The Institute of Masters of Wine Bordeaux Tasting 2018 Vintage – wielki przegląd bordoskich klasyków

Każdy z nas ma jakieś plany, marzenia, cele. Od wielu lat jednym z moich największych marzeń – wielokrotnie spełnianym – jest podróżować, odkrywając regiony winiarskie świata i próbując win w nich powstających. Tym razem droga zawiodła mnie do miejsca, które z produkcją tego szlachetnego trunku łączy się w bardzo niewielkim stopniu, zaś bezpośrednim celem byłu udział w wyjątkowej degustacji. Powiedzieć, że było to jedno z najważniejszych wydarzeń winiarskich tego roku, to jak nic nie powiedzieć. To były wspaniałe dwie godziny spędzone z butelkami, które w wielu przypadkach mogę oglądać tylko w lodówkach specjalistycznych sklepów winiarskich.

Degustacja w historycznych wnętrzach Vintners Hall. (fot. własna)

Bordeaux. Z początku to była dla mnie trudna miłość. Dla człowieka przyzwyczajonego głównie do środkowoeuropejskich, świeżych, mocno kwasowych bieli, te długo dojrzewające, beczkowe czerwienie z poteżnymi taninami wydawały się niczym zamki nie do zdobycia. Oczywiście, Bordeaux się zmienia – coraz mocniej stawia się tam na ekspresję owocu, a styl staje się znacznie bardziej przystępny dla szerszego grona konsumentów. Jednocześnie ceny wciąż rosną, a wysupłanie kilkuset złotych za butelkę klasy Grand Cru nie stanowi problemu tylko dla grona najlepiej sytuowanych. Dlatego też niezwykle rzadko zdarza się okazja, by jednocześnie obcować z tak szerokim wyborem win zarówno z lewego, jak i prawego przegu Żyrondy.

Siedziba cechu winiarzy. (fot. własna)

Jednym z takich wyjątkowych wydarzeń jest coroczna degustacja organizowana przez The Institute of Masters of Wine w Vintners Hall w Londynie. Pomyślana głównie z myślą o przedstawicielach branży, jednakże każdy może wziąć udział. Warunkiem jest zakup biletów. Oczywiście próg wejścia nie jest mały – 120 GBP, czyli obecnie 650 PLN to kolosalna kwota, aczkolwiek patrząc na ceny degustowanych win, wydaje się ona całkowicie uzasadniona. Do degustacji przygotowano 82 wina z 10 apelacji: Barsac, Haut-Médoc, Margaux, Pauillac, Pessac-Léognan, Pomerol, Sauternes, Saint-Émilion, Saint-Julien, oraz Saint-Estèphe. Generalnie rzecz biorąc obowiązywała samoobsługa, deustacja odbywała się we własnym tempie, natomiast osobno wystawiono cztery wina klasy Premier Grand Cru Classé, polewane za okazaniem kuponu. Mnie udało się spróbować i zrobić notatki 35 win, co, biorąc pod uwagę ograniczony czas (nieco ponad 2h) uważam za całkiem dobry wynik. Poniżej prezentuje opisy i oceny najlepszych z nich.

Arcydzieło. (fot. własna)

Warto zacząć od bezsprzecznie najlepszego wina – Château Margaux 2018. To Premier Grand Cru Classé z lewego brzegu to prawdziwy klasyk. Prawie w całości powstało z cabernet sauvignon (90%), uzupełnione merlotem (4%), petit verdot (4%) i cabernet franc (2%), Posiada ono ciemnorubinową barwę. Pachnie czarną porzeczką, żurawiną, wanilią, drzewem sandałowym, skórą, świeżo mieloną kawą, żwirem oraz płatkami róży. W ustach solidnie zbudowane, o wysokiej kwasowości, sporej, acz gładkiej taninie, z nutami wiśni, czarnej porzeczki, żurawiny, drewna sandałowego, wanili, skóry, dymu, kawy i mokrego żwiru. Finisz niemalże nieskończenie długi. Arcydzieło, wino wybitne – a to dopiero początek jego drogi! Ocena: ***** (98/100 pkt).

Świetny Saint-Émilion. (fot. własna)

Niewiele ustępuje mu Château Cheval Blanc 2018, dla którego jest to jeden z ostatnich roczników w klasyfikacji Saint-Émilion – jego właściciele zdecydowali się ją opuścić, nie zgadzając się ze zmianami w kryteriach. Mamy tu kupaż merlota (54%), cabernet franc (40%) oraz cabernet sauvignon (5%). Posiada ono purpurową barwę. W nosie znajdziemy aromaty wiśni, żurawiny, suszonej śliwki, skóry, wanili oraz cedru. W ustach solidne zbudowane, z średnio-wysoką kwasowością, sporą, mięsistą taniną, nutami wiśni, czereśni, żurawiny, suszonych śliwek, dymu, kawy, wanili oraz cedru. Bardzo długi finisz. Gładkie, miękkie, acz jednocześnie niezwykle potężne – prawy brzeg w pełni majestatu. Ocena: ***** (97/100 pkt).

Kolejna legenda. (fot. własna)

Równie fantastyczne jest Château Angélus 2018. Ten legendarny blend merlota (65%) i cabernet franc (35%) podobnie do poprzednika zdecydował się opuścić najnowszą klasyfikację win z Saint-Émilion. Cechuje go purpurowa barwa. Nos częstuje intensywnym aromatem wiśni, czarnej porzeczki, skóry, wanili, cedru oraz dymu. Usta są dobrze zbudowane, z wysoką kwasowością, sporą taniną, mocno zaznaczonym alkoholem, oraz nutami wiśni, żurawiny, czerwonej papryki, pieprzu, dymu, skóry, suszonej śliwki oraz wanili. I tu finisz trwa w nieskończoność. Ocena: ***** (97/100 pkt).

Wspaniały Super Second. (fot. własna)

Niemałym, acz pozytywnym zaskoczeniem była dla mnie jakość Château Montrose 2018. Ten Super Second (tak nazywa się wina na drugim poziomie klasyfikacji Lewego Brzegu, które dorównują jakością tym z pierwszego poziomu) tworzy kupaż oparty na cabernet sauvignon (72%), z domieszką merlota (20%), cabernet franc (6%) oraz petit verdot (2%). Posiada ono purpurową barwę. W nosie dominują nuty czarnych porzeczek, jeżyn, ciemnych wiśni, cedru, skóry, kawy i tytoniu. W ustach świetnie zbudowane, z wysoką kwasowością, sporą taniną, nutami czarnych porzeczek, jeżyn, ciemnych wiśni, żurawiny, cedru, tytoniu, kawy, skóry i czarnego pieprzu. Nieskończony finisz. Jeden z moich osobistych faworytów. Ocena: ****/***** (96/100 pkt).

Niesztampowy kupaż z Saint-Émilion. (fot. własna)

Wspaniałym winem jest także Château Figeac 2018. Winiarnia od 2022 roku debiutuje na szczycie klasyfikacji Saint-Émilion, zaś rocznik 2018 powstał z merlota (37%), cabernet sauvignon (33%) oraz cabernet franc (30%). Charakteryzuje go purpurowa barwa. W nosie dominują aromaty ciemnych i czerwonych owoców: wiśni, czereśni, żurawiny, maliny, czarnej porzeczki, oprócz nich znajdziemy także wanilię, drzewo cedrowe, dym. Usta są solidnie zbudowane, z średnio-wysoką kwasowością, potężną, acz miękką, dojrzałą taniną, sporo tu owocowości spod znaku wiśni, czereśni, czarnej porzeczki, uzupełnionych papryką, czarnym pieprzem, wanilią, dymem, kawą i drzewem cedrowym. Niezwykle długi finisz. Nie bez powodu Figeac jest nazywany najbardziej „lewobrzeżnym” winem z Saint-Émilion – dominacja cabernetów jest mocno wyczuwalna. Stylistyczna perełka. Ocena: ****/***** (96/100 pkt).

Ciekawa etykieta kryje świetne wnętrze. (fot. własna)

Niespodzianką dla mnie był także Château Talbot 2018 z Saint-Julien. Wyróżniająca się etykietą butelka (rodzina Cordier obchodziła wówczas 100-lecie posiadania château), kryje kupaż cabernet sauvignon (66%), merlota (29%) i petit verdot (5%). Posiada ciemnorubinową barwę. Pachnie wanilią, cedrem, czarną porzeczką, suszoną śliwką, ciemną wiśnią, skórą i dymem. W ustach dobrze zbudowane, soczyste, ze sporą kwasowością i potężną, acz dojrzałą taniną oraz nutami jeżyn, czarnych porzeczek, żurawiny, dymu, grafitu, skóry i tytoniu. Bardzo długi finisz. Eleganckie, ułożone, acz bardzo jeszcze młode wino od wybijającej się ponad przeciętność posiadłości. Ocena: ****/***** (96/100 pkt).

Mój faworyt z Pessac-Léeognan. (fot. własna)

Kolejną pozycję na mojej liście najlepszych win zajmuje Château Smith Haut Lafitte 2018 z Pessac-Léognan. To drugi rocznik tego wina, który próbuję, a poprzedni zrobił na mnie równie duże wrażenie. Tu mamy blend złożony z cabernet sauvignon (60%), merlota (34%), cabernet franc (4%) i petit verdot (2%). Barwa klasyczna, purpurowa. Nos kusi aromatami czarnej porzeczki, cedru, mokrego żwiru, wanili, wiśni i świeżo mielonej kawy. Usta są bogate, mocno zbudowane, z wysoką kwasowością, potężną, dojrzałą taniną oraz nutami czarnej porzeczki, jeżyny, ciemnej wiśni, żurawiny, a także dymu, cedru, tytoniu i szczyptą przypraw korzennych. Bardzo  długi finisz. Świetne, mocarne wino z żwirów północnej części regionu Graves. Ocena: ****/***** (95/100 pkt).

Jedyne, niewielkie rozczarowanie. (fot. własna)

Nieco słabiej od innych Premier Grand Crus wypadł ostatni przedstawiciel tej grupy – Château Haut-Brion 2018. Podczas zeszłorocznej wizyty w winiarni miałem przyjemność próbować tylko drugiego wina, zatem z niecierpliwością przebierałem nogami na możliwość spróbowania pierwszego. I trochę się rozczarowałem, bo spodziewałem się, że dorówna ono najlepszym. Cóż – nauczka na przyszłość by tonować oczekiwania. Ten konkretny rocznik to kupaż merlota (49,4%), cabernet sauvignon (38,7%) i cabernet franc (11,9%). Posiada ciemnorubinowy kolor. Nos jest dość dyskretny, średnio-intensywny, pachnie dojrzałą wiśnią, żurawiną, czarną porzeczką, wanilią, skórą oraz dymem. W ustach wino jest dobrze zbudowane, z średnio-wysoką kwasowością, sporą, acz miękką taniną, nutami wiśni, czarnej porzeczki, jeżyny, skóry, cedru, wanili, mokrego żwiru. Finisz długi. Cóż, do pełni szczęścia brakuje intensywności, tego kopa, które miały poprzednie wina – aczkolwiek wciąż jest to cudowny bordos, z mnóstwem niuansów i głębią smaku. Ocena: ****/***** (95/100 pkt).

Doskonały Pomerol. (fot. własna)

W mojej liście wyróżnionych win nie mogło zabraknąć też Pomerolu. Domaine De L’Eglise 2018 to jedno z kilku niezwykle udanych butelek, oparte niemalże w całości na merlocie (95%) z niewielką domieszką cabernet franc (5%). Posiada ono purpurową barwę. W nosie znajdziemy ciemne wiśnie, czereśnie, maliny, śliwki, dym, cedr i wanilię. W ustach jest dobrze zbudowane, z średnio-wysoką kwasowością, dojrzałą, miękką taniną, nutami wiśni, malin, suszonych śliwek, skóry, cedru, czarnego pieprzu i dymu. Bardzo długi finisz. Dla mnie jedno z największych zaskoczeń degustacji. Ocena: **** (94/100 pkt).

Dyskusje podczas degustacji. (fot. własna)

Oczywiście lista ta jest bardzo subiektywna, i mogło się na niej znaleźć co najmniej dziesięć innych win, których moja ocena oscylowała na podobnym poziomie, jak wyżej wymienione butelki. Świetnie zaprezentowały się m.in. Château Pichon Baron, Château Pichon Longueville Comtesse de Lalande, Château Léoville Barton, Château Léoville Les Casses, Château Léoville-Poyferre, Château Hosanna, Château La Fleur Petrus, Château Trotanoy oraz Château Pape Clément. Mało uwagi poświęciłem Sauternes i Barsac, niestety, w ograniczonych warunkach czasowych trzeba dokonywać selekcji. Być może uda się ich spróbować następnym razem. Jak wspomniałem na początku – taka degustacja to dość droga zabawa, jednocześnie prawopodobnie najtańsza opcja, by spróbować tylu świetnych win w jednym miejscu i czasie. Dlatego też z czystym sercem mogę ją polecić, a przy okazji można zwiedzić piękne miasto, jakim jest Londyn.

W degustacji wziąłem udział na koszt własny.

Vylyan Bogyólé 2022 – węgierska odpowiedź na Beaujolais Noveau

Trzeci czwartek listopada to tradycyjnie święto Beaujolais Noveau – wtedy trafia na rynek na całym świecie, powodując ekscytację wielu winomaniaków. W tym roku z przekory nie sięgam po owo wino, zastępując je węgierskim odpowiednikiem – młodą czerwienią stworzoną w podobny sposób. Sprawcą zamieszania jest winiarnia Vylyan Szőlőbirtok és Pincészet z Kisharsány z regionu Villány. To sporej wielkości gospodarstwo (120 ha) powstało w 1988 roku i jest dziś jednym z największych producentów w okolicy, butelkując rocznie około 800 tysięcy butelek wina, głównie czerwonego. Winiarnia od dłuższego czasu jest sponsorem licznych imprez kulturanych, a także organizatorem festiwalu Ördögkatlan.

Węgierska odpowiedź na Beaujolais Noveau. (fot. własna)

Vylyan Bogyólé 2022 jest kolejnym rocznikiem młodego wina, wypuszczonym przez producenta od 2007 roku. Nazwa (Bogyólé) oznacza sok z grona, i ze względu na podobne brzmienie była przedmiotem sporu sądowego, który winiarnia toczyła z apelacją Beaujolais – zakończonego sukcesem dla Vylyan. Obecny rocznik powstał z owoców odmiany zweigelt (60%) oraz kékfrankos (40%). Wyprodukowano je metodą maceracji węglowej – całe kiście trafiły do zbiornika fermentacyjnego dopełnionego dwutlenkiem węgla, gdzie po kilku dniach w gronach rozpoczęła się fermentacja. Następnie całość wytłoczono, po ukończeniu fermentacji alkoholowej poddano ją fermentacji malolaktycznej, dzięki czemu wino uzyskało swój świeży smak. Posiada ono purpurową barwę. Pachnie wiśnią, czereśnią, borówką, mokrą ziemią, pojawia się również aromat bananów. W ustach wytrawne, lekko zbudowane, z średnio-wysoką kwasowością, łagodną taniną, oraz nutami wiśni, czereśni, borówek, czarnego pieprzu, aronii oraz delikatną pestkową goryczką. Finisz średni. Ocena: *** (85/100 pkt). Cena: 1599 HUF (18,50 PLN). Soczyste, smaczne, udane młode wino, kosztujące o połowę mniej, niż Beaujolais Noveau. Dostajemy podobne emocje za mniejsze pieniądze – więc po co przepłacać?

Źródło wina: zakup własny w sieci dyskontów Penny.

2Ha Tabunello 2018 – Węgrzyn z włoską duszą

Ileż to razy słyszeliście stwierdzenie, że obszar XYZ (wstaw dowolną okolicę z winnicą i lekkimi zboczami), to nowa, polska „Toskania”? To wyświechtane porównianie rzadko kiedy ma cokolwiek wspólnego z przepięknym regionem położonym na Półwyspie Apenińskim. Również Węgry mają swoją „Toskanię” – znajduje się ona u podnóża wzgórza Szent György-hegy, i wbrew pozorą łączy ją z oryginałem znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać. Miejsce to odkrył na początku XXI wieku Csaba Török, i postanowił tu osiąść. Część obszaru porastała winna latorośl, jednakże były to tylko jasne odmiany, dlatego postanowił posadzić szczepy o ciemnych owocach. Od swej ówczesnej dziewczyny (pół-Włoszki) otrzymał karton z 300 sadzonkami sangiovese grosso, które posadził na tutejszych zboczach. Eksperyment udał się tak dobrze, że dosadzono kolejne kilka tysięcy krzewów, zaś całość upraw tego szczepu wynosi dziś 0,5 ha. Zachęcony zmieniającym się mikroklimatem postanowił posadzić 77 drzew oliwnych, z których dziś jako pierwszy tłoczy na Węgrzech oliwę. Nazwa (2ha Szőlőbirtok és Pincészet) pochodzi od wielkości pierwszego, nabytego kawałka ziemi. Dziś gospodarstwo zajmuje 4 ha (2×2 – jak lubi mawiać winiarz), z których rocznie powstaje około 15000 butelek wina. Uprawy prowadzone są w sposób organiczny, z elementami biodynamiki.

Węgierska czerwień z włoską duszą. (fot. własna)

2Ha Tabunello 2018 to 100% sangiovese grosso, fermentujące i dojrzewające przez 13 miesięcy w nowych oraz używanych dębowych beczkach. Niefiltrowane. Posiada jasnorubinową barwę, delikatnie wpadającą w ceglastą czerwień. Pachnie skórą, wiśnią, wędzoną śliwką, drzewem sandałowym, mokrą ziemią i ocetem balsamicznym. W ustach dość dobrze zbudowane, wytrawne, z wysoką kwasowością, sporą taniną i średnim alkoholem. Znajdziemy tu nuty wiśni, czereśni, żurawiny, czerwonej porzeczki, skóry, wanili, ziemistość oraz delikatną, pestkową goryczkę. Harmonijne, ułożone wino przywodzące na myśl solidne Chianti lub Rosso di Montalcino. Nie szukajcie mitycznej Toskanii – rajski zakątek położony jest dużo bliżej, kilka kilometrów na północ od Balatonu. Cena: 8080 HUF (94 PLN). Ocena: **** (92/100 pkt).

Źródło wina: zakup własny w wine barze Wine Not? w Budapeszcie.