a jeden z jej darczyńców jest właścicielem winnicy – o jakże ciekawej nazwie – Clinton Vineyards.
Clinton czy Trump – decyzja zapadnie już dzisiaj (źródło: www.commons.wikimedia.org)
Bez względu na to kto zostanie gospodarzem Białego Domu – prawdopodobnie wino nie zniknie z salonów i wciąż będzie służyło do obsługi gości. Nowością jest fakt, że być może po raz pierwszy pojawi się tam wino z nazwiskiem… aktualnego prezydenta. 
 
Źródła:
http://www.bravotv.com/blogs/did-hillary-clinton-invent-wine-ice-cream
http://nypost.com/2014/10/18/what-every-president-drank/
http://blog.personalwine.com/5-us-presidents-favorite-wines
http://winefornormalpeople.com/four-wine-loving-us-presidents/
http://wineamerica.org/news/5-presidents-we-want-to-drink-wine-with
http://freebeacon.com/issues/hillary-drinks/
https://en.wikipedia.org/wiki/Trump_Winery