Winnica Aris Riesling 2024 – polska biel z klasą

W swoim winofilskim życiu spróbowałem już kilkudziesięciu polskich win, jednak niewiele z nich zrobiło na mnie naprawde dobre wrażenie. Należy oczywiście podkreślić, że Polska jest na początku rozwoju, jeśli chodzi o winogrodnictwo i winiarstwo, jednak rozwój ten następuje niezwykle szybko. Najłatwiej podpatrywać udane wzorce od naszych sąsiadów – z którymi dzielimy nie tylko podobną szerokość geograficzną, jak i klimat. Dlatego przyłączam się do chóru opinii zachęcających do sadzenia w Polsce pinot noir i rieslinga.

Sielski otoczenie winnicy. (fot. producenta)

To właśnie z tej ostatniej odmiany powstało wino, które opisuję w dzisiejszym wpisie. Za jego produkcję odpowiada Winnica Aris, stosunkowo duża, jak na polskie warunki, winiarnia z siedzibą w Osiecznicy, koło Krosna Lubuskiego. Powstała ona w 2018 roku za sprawą właścicieli – Roberta Stawskiego i Macieja Stępnia, zaś obecnie nasadzenia zajmują 10,5 hektara, głównie białych odmian (solaris, muscaris, riesling, chardonnay, johanniter, bianca, pinot gris, and souvignier gris), które uzupełniają pinot noir and saint laurent. Pierwsze wina pojawiły się na rynku w 2021 roku i od razu zyskały uznanie szerszej publiki. Szczególną renomą cieszą tutejsze wina musujące.

Solidne wino w pięknej oprawie. (fot. własna)

Winnica Aris Riesling 2024 to klasyczny, wytrawny riesling w niemieckim stylu. Fermentował i dojrzewał w kontrolowanych warunkach w zbiornikach ze stali nierdzewnej, a po kilku miesiącach trafił do butelek. Posiada delikatną, bladosłomkową barwę. Pachnie zielonymi jabłkami, cytryną, kwiatami akacji, brzoskwinią. W ustach wytrawne, lekko zbudowane, z średniowysoką kwasowością, delikatnym cukrem resztkowym i niskim alkoholem. Znajdziemy tu nuty zielonego jabłka, brzoskwini, cytryny i grapefruitową goryczkę, a także mineralną słoność. Finisz średnodługi. Świeże, soczyste, przyjemne białe wino. Droższe od podobnej klasy niemieckich rieslingów, ale tu wiemy za co płacimy – solidnej jakości polski produkt. Ocena: ***/**** (89/100 pkt). Cena: 89 PLN.

Źródło wina: otrzymane do degustacji od producenta podczas tegorocznych targów Wine Expo Poland.

Winnica Vanellus – solidne wina z jasielskich ogrodów

Podczas krótkiej, kilkudniowej wizyty w Polsce nie udało mi się uciec od tematu wina. Nie miałem zresztą takiego zamiaru, a okazja do odwiedzin w jednej z podkarpackich winiarni pojawiła się sama. Tym razem droga wiodła do jasielskiej Winnicy Vanellus, założonej w 2004 roku przez Mariusza i Barbarę Czajkę (nazwa winiarni pochodzi z łaciny, i oznacza właśnie czajkę). Małżeństwo zaczęło swą przygodę z uprawą winorośli i produkcją wina dzięki sąsiadowi – Wiktorowi Szpakowi, który pokazał im, że okolica stanowi dobre miejsce do założenia małej, przydomowej plantacji. Na początku posadzono kilkaset krzaków, z czasem winnica rozszerzyła się do ponad hektara, zaś właściciele dołączyli do Stowarzyszenia Winiarzy Podkarpacia, zdobywając cenne doświadczenie oraz biorąc aktywny udział w animacji lokalnej społeczności winiarskiej. Trudnym momentem w działalności winiarni okazał się rok 2020, w którym z powodu warunków pogodowych nie udało się stworzyć wina, a grudzień przyniósł tragiczną wieść – zmarł Mariusz Czajka. Zarządzanie biznesem spadło na barki małżonki – Barbary, która pomimo trudności – zachowuje spokój ducha i planuje dalsze kroki – w tym budowę kolejnych pomieszczeń gospodarczych oraz sali degustacyjnej.

Siedziba winiarni robi wrażenie. (fot. własna)

Podczas degustacji spróbowaliśmy czterech win producenta, których nazwy pochodzą od – a jakżeby inaczej – łacińskich określeń na pory dnia. Jako pierwsze podano Vanellus Vesperum 2019. Jest to kupaż solarisa i muscarisa, dojrzewający w zbiornikach ze stali nierdzewnej. Posiada bladocytrusową barwę. W nosie jest dość intensywne, pachnie muszkatem, żółtym jabłkiem, grapefruitem, różą oraz mydlinami. W ustach lekko zbudowane, wytrawne, o średniej kwasowości, średnim alkoholu, nutach cytrusów, róży, jabłek oraz mydlin. Finisz średniodługi. Wino przyjemne, aczkolwiek dość proste, bez pazura. Ocena: ** (83/100 pkt). Cena: 45 PLN. Vanellus Ortus 2019 to dopiero co debiutujący najnowszy rocznik seyval blanc, który przez trzy miesiące dojrzewał w beczce z nowego dębu. Charakteryzuje je jasnozłota barwa. Pachnie wanilią, zielonym jabłkiem, gruszką, brzoskwinią, wanilią, ale też mokrą skałą. W ustach średnio zbudowane, wytrawne z wysoką kwasowością i średnim alkoholem, z nutami wanili, dymu, brzoskwini, jabłek, żwiru oraz długim, słonym finiszem. Zdecydowanie lepsza, elegancka, poważna biel. Ocena: *** (86/100 pkt). Cena: 45 PLN.

Najstarsze krzewy winorośli. (fot. własna)

Vanellus Meridium 2018 to johanniter macerowany przez 24 godziny na skórkach i dojrzewający w stalowych zbiornikach. Posiada średnio głęboką, złotą barwę. W nosie znajdziemy aromaty cytrusów, trawy, zielonego jabłka. W ustach wytrawne, średnio zbudowane, o średniowysokiej kwasowości, średnim alkoholu, delikatnej taniczności, wyraźnych nutach żółtych i zielonych jabłek, gruszek oraz cytrusów. Poprawnie zrobione, ale niespecjalnie emocjonujące wino. Ocena: **/*** (84/100 pkt). Cena: 50 PLN. Ostatnie z czwórki, czyli Vanellus Noctis 2019, to wino czerwone będące kupażem rondo, regenta i cabernet cortis, dojrzewające przez 12 miesięcy w dębowych beczkach. Charakteryzuje je ciemnorubinowa, głęboka barwa. Pachnie jeżynami, czarną porzeczką, młodymi orzechami, a także octem balsamicznym i suszoną śliwką. Usta wytrawne, średnio zbudowane, z wyraźnie zaznaczoną taniną i niskim alkoholem. Znajdziemy tu zarówno nuty owocowe (czarna porzeczka, wiśnia, śliwka), jak i drugorzędne – wanilię, skórę, dym, przyprawy korzenne. Finisz średniodługi. Póki co jest jeszcze bardzo młode i potrzebuje czasu, by się ułożyć. Ocena: *** (85/100 pkt). Cena: 60 PLN.

Wina na każdą porę dnia. (fot. własna)

Winnica Vanellus to kolejne ambitne przedsięwzięcie, które na stałe wpisało się w krajobraz podkarpackiego winiarstwa. Piętnaście lat samokształcenia, podpatrywania innych i przede wszystkim ciężkiej pracy sprawiło, że ta garażowa winiarnia jest dziś poszukiwana przez enoturystów z całego kraju. I choć rok 2020 okazał się dla niej równie tragiczny i ciężki, jak i dla całego świata, tak właścicielka nie składa broni i snuje ambitne plany na przyszłość. Warto ten projekt śledzić – jeszcze nie raz o nim usłyszymy.

Czajka czuwa. (fot. własna)

Do Jasła podróżowałem wraz z kolegami z blogów Winiacz, Winne Okolice oraz Powinowaci, wina degustowałem na zaproszenie pani Barbary Czajki.

Dwa rieslingi z Winnicy Adoria – raz na wozie, raz pod wozem

Wiem, że tytuł tego wpisu jest dość przewrotny, ale doskonale oddaje moje wrażenia po degustacji dwóch rieslingów z Winnicy Adoria. Cóż mnie tak zaskoczyło? Jak potrafią się różnić dwa wina z tej samej odmiany, z tego samego miejsca, natomiast z dwóch, kompletnie różnych roczników. Nie jest to jednak nic dziwnego – nie ma na miejsca świecie, w którym pogoda nie grałaby kluczowej roli przy produkcji wina. Przyjrzyjmy się zatem tym, którzy za nimi stoją. Winnica Agoria to średniej wielkości (jak na polskie warunki – 3 ha, plus kilka kolejnych od zaprzyjaźnionych winogrodników) przedsiębiorstwo winiarskie z Zachowic w Dolnośląskiem zostało założone w 2001 przez pochodzącego z Kaliforni Mike’a Whitneya. Winnice porastają wyłącznie krzewy vitis vinifera: chardonnay, pinot noir i riesling, choć w ofercie można znaleźć także bacchusa i dornfeldera. Producent chwali się nowoczesną technologią i współpracą z zagranicznymi konsultantami, zdjęcia upraw i budynku winiarni robią spore wrażenie. Próbowane przeze mnie rieslingi fermentowały i dojrzewały w stalowych tankach, po czym trafiły do butelek. W roku 2018 powstało wino wytrawne, zaś 2019 przyniósł bardziej dojrzałe grona i co za tym idzie – wina z późnego zbioru. Obydwa zostały wyróżnione srebrnym medalem konkursu PAR Wine Award.

Dobrze zrobiony, owocowy riesling. (fot. własna)

Adoria Riesling 2018 dość dobrze oddaje charakter odmiany z której powstało. Mamy tu bladozłotą barwę, w nosie wyczuwalne są klasyczne aromaty spod znaku jabłka, brzoskwini, limonki i cytryny. W ustach wytrawne, o potężnej kwasowości, z wyraźnymi nutami owocowymi: zielonego jabłka, cytryny, limonki, winogron, brzoskwini, w tle zaś zaznacza swą obecność lekka ziołowość. Finisz średniodługi, z dominantą jabłkową. Nie jest może jakoś szczególnie złożone i głębokie, ale zdecydowanie odświeża – z przyjemnością sączyłbym go na terasie w ciepły, letni dzień. Ocena: *** (85/100 pkt). Cena: 60 PLN.

Późne zbiory bez połysku. (fot. własna)

W degustacji w ciemno nie zgadłbym, że drugie z win, czyli półwytrwany Adoria Riesling Późny Zbiór 2019 powstało właśnie z tej odmiany. Posiada on bladosłomkową barwę. W nosie jest delikatny problem z czystością, pojawia się lekka redukcja, która przykrywa nieco aromaty owocowe: cytrynę, limonkę, mango, ananasa, a także lekką ziołowość. W ustach mamy sporo słodyczy, którą kontruje wysoka kwasowość. Wino jest lekko zbudowane, na podniebieniu wyczujemy nuty cytryny, limonki, grapefruita, ananasa, mango, papai, a także polnych ziół i przypraw korzennych. Finisz średniodługi, z cytrusowym posmakiem. Szkoda tego nieczystego nosa, bo przykrywa on owocowy charakter rieslinga, tak ceniony na całym świecie. Ocena: ** (82/100 pkt). Cena: 60 PLN.

Podsumowując – to było bardzo ciekawe porównanie dwóch zupełnie różnych roczników z tej samej odmiany i tego samego miejsca. Rocznik 2018 udał się całkiem dobrze, zaś 2019 nieco słabiej. Nie jest to zresztą nic dziwnego – każdy, stosunkowo młody producent ma wahania poziomu, co więcej – zdarza się to najlepszym. Wierzę jednak, że dzięki ciężkiej pracy i wytrwałości będą w stanie osiągnąć sukces komercyjny, czego z całego serca im życzę.

Źródło win: otrzymane do degustacji od producenta