Złota jesień w Tokaju – z gospodarską wizytą w najpiękniejszym regionie winiarskim Węgier.

Jesień jest w Tokaju i okolicach najpiękniejszą porą roku. Całoroczna, wytężona praca winiarzy daje efekty – skrzynie z gronami trafiają do winiarni, by te powoli zamieniły się w złocisty napój, którym będziemy się z radością raczyć w kolejnych latach. Winogrady również zmieniają swoje oblicze, by przez najbliższe kilka tygodni witać odwiedzających feerią barw. Wioski i miasta organizują festiwale ku czci wina, zaś pachnące jeszcze fermentującym moszczem piwniczki otwierają swe podwoje przed tłumami spragnionych podróżników. Zaiste, piękny to czas, najlepsza pora, by doświadczyć magii regionu i doskonałe wytłumaczenie, dlaczego musiałem wrócić tam właśnie teraz.

Tokajska, złota jesień. (fot. własna)

 

Choć lubię odwiedzać starych znajomych, to największą przyjemność sprawia mi odkrywanie nowych miejsc, zwłaszcza takich, o których nasz polski, winiarski światek niewiele słyszał. Krótka, bo zaledwie dwudniowa wizyta poświęcona była w całości małym, nieznanym producentom. Pierwszy dzień spędziliśmy głównie w Bodrogkisfalud, odwiedzając trzy miejscowe winiarnie – Hangavári Pincészet, Bott Pince oraz Bodrog Borműhely, by później zawitać również do Ábráhám Pince z Erdőbénye, zaś dzień drugi spędziliśmy na wizytach w Kalaka Pince z Tállya, Kvaszinger Borászat z Olaszliszka, a także Árpád-hegy Pince z Szerencs. Dwóm pierwszym winiarniom, prowadzonym przez niezwykle utalentowane winiarki poświęcę osobne wpisy, gdyż uważam, że ich praca i wkład w rozwój miejscowej społeczności zasługuje na dużo większe wspomnienie. Więcej miejsca poświęce także Ádámowi Varkolyemu z Árpád-hegyi Pince, który jaki jedyny winiarz tworzy poważne wina w Szerencs.

Wschód słońca nad Tokajem. (fot. własna)

 

Bodrog Borműhely jest stosunkowo nowym graczem na tokajskim panteonie. Założona w 2007 roku winiarnia powstała za sprawą Krisztiána Farkasa i Jánosa Hajdú. Pierwszy z nich przez długie lata pracował w sieci Bortársaság, dziś zaś jest jednym z właścicieli dystrybutora Artizan Borkeresedés, drugi zaś jest lokalnym winogrodnikiem z dziada-pradziada. Od samego początku tworzą świetne wina, mimo dość spartańskich warunków lokalowych. Na szczęście uzyskali dotację na budowę przetwórni i apartamentów gościnnych, które – jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem – powstaną w najbliższych latach.

Piwnica, w której powstają wielkie wina. (fot. własna)

 

Podczas degustacji János zaprezentował 7 win, z których 4 szczególnie zapadły mi w pamięci. Bodrog Borműhely Lapis 2016 czaruje aromatami brzoskwini, gruszki, polnych ziół, wyczuwalna jest także wyraźna nuta wanilii, wszystko to przy świeżej kwasowości, słonej mineralności i delikatnym, zaokrąglającym wszystko cukrze resztkowym (ocena: ***/****). Bodrog Borműhely Mesés Furmint  2013 to wino z późnych zbiorów, pełno tu nut botrytisu, moreli, brzoskwinii oraz wanilii, w ustach pojawia się również pigwa, jest też świetna równowaga między soldiną dawnką słodyczy (115 g/l cukru resztkowego), a cytrusową, rześką kwasowością (8 g/l kwasów), dzięki czemu otrzymujemy bardzo pijalne wino deserowe (ocena: ****).

János Hajdú i jego wina. (fot. własna)

 

Świetne jest także Bodrog Borműhely Szamorodni 2013, które koncentracją odpowiada 5 puttonowemu aszú, choć wydaje się być zdecydowanie bardziej pijalne. Mamy tu nuty botrytisu, miodu, brzoskwinii, kandyzowanych owoców, a także obezwładniającą słodycz (140 g/l cukrów), która na szczęście jest zbalansowana całkiem sporą dawką kwasowości (8g/l kwasów), a długi finisz z nutą pigwy i moreli sprawia dużo przyjemności (ocena: ****). Ostatnie z win – Bodrog Borműhely 6 puttonyos Tokaji Aszú 2013 to już czysta ekspresja owocu – morele, brzoskwinie, pigwy, ostra jak brzytwa cytrusowa kwasowość, karmelowa słodycz, nuty miodu, wosku i wanili, wszystko to skoncentrowane i gęste, o długim, owocowo-miodowym finiszu (ocena: ****).

Bez słodyczy nie mogło się obejść… (fot. własna)

 

Ábráham Pince jest znane w regionie jako producent jednych z najbardziej ekstremalnych, nieszablonowych win. Prowadzona przez Róberta Pétera i Enikő Ábráhám rodzinna winiarnia jest jednym wielkim obrazem chaosu, z którego co rusz wyłaniają się niezwykle ciekawe pomysły, owocujące nowymi winami. Mi bardzo spodobały się dwa z nich – Ábráhám Hársmint 2017 to jak sama nazwa wskazuje kupaż hárslevelű i furminta z siedliska Palánkos, który charakteryzuje się wyraźnymi nutami zielonego jabłka, gruszki, polnych kwiatów, cytrusowej kwasowości i delikatnego cukru resztkowego (ocena: ***/****), zaś Ábráhám Fordítás 2016 to z jednej strony bomba owocowa – jest tu sporo moreli, brzoskwinii, pigwy, nut skórki pomarańczy oraz solidna dawka cukru resztkowego, z drugiej zaś strony mamy sporo kwasowości, wyraźną nutę tanin, i lekko wyczuwalną nutę dębu (ocena: ****).

László Alkonyi – niedoceniany geniusz z Tállya. (fot. własna)

 

Następnego dnia zawitaliśmy do miejscowości Tállya, gdzie od kilku lat László Alkonyi odkrywa potencjał tutejszego terroir. Ten uznany niegdyś dziennikarz winiarski stworzył mapę siedlisk według historycznej klasyfikacji Mátyása Béla, która – ze względu na kontrowersyjne dla niektórych producentów oceny siedlisk – przysporzyła mu w regionie wielu przeciwników. Alkonyi tworzy wina terroirystyczne – tradycyjne tokajskie słodkie wina nie są dla niego interesujące, gdyż, jak twierdzi, nie oddają charakteru siedliska. Muszę przyznać, że podoba mi się jego filozofia – po pierwsze stara się unikać wysokiego poziomu alkoholu, po drugie bardzo rzadko używa beczki. W efekcie otrzymujemy dobrze pijalne wina, o wyraźnie wyczuwalnej mineralności i czystej nucie owocowej.

Furmint 2015 ze stanowiska Tökösmál. Świetne wino. (fot. własna)

 

W obszernej sali degustacyjnej czekały już na nas kieliszki i butelki, a ze ścian spoglądały ryciny siedlisk, stworzone przez samego Alkonyego. Zaprezentował nam 10 win, z których każde trzyma solidny, wysoki poziom, aczkolwiek aż 6 z nich zasługuje na poważniejsze wspomnienie. Kaláka Galyagos Furmint 2017 pochodzi z historycznego siedliska III. klasy, charakteryzuje się wyraźnymi nutami zielonego jabłka, trawy, polnych kwiatów, dalej pojawia się brzoskwinia, słona mineralność, całość oparta na świetnej kwasowości i delikatnie zaokrąglona 10 g/l cukru resztkowego. Soczyste, długie, niezwykle pijalne (ocena: ****). Kaláka Sípos Furmint 2017, pochodzące z parceli II. klasy posiada zdecydowanie więcej nut owocowych, dominuje tu brzoskwinia, gruszka, pojawiają się także migdały, słona mineralność wyraźnie zaznacza swoją obecność, jest też solidna dawka kwasowości i długi finisz z nutami zielonego jabłka (ocena: ****).

Furmint Patócs 2017 – mój cichy faworyt. (fot. własna)

 

Kaláka Patócs Furmint 2017, to pierwsze wino producenta ze stanowiska I. klasy, które dojrzewało w beczce. I nadaje ona charakteru winu, wyczuwalne są nuty wanilii, białego pieprzu, dalej pojawia się czysty owoc – brzoskwinia, gruszka, soczystość, jest tu świetna kwasowość, delikatna, słona mineralność i długi, owocowy finisz. Wielki potencjał (ocena: ****). Kaláka Tökösmál 2015 to kolejne wino z siedliska I. klasy, sporo tu nut dymnych, mineralnych, kredy, migdałów, jest też pikantość, średnia kwasowość i sporo ciała, a na finiszu pojawia się trochę owocu spod znaku gruszki (ocena: ****). Na koniec podano nam dwa wina spod znaku późnych zbiorów. Powstały one z gron, które zostały odrzucone w selekcji win jednosiedliskowych, celem było osiągnięcie słodyczy o poziomie około 100 g/l. Kaláka I. 2016 to lekkie słodkie wino o nutach moreli, brzoskwinii, słodycz jest nienachalna, kwasowość żwawa, a na finiszu pojawia się lekka goryczka (ocena: ****). Kaláka II. 2017 jest przeciwieństwem poprzednika, sporo tu słodyczy, jest też piękna kwasowość, dużo tu nut brzoskwinii, moreli, miodu, botrytisu, jest też świetna struktura, złożone, piękne wino o długim, owocowym finiszu (ocena: ****/*****).

Widok z tarasu László Kvaszingera. (fot. własna)

 

Kolejny punkt naszej wizyty to była rodzinna winiarnia László Kvászingera w Olaszliszka. Ten młody winiarz gospodaruje na nieco ponad 7 ha w dwóch stanowiskach: Hatálos i Meszes. Tworzy on zarówno proste, lekkie wina do codziennej konsumpcji, jak i poważne jednosiedliskowe furminty, czy też słodkie szamorodni i aszú. Do degustacji zasiedliśmy na pięknie umiejscowionym terasie degustacyjnym położonym nad brzegiem Bodrogu. Spośród 7 podanych win każde było wysokiej jakości, ale szczególną uwagę poświęce trzem z nich.

László Kvaszinger – młoda twarz Tokaju. (fot. własna)

 

Kvaszinger Meszes Furmint 2017 to czysta ekspresja owocu, sporo nut brzoskwinii, zielonego jabłka, gruszki, podbite umiejętnie użytą beczką, z cytrusową kwasowością, słoną mineralnością i zaokrąglone delikatnym cukrem resztkowym (ocena: ****). Kvaszinger Szamorodni Édes 2016 zaskakuje poważną jak na tak młody wiek strukturą, sporo tu nut moreli, brzoskwinii, miodu, botrytisu oraz wosku, jest także potężna słodycz i żwawa kwasowość, dalej pojawia się skórka pomarańczy i wanilia, a wszystko wieńczy długi, owocowy finisz (ocena: ****). Jako ostatnia, do kieliszków trafiła próba beczkowa 6 puttonyos aszú z 2016 roku. Ten niemowlak (bo jak inaczej mówić o tak młodym winie) ma przed sobą wielki potencjał – jest tu czysta ekspresja owocu: morele, brzoskwinie, cytrusy, pigwy, wsparte na potężnej słodyczy (200 g/l cukrów) i astronomicznej wręcz kwasowości (11 g/l), sporo tu wszystkiego, czasem wręcz przesadnie sporo. Zaznacza się też delikatna nuta mineralna oraz rodzynki i suszone owoce, ale za kilka lat poznamy prawdziwą wielkość tego wina. Choć jeśli muszę oceniać, to już dziś robi wielkie wrażenie (ocena: ****/*****).

Świetne wina w świetnych cenach. (fot. własna)

 

Nie da się ukryć, że Pogórze Tokajskie wciąż kryje mase nieodkrytych skarbów. I choć my, Polacy, z racji historycznych więzów szczycimy się bliskimi kontaktami z tutejszymi producentami, to wciąż mamy wiele do poznania. Warto ruszyć się nieco ponad 200 kilometrów za naszą południową granicę, by odkryć, jak w mniejszych, niezbyt promowanych wioskach regionu powstają zarówno wspaniałe wytrawne wina, jak i wielkie, długowieczne szamorodni i aszú. Dla mnie te dwa dni były wspaniałym doświadczeniem i dowodem na to, że rok bez Tokaju jest rokiem straconym. Choć wizyty minęło zaledwie kilkanaście dni, już tęsknię do porośniętych winną latoroślą, i spowitych poranną mgłą wzgórz. Tokaj nie daje o sobie zapomnieć.

Do regionu podróżowałem na koszt własny, zaś w degustacjach brałem udział na zaproszenie winiarzy.

Słowackie aszú? Czemu nie! – Chateau Vécsey Tokajský Výber 5-putňový 2012

Choć słowackie wina lubię i stosunkowo często po nie sięgam, to po dziś dzień nie jestem przekonany do tamtejszych tokajów. Powstają one w większości wypadków w zupełnie innym, oksydacyjnym stylu, aniżeli ich węgierskie odpowiedniki. Słowacy do dziś nie przyjęli także węgierskich regulacji z 2013 roku, w związku z czym istnieje pewien dysonans odnośnie przepisów apelacyjnych. Daje on o sobie znać chociażby w postaci istnienia win aszú o zawartości cukru resztkowego poniżej 120 g/l. Jednak spora część winiarzy z północnej części Pogórza Zempleńskiego zaczyna dostrzegać potrzebę zmian i modernizacji. Mocno widać to chociażby po winach Chateau Vécsey z Stredy nad Bodrogiem. Założone w 2008 roku winiarstwo jest dziełem Zuzanny i Petera Veszprémi, którzy odkupili piwniczki i pola należące niegdyś do rodziny baronów Vécsey. Zainwestowali spory kapitał, zatrudnili węgierskiego enologa (László Butella) i dziś tworzą jedne z najlepszych po słowackiej stronie granicy. Obecnie posiadają 29,5 ha nasadzeń winnej latorośli, docelowo chcą posiadać 46 ha.

Słowacki tokaju, podążaj tą drogą! (fot. własna)

 

Chateau Vécsey Tokajský Výber 5-putňový 2012 posiada głebokozłotą barwę z bursztynowymi refleksami. Nos pachnie figami, pigwą, suszoną śliwką, kardamonem, oraz botrytisem. W ustach również mamy sporo nut owocowych – pigwy, moreli, śliwki, wyraźna nuta grzybowa (botrytis), a kręgosłup zapewnia tu idealna harmonia pomiędzy potężną słodyczą (139 g/l) i żwawą, ostrą kwasowością. Sporo tu ciała, ekstraktu. Czuć także oksydację, orzechy włoskie, wanilię oraz suszoną śliwkę, dodają one charakteru temu winu. Na finiszu wyraźnie zaznacza się nuta pigwowa. Wydaje się ono być kompromisem pomiędzy nowoczesnością, a dawnymi zwyczajami – dzięki świeżości spodoba się fanom lekkich aszú, zaś delikatna oksydacja dodaje mu szlachetności i powagi. Ocena: ****. Ja zakupiłem (a w zasadzie otrzymałem) je za śmieszne pieniądze, ceny sklepowej niestety nie znalazłem.

 

Źródło wina: zakup własny podczas Furmint Forum 2017 w Koszycach.

Ćwierćwiecze legendy – wspaniałe wina Royal Tokaji

Kiedy 29 lat temu Hugh Johnson zakładał Royal Tokaji, nie wiedział jeszcze, jak mają wyglądać najwspanialsze aszú. Te produkowane w piwnicach państwowego kombinatu dalece odstawały od tego, co powstało w regionie w okresie jego największej chwały. Odmienienie Tokaju okazało się wymagającym wyzwaniem – wymagało cierpliwości i sporych nakładów finansowych. Na szczęscie Brytyjczycy mieli zarówno jedno i drugie, a także odrobinę szczęścia – doskonałą rękę do winiarzy, którzy przyczynili się do powstania solidnej marki. István Szepsy, Samuel Tinon czy też Károly Áts do dziś stanowią czołówkę producentów w regionie.

Goście degustacji – Chris Donaldson MW i Zoltán Kovács (fot. własna)

 

Zbliżające się trzydziestolecie firmy stanowi doskonały okres na pierwsze podsumowania. W związku z tym otwarto przepastne wrota piwnic i wydobyto z nich ponad 2000 butelek z pierwszego, najbardziej kluczowego dziesięciolecia winiarni. Po dokładnej selekcji zabutelkowano 1746 win, które trafiły do sprzedarzy pod nazwą First Decade. Rozesłano je do wybranych handlarzy w 30 krajach całego świata. Węgierska premiera miała miejsce 12 kwietnia 2018 w stacjonarnym sklepie dystrybutora selection.hu, a uświetniła ją obecność dyrektora Royal Tokaji – Zoltána Kovácsa oraz Chrisa Donaldsona MW (Master of Wine).

First Decade – 6 aszú zaprezentowanych podczas degustacji (fot. własna)

 

Zaprezentowano 10 win, z czego 6 stanowiły właśnie muzealne butelki z serii First Decade. Na początek do kielkiszków degustujących trafiły wina wytrawne. Pierwsze z nich – Royal Tokaji Hárslevelű Dry 2017 miało pokazać nowoczesny styl tokajskich win wytrawnych. Sporo tu aromatów melona, mango, polnych ziół i lipy, w ustach dominują nuty cytrusów, grapefruita, zielonego jabłka, zbudowane na niezłej kwasowości i przyjemnej, słonej mineralności, z lekką migdałową goryczką. Bardzo dobrze, czyste hárslevelű. Ocena: ***/****. Cena: 1950 HUF (26 PLN). Royal Tokaji Dry Furmint Magnum 2015 pokazało inne oblicze – mamy tu nuty brzoskwinii, polnych kwiatów, wanilii, kremowość, w ustach nieco bardziej surowe, z solidną mineralnością, lekką pikantnością oraz czystym owocem (gruszka, brzoskwinia), natomiast nieco mniej tu kwasowości, a i alkohol wystaje. Ocena: ***. Cena: 5800 HUF (78 PLN).

Czyste, owocowe, nowoczesne hárslevelű (fot. własna)

 

Następnie stopniowo zaczęliśmy się pogrążać w słodyczy. Royal Tokaji Szent Tamás Késői Szüret 2016 to jednosiedliskowe wino z późnych zbiorów. Dominuje tu krzemienna mineralność, sporo aromatów grapefruita, cytryny, w ustach mamy obezwładniający miks słodyczy (132 g/l), ostrej jak brzytwa kwasowości (7,4 g/l), nut owoców egzotycznych – grapefruita, cytryny, limonki oraz słonej mineralności. Świetne, idealnie zbalansowane wino z późnych zbiorów. Ocena: ****. Cena: 5600 HUF (75,50 PLN).

Wspaniałe, pełne nut mineralnych wino z późnych zbiorów (fot. własna)

 

Serię First Decade otworzyły trzy wina z siedliska Betsek – pierwsze nowoczesne, jednosiedliskowe aszú. Royal Tokaji 5 puttonyos aszú Betsek 1990 wyszło spod ręki wielkiego mistrza – Istvána Szepsyego. W tamtych czasach winiarnia nie posiadała jeszcze własnych nasadzeń, a grona skupowano od miejscowych winogrodników. Eksperymentowano ze stylem, brak było jednoznacznych wskazówek, jak miało wyglądać nowe aszú. Mamy tu ciemnobursztynową barwę, w nosie aromaty rodzynek, suszonych śliwek, fig, grzybów oraz skórki pomarańczy. W ustach hojnie częstuje nas suszoną śliwką, figą, wędzonką, a to wszystko przy świetnej kwasowości (9,4 g/l) i doskonale zintegrowanym cukrze resztkowym (140 g/l). Dalej pojawia się delikatna goryczka i lekko wyczuwalna nuta grzybowa. Wspaniale pijalne, złożone, niesamowicie żywotne wino. Ocena: ****/*****. Cena: 33000 HUF (445,50 PLN).

Pierwsze aszú spod ręki wielkiego mistrza (fot. własna)

 

Eksperyment z poszukiwaniem własnego stylu trwał w kolejnych latach. Royal Tokaji 5 puttonyos aszú Betsek 1991 było dziełem kolejnego winiarza – Samuela Tinona. Zebrano ówczas znacznie więcej gron aszú, które okazały się być wyjątkowo dobrej jakości. Wino to posiada jeszcze ciemniejszą, niemalże brązową barwę, w nosie sporo aromatów rodzynek, suszonych śliwek, mięty, botrytisu i miodu. W ustach przypomina nieco sherry, dominują nuty suszonych owoców, rodzynek, świetny balans pomiędzy żywą kwasowością (9,2 g/l) i solidną dawką cukru resztkowego (146 g/l), aczkolwiek brak tu trochę kompleksowości, która była chociażby udziałem wcześniejszego wina. Ocena: ****. Cena: 33000 HUF (445,50 PLN).

Betsek Aszú 1991 – Dzieło Samuela Tinona (fot. własna)

 

Ostatnie z serii trzech win z Betsek – Royal Tokaji 5 puttonyos aszú Betsek 1992 to również dzieło Samuela Tinona. W porównaniu do lat poprzednich w Tokaju panowały trudniejsze warunki klimatyczne, grona aszú udało się zebrać tylko w tym jedynym stanowisku. Charakteryzuje je znacznie jaśniejsza, bursztynowa barwa, w nosie nuty suszonych śliwek, karmelu, pojawia się delikatna nuta lakieru do paznokci, botrytis. W ustach dzieje się więcej ciekawego – sporo tu rodzynek, suszonych śliwek, skórki pomarańczy, a także karmelu i aromatów grzybowych. Potężna kwasowość (9,3 g/l) dobrze współgra ze słodyczą (176 g/l) z cukru resztkowego. Długi, przyjemny finisz z nutami gruszki. Ocena: ****. Cena: 33000 HUF (445,50 PLN).

Dalsze poszukiwania stylu – tym razem z 1992 roku (fot. własna)

 

Po tej jakże ciekawej serii przenieśliśmy się w przyszłość o kolejne cztery lata. Z 1996 roku zaprezentowano dwa wina – podstawowe aszú winnicy i 6 puttonowe aszú z Nyúlászó. Royal Tokaji 5 puttonyos aszú 1996 powstało w dobrym roczniku, udało zebrać się zbotrytyzowane grona z większości czołowych winnic. Mamy tu ciemnobursztynową barwę, w nosie królują aromaty suszonej śliwki, fig, karmelu, rodzynek oraz botrytisu. W ustach świeże, lekkie, dzięki potężnej wręcz kwasowości (10,7 g/l), która dobrze współgra ze sporym cukrem resztkowym (137 g/l), na pierwszym planie zarysowują się nuty suszu owocowego, śliwek, rodzynek, karmelu i miodu, a także skórki pomarańczy. Zdecydowanie lżejsze od wcześniejszych win. Ocena: ****. Cena: 16000 HUF (216 PLN).

Lekkie, przyjemne aszú z 1996 roku (fot. własna)

 

Jednosiedliskowe Royal Tokaji 6 puttonyos aszú Nyúlászó 1996 wywołało zdecydowanie więcej emocji. Nic dziwnego, mamy tu zarówno większą koncentrację, jak i głębię smaku. Barwa ciemnobursztynowa, w nosie zaznaczają się aromaty suszonych brzoskwinii, pomarańczy, rodzynek oraz karmelu. W ustach dużo ciekawego się dzieje – mamy tu nuty marynowanej pigwy, kandyzowanych brzoskwinii, suszonych śliwek, znacznie więcej ekstraktu, potężną kwasowość (10,8 g/l) i dużo karmelowej słodyczy (164 g/l cukru resztkowego). Są też lekkie nuty prażonego sezamu, rodzynki oraz miód, a na finiszu pojawia się delikatna goryczka. Bardzo przyjemne, świetnie zrobione wino. Ocena: ****/*****. Cena: 38000 HUF (513 PLN).

Legendarna winnica i piękny owoc – efekt – świetne wino (fot. własna)

 

Choć i do tej pory emocji nie brakowało, to nadszedł czas na największe wina. Royal Tokaji Aszú 6 puttonyos 1999 powstało w najwspanialszym, legendarnym roczniku – prawdopodobnie najlepszym w pierwszym dwudziestoleciu firmy. Zebrano wówczas bardzo dużo gron aszú o dużej zawartości cukrów i kwasów. Wino to posiada ciemnobursztynową barwę, w nosie dominują aromaty moreli, brzoskwini, suszonych śliwek, cytrusów, karmelu i botrytisu. W ustach niesamowicie skoncentrowane, pełne czystych nut owocowych, wśród których dominują pigwa, kandyzowana morela, daktyle, dalej mamy miód i karmel, mineralność, a wszystko spina idealna kombinacja ostrej jak brzytwa, monstrualnie wysokiej kwasowości (14,4 g/l) oraz potężnej dawki cukru resztkowego (226 g/l). Niesamowicie bogate, długie wino, o fantastycznym finiszu z dominującą nutą moreli. Nieskazitelnie czyste, precyzyjne, doskonałe wręcz wino. Ocena: *****. Cena: 36000 HUF (486 PLN).

Rocznik dwudziestolecia – wspaniałe aszú z 1999 roku (fot. własna)

 

Na koniec zostawiono młodzieniaszka, zapowiedź chwały rocznika 2017 – Royal Tokaji Eszencia 2017 (próba z naczynia). W wyjątkowych latach, takich jak ten zbiera się grona aszú do wielkich kadzi, na których dnie zbiera się ściekający samoistnie sok. Więcej w nim cukru i suchego ekstraktu aniżeli wody, a fermentacja przebiega tylko przez krótki czas i do niewielkiego stopnia – cukier dosłownie zabija drożdże. W efekcie otrzymano półprzezroczystą, gęstą esencję o bursztynowej barwie. W nosie wręcz esksplodują aromaty moreli, brzoskwinii, winogron, gruszki, miodu i karmelu, w ustach lepkie, niesamowicie gęste i potwornie słodkie – ta esencja zawiera aż 750 g/l cukrów resztkowych. Mamy tu także nuty moreli, pigwy, brzoskwinii oraz miodu, oleistość, potężną kwasowość – mimo wszystko, zalecane jest tylko w minimalnych dawkach, bo tyle cukru potrafi chyba pokonać każdego twardziela. Już jest doskonała, a ma przed sobą jeszcze dziesięciolecia. Ocena: *****.

Młodzieniaszek z wielkim potencjałem (fot. własna)

 

Nie można było sobie wyobrazić lepszego zakończenia wieczoru. Royal Tokaji – jako jeden z pionierów transformacji gospodarczej i stylowej win tokajskich udowodnił, że zajmuje czołowe miejsce pośród producentów regionu. Jego rola nowego integratora (i źródła kapitału) dla miejscowych winogrodników pozwoliła im przetrwać trudne lata i wyłonić się z tego okresu jako zwyciężcy i legendy winiarstwa. Nazwiska Istvána Szepsyego, Samuela Tinona czy Károlya Átsa być może nie rozbłysnęłyby z tak wielką energią, gdyby nie ich współpraca z Royal Tokaji, która stronom obopólne korzyści. Dziś sięgając po wina z serii First Decade warto zastanowić się, jak wyglądałby Tokaj, gdyby zabrakło inwestorów, którzy zdecydowali się odświeżyć blask tutejszych słodkich win.

W degustacji wziąłem udział na koszt własny.