Dúzsi Menoire 2018 – niesztampowa, niszowa czerwień z Szekszárdu.

Życie w kraju winiarskim ma swoje przywileje. Nigdy nie wiadomo, kiedy można trafić na niespodziankę w postaci niszowego wina, które kurzy się gdzieś na półce miejscowego sklepu z alkoholami. Ciężko znaleźć jakąkolwiek logikę w ich dystrybucji, co nie zmienia faktu, że takie znalezisko cieszy bardziej, niż kolejne, przemysłowe butelki, dostępne na półkach większości supermarketów. Dziś zatem sięgam bo wino z odmiany menoire (inne nazwy: medoc noir, kékmedoc), mocno niszowej, której uprawy na Węgrzech zajmują 63 hektary, głównie w Egerze, oraz w niewielkim zakresie w innych regionach: Szekszárd, Villány, Tolna, Mátra, Zala. Szczep ten spotkamy głównie jako składnik kupaży (bycza krew), dość rzadko występuje w postaci jednoodmianowej, dając często mocno aromatyczne, młode wina. W Szekszárdzie jednym z niewielu, który dostrzegł jej potencjał jest Tamás Dúzsi. Jest to jeden z większych producentów regionu, działający od 1994 roku, a gospodarujący na 60 hektarach (z czego 40 hektarów stanowią własne uprawy) w granicach miejscowości Sióagárd oraz Szekszárd. Znany jest głównie ze swych róży, ale powstają tu także lekkie biele, a także bogaty sortyment czerwieni. Dziś coraz większą rolę w życiu rodzinnego przedsiębiorstwa przejmują dzieci założyciela, które wprowadzają nowe techniki produkcji i rodzaje win. Jednym z nich jest właśnie opisywany przeze mnie menoir.

Lekka czerwień w jesiennym anturażu. (fot. własna)

Dúzsi Menoire 2018 to lekkie (11% alkoholu), świeże, czerwone wino, które z dużym prawdopodobieństwem (gdyż nie znalazłem informacji o produkcji) fermentowało i dojrzewało w stalowych tankach. Posiada jasną, czerwoną barwę, pachnie wędzoną śliwką, wiśnią, anyżem, miętą, skórą, goździkami i chryzantemami. W ustach soczyste, z ładną nutą owocową (śliwka, wiśnia, żurawina, trochę czerwonej porzeczki), wsparte nutami korzennymi: goździków, anyżu, pieprzu, z wysoką kwasowością, lekką, miękką taniną i dość szczupłym ciałem. Finisz średniodługi, korzenno-owocowy. Oczywiście nie ma tu zbyt wiele kompleksowości, ale nie należy jej oczekiwać od lekkiego, czerwonego, aromatycznego wina. Ocena: **/*** (84/100 pkt). Cena: 1199 HUF (15 PLN). U producenta kosztuje nieco drożej, ale wciąż w kategorii win do dwóch dych jest to naprawdę bardzo, ale to bardzo dobry wybór.

Źródło wina: zakup własny.

Heimann & Fiai Baranya-völgy Kékfrankos 2018 – ofensywa młodości z Szekszárdu

Pomimo panującego dookoła nas chaosu i stanu zagrożenia życie nie przestaje płynąć. Nie przestaje również płynąć wino, więc sięgam pamięcią do butelki, której zawartość miałem przyjemność degustować w gronie zapalonych winopijców, gdy jeszcze było to możliwe bez konieczności uciekania się do wirtualnej rzeczywistości. Butelki niezwykłej, bo prezentującej zupełnie nowe, bardziej nowoczesne oblicze produkcji z skądinąd wyjątkowo tradycyjnego regionu Szekszárd. Sprawcą całego zamieszania jest Zoltán Heimann junior, a jego efektem wino, które powstało przy zastosowaniu fermentacji całych kiści oraz jest ozdobione ciekawą, rzucającą się w oczy szatą graficzną. Właśnie pojawiło się w sprzedaży i niedługo trafi na półki dystrybutorów na Węgrzech i za granicą. Należy się spieszyć z nabyciem – gdyż powstało w limitowanej ilości.

Powiew świeżości z Szekszárdu. (fot. własna)

Heimann & Fiai Baranya-völgy Kékfrankos 2018 to czerwień z położonej na zachód od centrum Szekszárdu parceli w stanowisku Baranya-völgy. Znajdziemy tu lessowe gleby wykształcone na podłożu z czerwonej gliny. Wino fermentowało spontanicznie, a później przez kilka miesięcy dojrzewało w dużych, używanych dębowych beczkach. Celem było zachowanie owocowości, przy równoczesnym zapewnieniu mu odpowiedniej struktury. Posiada ono delikatną, jasnorubinową barwę. W nosie królują aromaty owocowe spod znaku wiśni, czereśni, malin, wzbogacone fiołkami, pieprzem i goździkami. Usta średniozbudowane, z przyzwoitą kwasowością, delikatną, ładnie ułożoną taniną, oraz niezwykłą soczystością. Tu również nie brakuje owocowości, zwłaszcza pod postacią dojrzałych wiśni, czereśni, wkrada się tu także lekka nuta buraczkowa, delikatna pikantność, szczypta czarnego pieprzu. Wyważona, niezwykle pijalna czerwień, która ma szansę stać się jednym z najciekawszych debiutów tej wiosny. Ocena: ***/****. Cena: 5600 HUF (70 PLN).

Udostępnione do degustacji przez Zoltána Heimanna juniora.

Różne oblicza kékfrankosa – degustacja porównawcza win z tej odmiany

Ubiegły rok upłynął na Węgrzech pod znakiem kékfrankosa. Ta najpopularniejsza czerwona odmiana, uprawiana na ponad 7300 ha we wszystkich 22 regionach winiarskich doczekała się wsparcia ze strony instytucji rządowych, w postaci licznych konferencji, publikacji i degustacji. Kékfrankos bezsprzecznie jest dobrem narodowym nad Dunajem, aczkolwiek przez długie lata kojarzył się konsumentom jako składnik czerwonych kupaży (m.in. byczej krwi), aniżeli materiał na poważne wino jednoodmianowe. I choć powoli zyskuje na renomie, to przed węgierskimi producentami wciąż wiele pracy, by osiągnąć zadowalające rezultaty. Dobitnie pokazała to niedawna degustacja, w której wziąłem udział, gdzie spośród zaprezentowanych 17 win (w tym jednego austriackiego i jednego słowackiego) zaledwie 7 pokazało przyzwoity poziom.

Przyzwoita czerwień z Gór Bukowych. (fot. własna)

 

Jako pierwsze z nich do kieliszków trafiło Jásdi Kékfrankos 2016 z pólnocnego brzegu Balatonu (a dokładniej z regionu Balatonfüred-Csopak). Posiada delikatny aromat wiśni, dojrzałych czereśni, maliny i anyżu, w ustach mamy podobne nuty owocowe, wsparte delikatną taniną, nutami ściółki leśnej i pestki wiśniowej, z delikatną pikantnością i przyjemną, średnią kwasowością, w sam raz do popijania w chłodne dni (ocena: **/***). Drugie wino, Sándor Zsolt Kétfürtős Kékfrankos Szűztermés 2017 powstało z dziewiczego, pierwszego zbioru gron z organicznej uprawy leżącej na południowych zboczach Gór Bukowych, zaś plony ograniczono tu do dwóch kiści na krzew. W nosie dominują ciemne wiśnie, czereśne, skóra oraz goździki, w ustach zaś bujną owocowość (czereśnia, wiśnia, czarna porzeczka) przysłania nieco beczka (czekolada, wanilia), mamy tu też średnie ciało i taniny oraz całkiem soliną kwasowość, aczkolwiek brakuje mu nieco głębi (ocena: ***). Umathum Blaufränkisch 2016 z Burgenlandu, jedyne nie-węgierskie wino w stawce również nie wyróżniło się niczym specjalnym – są tu typowe dla odmiany nuty wiśni i czereśni, skóry, czarnej porzeczki, delikatnie wyczuwalny jest także brett, który na szczęście dość szybko znika. W ustach kwaśna wiśnia, czereśnia, spora kwasowość, polne zioła, średnia tanina oraz delikatna pikantność (ocena: **/***).

Klasyka spod ręki Frigyesa Botta. (fot. własna)

 

Pozytywne wrażenia nadeszły z kolejną butelką – pochodzącym ze słowackiego Pohronia Bott Frigyes Kékfrankos 2017. W ustach dużo dojrzałych owoców spod znaku wiśni, czereśni, dalej pojawiają się fiołki, gałka muszkatołowa i delikatna nuta skóry. W ustach soczyste, owocowe (znów wiśnia i czereśnia), ze świetną kwasowością, gładką jak jedwab taniną, lekką strukturą i szczyptą pikantności (ocena: ***). Kroku dotrzymał mu Szent Donát Magma Kékfrankos 2017 z północnego brzegu Balatonu. Pachnie wiśniami, czereśniami, czerwoną porzeczką i wanilią, w ustach sporo tanin, solidna kwasowość, wyraźne nuty wiśni i czereśni, dalej pojawiają się polne zioła, pikantność oraz delikatnie zaznaczona nuta mineralna (ocena: ***). Nieco zaskoczył (in minus) mnie degustowany wcześniej egerski Stump Nagy-Eged Kékfrankos 2015 – być może to wyraźnie wyczuwalnego brettu, który stłamsił aromaty czereśni, kompotu wiśniowego i czekolady. W ustach dużo lepsze, z solidnym ciałem, dużo tu czystego owocu spod znaku wiśni, czereśni, jest też lukrecja, nuty fiołków oraz wanilii, a wszystko wieńczy delikatna pikantność. Gdyby nie ten zapach, to byłoby ono zdecydowanie polecane (ocena: **/***).

Wulkaniczne oblicze kékfrankosa. (fot. własna)

 

Trochę rozczarowania przyniół również pozytywnie anonsowany Grál Pelzberg Kékfrankos 2015 z regionu Tolna. W nosie wyczuwalne są aromaty wiśni, czereśni, lecz także swojskie buraki, niedojrzała papryka, w ustach sporo ciała, nuty owocowo-warzywne (wiśnie, wędzona śliwka, zielona papryka), lekka kwasowość oraz delikatna pikantność, brakuje mu jednakowoż pazura (ocena: **/***). Kolejny rocznik tego wina – Grál Pelzberg Kékfrankos 2016 pokazał dużo lepsze oblicze – w nosie wyczujemy wiśnię amarenę, czereśnie, słodycz, polne kwiaty i zioła, ustach zaś wspaniałą, czystą owocowość w postaci wiśni i czereśni,  potężną kwasowość, skalną mineralność, a na finiszu delikatną nutę pestkową (ocena: ***/****). Solidnym wyborem był także Vida Hidaspetre Kékfrankos 2016 z Szekszárdu. W nosie mamy tu aromaty wiśni, czereśni, czarnych porzeczek, śliwek oraz szczyptę wanilii. W ustach sporo soczystej owocowości (czarne porzeczki, wiśnie) opartej o solidną kwasowość, średnie ciało, gładkie taniny, balsamiczność i delikatna nuta pieprzna (ocena: ***).

Pelzberg – jedno z największych odkryć ostatnich lat. (fot. własna)

 

Kolejne wino potwierdziło krytyczne opinie, które słyszałem o egerskich winach – tamtejsi producenci stosunkowo często miewają problemy z czystości. Böjt Kékfrankos 2016 odstręcza zapachem zatęchłej piwnicy, myszy oraz przemokniętego drewna i nie zmieni tego nawet dobra kwasowość oraz soczysta nuta czereśni. Szkoda czasu (ocena: */**). Lepiej, choć wciąż nieprzekonująco pokazał się Bock Villányi Kékfrankos 2016. Nos typowy dla odmiany – wiśnia, czereśna, polne zioła i gałka muszkatołowa oraz nieodzowna beczka pod postacią wanili, w ustach zaś mamy średnie ciało, delikatne taniny, lekką kwasowość, nutkę apteczną oraz goryczkę (ocena: **/***). Pochodzący z okolic Sopronu Luka Kékfrankos 2017 kusi aromatami fiołków, czereśni, malin, choć pojawia się tu także nieprzyjemna nutka lakieru do paznokci. Sporo tu ciała, w ustach na pierwszym planie mamy soczystą wiśnię, czereśnię, delikatnie zaznaczoną beczkę (wanilia, skóra), eleganckie taniny i delikatną pestkową goryczkę (ocena: ***). Szkoda, że podobnego poziomu nie prezentuje pobliskie Weninger Höllesgrund Kékfrankos 2015 – wręcz śmierdzi spoconym koniem, spod którego wyłania się trochę czereśni, wiśni i czekolady, w ustach mamy też nieprzyjemną nutę octową, średnią kwasowość i trochę owocowości (ocena: */**).

W Sopronie również znajdziemy świetne kékfrankose. (fot. własna)

 

Całkowicie inne, przypominające Beaujolais nuty wyczuwalne są w Bodri Kékfrankos 2018 z Szekszárdu. W nosie mamy tu gumę balonową, wiśnie, czerwone porzeczki, borówki, w ustach również dużo owocu (borówka, czarna porzeczka), lekka kwasowość, mało taniny, delikatny cukier resztkowy. Przymilna, lekka, owocowa czerwień (ocena: ***). Zupełnie inne wrażenie sprawia Homonna Balatonfüred-Csopaki Kékfrankos 2017 – w nosie sporo aromatów dojrzałej wiśni, owoców leśnych, czerwonej porzeczki i suszonej śliwki, zaś w ustach mamy soczystą owocowość (słodkie czereśnie, dojrzałe wiśnie), świetną kwasowość, delikatną, gładką taninę, lekką nutę mineralną oraz szczypte pikatności – to zdecydowanie najbardziej udany kékfrankos tej degustacji (ocena: ****). Pochodzący z Mátry Losonci Kékfrankos 2015 pokazuje chłodniejsze oblicze odmiany – nie brak tu aromatów wiśni i czereśni, wspartych potężną kwasowością i solidnym ciałem, na finiszu zaś pojawia się delikatna nuta pestkowa (ocena: ***). Jako ostatni w kieliszkach zagościł Soltész Egri Prémium Kékfrankos 2015. Premium oznacza tu chyba użycie nowych beczek, gdyż w nosie dominują nuty wędzonych śliwek, wanili, dymu, gałki muszkatołowej, zaś wiśnia i czereśnia objawiają się dopiero w ustach. Jest też całkiem przyzwoita kwasowość, średnie, acz suche taniny oraz nuta wanili. Dla fanów beczkowych potworków, ja nie będę za nim tęsknił (ocena: **).

Attila Homonna ma rękę nie tylko do białych win. (fot. własna)

 

Muszę przyznać, że rozczarował mnie ogólny poziom próbowanych win, zwłaszcza, że mowa tu o butelkach, które należą do średniej i wyższej półki cenowej (zdecydowana większość to przedział pomiędzy 50-100 zł). Poważny problem stanowi czystość piwnic, która później objawia się brettem, widać także nieumiejętne obchodzenie się z beczkami. Zabrakło też odpowiedzi na pytanie jak prezentują się te wina w starciu z czasem – 4 lata to wciąż dość krótka perspektywa, zwłaszcza jeśli patrzymy przez pryzmat poważnych czerwieni. Na koniec zostawiłem jeden z niewielu poztywów – świetne wrażenie zrobiły wina znad Balatonu, co stanowi dla mnie spore zaskoczenie i bodziec do poważniejszego zainteresowania się tym regionem. A co do reszty wypada zadać pytanie: Quo vadis kékfrankosu?