Sziegl Pét-Nat 2020 – naturalny musiak z Hajós

Lato w pełni, upały nie odpuszczają, są to więc idealne warunki, by odświeżyć się winem. Jakim, zapytacie? Oczywistą odpowiedzią, poza uwielbianymi przeze mnie lekkimi, mocno wytrawnymi bielami, są musiaki, pod każdą postacią. Zarówno szampany, cavy, franciacorty, ale też niezwykle popularne w ostatnim czasie pét-naty. Jest to skrót od francuskiego sformułowania pétillant-naturel, oznaczającego naturalne musowanie. Wina te powstają tzw. metodą pradawną, przechodząc jedną fermentację, i są butelkowane jeszcze przed jej końcem – w ten sposób uwolniony dwutlenek węgla nasyca wino w butelce. Dziś sięgnąłem po debiutancką butelkę od małej, rodzinnej winiarni Sziegl z Hajós, którą miałem przyjemność odwiedzić w listopadzie ubiegłego roku. Większość win z najnowszego rocznika powstała bez dodatku, lub też z minimalną zawartością siarki.

Soldiny debiut! (fot. własna)

A jak prezentuje się ich pierwszy musiak? Sziegl Pét-Nat 2020 powstał w 2/3 z merlota oraz 1/3 z kékfrankosa, zebranych i przetworzonych razem. Zabutelkowano go z 18 gramami cukru. Posiada mętną, jasną miedzianą barwę. Pachnie truskawką, poziomką, grapefruitem, czerwoną porzeczką, pojawia się też delikatna lotna kwasowość. W ustach średniozbudowane, wytrawne, z średnim alkoholem (12,5%), solidną kwasowością (9 g/l), oraz delikatnym cukrem resztkowym. Sporo tu soczystego owocu pod postacią truskawki, poziomki, maliny, żurawiny, a także grapefruita i pomelo. Jest te lekka, pieprzna pikantność. Finisz średniodługi. Wino niespecjalnie złożone, za to niezwykle świeże i pijalne. Takie, jakiego chcę w środku lata. Ocena: *** (88/100 pkt). Cena: 4790 HUF (61 PLN).

Źródło wina: zakup własny u producenta.

Palya Wines – Nowa twarz Mátry

Węgierskie winiarstwo przeżywa czas wymiany pokoleniowej. Starzy odchodzą, pojawiają się młodzi, ambitni z wielkimi planami na przyszłość. Niektóre winiarnie znikają, zaś na ich miejsce pojawiają się nowe projekty wpisujące się we współczesne trendy rynkowe. Jednym z nich jest Palya Wines, absolutny debiutant z wioski Szűcsi w regionie winiarskim Mátry. Nic zresztą dziwnego, gdyż dziś jest to obszar, w którym dzieje się największy ferment, dzięki zdolnym winiarzom, stosunkowo niskim cenom gruntów oraz wyjątkowemu, wulkanicznemu terroir. Za projektem Palya Wines stoi młoda para – Balázs Palya oraz Julianna Mészáros. Pierwsze plany związane z winem pojawiły się, gdy Balázs odziedziczył po dziadku niewielką działeczkę z krzewami odmiany othello (hybryda, oficjalnie niedopuszczona do produkcji), z gron których powstały pierwsze wina. W kolejnych latach obserwował sąsiadów, pomagał im, odkładając pieniądze na początek działalności. Przełom nastąpił w 2020 roku, gdy z Julianną nabyli niemalże hektar upraw (kékfrankos oraz cabernet sauvignon) w siedlisku Tangó oraz niewielką piwniczkę, w której powstają wina. Całość upraw od początku prowadzona jest ekologicznie, zaś od kilku miesięcy przechodzi proces konwersji na potrzeby certyfikacji. W pierwszym roczniku powstało zaledwie 1100 butelek wina.

Kości zostały rzucone. (fot. własna)

Ja zaś spróbowałem dwóch z nich – Palya Rubicon 2020 oraz Palya Cabernet Sauvignon 2020. Pierwsze wino to 100% kékfrankos, który fermentował w otwartych kadziach, po czym trafił do zbiorników ze stali (2/3) oraz używanej dębowej beczki (1/3), w których dojrzewało przez pół roku. Po tym ściągnięto je, skupażowano, po czym zabutelkowano. Wino nie było filtrowane, ani klarowane. Posiada głęboką, rubinową barwę z purpurowymi refleksami. Pachnie świeżymi wiśniami, czereśniami, gumą balonową, oraz truskawką. W ustach lekko zbudowane, wytrawne, o wysokiej kwasowości, niskim alkoholu (zaledwie 11,5%) oraz delikatnych taninach. Sporo tu soczystego owocu spod znaku wiśni i czereśni, jest też trochę nut truskawki i lekka pikantność. Finisz średniodługi. Bardzo jeszcze młode, choć ze względu na delikatną strukturę polecam nie czekać z konsumpcją – nie sądzę, by się bardziej rozwinęło. Radosne, świeże wino do swobodnego popijania ciepłym, letnim wieczorem. Nic mniej, nic więcej. Ocena: *** (86/100 pkt). Cena: 6000 HUF (76 PLN). Nietanio, zwłaszcza, że w okolicy można znaleźć poważniejsze wina za podobne pieniądze, z drugiej strony rozumiem, że z czegoś trzeba wziąć środki na dalszą działalność.

Niesztampowy cabernet. (fot. własna)

Palya Cabernet Sauvignon 2020 powstał w nieco innej technologii od poprzednika. Zastosowano tu macerację karboniczną, po czym pęknięte grona wytłoczono i pozostawiono do fermentacji w otwartych kadziach. Następnie wino trafiło w równych proporcjach do stalowych zbiorników i używanej beczki, gdzie dojrzewało przez pół roku. Zostało zabutelkowane bez filtracji i klarowania. Posiada średnio głęboką, ciemnoczerwoną barwę. Pachnie wiśnią, czereśnią, żurawiną, jeżyną, ściółką leśną oraz skórą. W ustach lekko zbudowane, wytrawne, o wysokiej kwasowości, średniej taninie, niskim alkoholu (znów 11,5%!) oraz z minimalną zawartością CO2. Nieco bardziej szorstkie i ociężałe w stosunku do poprzednika, choć i tu znajdziemy sporo nut owocowoych: wiśni, czereśni, czarnej porzeczki, żurawiny i jeżyny, a także pestkową goryczkę. Finisz średniodługi. Nie jest to mój ulubiony styl cabernet sauvignon, choć wciąż pije się to lekko, łatwo i przyjemnie. Ocena: **/*** (84/100 pkt). Cena: 6000 HUF (76 PLN). Podtrzymuję uwagę co do ceny – wydaje mi się, że jest to, jak na warunki węgierskie dość wysoka cena, choć przy tak minimalnej produkcji trudno o niższą. Ja zaś z uwagą będę obserwował rozwój tego projektu, gdyż jego twórcom nie brak talentu i zaangażowania, acz przed nimi jeszcze sporo pracy, by stworzyć solidnie działające, rodzinne gospodarstwo.

 

Młodzi, zdolni, ambitni. (fot. własna)

Źródło wina: zakup własny u producenta.

Szóló Tempo 2019 – naturalnie dobry furmint

Od mojej jesiennej wizyty w winiarni Tímei i Tamása Élessów minęło już trochę czasu, dlatego też z okazji świąt postanowiłem sięgnąć po wino, którego na degustacji nie dane mi było spróbować. Szóló Tempo 2019, bo o nim będzie nieco później mowa, zaznacza w pewien sposób nową erę w historii Szóló – bowiem od tego rocznika całość produkcji stanowią właśnie wina naturalne. Świadoma, ale też odważna decyzja rodziny jest w pewien sposób zwieńczeniem drogi, która zaczęła się w momencie założenia winiarni, organicznej uprawy gron, a później eksperymentów z oszczędnym, lub zerowym dawkowaniem siarki.  Pierwsze kilka lat dało zachęcające efekty, a Szóló zyskało sobie wiernych fanów zarówno w kraju, jak i poza granicami Węgier. W Polsce ich wina są dostępne w ofercie warszawskiego importera Wine & People.

Idzie wiosna, czas na piknik. (fot. organizatora)

A jak prezentuje się Szóló Tempo 2019? Najprościej można powiedzieć – całkiem dobrze. Zebrane kiście wytłoczono wraz z szypułkami, potem wino trafiło do dębowych beczek gdzie fermentowało i dojrzewało. Posiada on jasnożółtą barwę. Pachnie zielonymi i żółtymi jabłkami, gruszką, brzoskwinią i limonką. W ustach całkowicie wytrawne, z wysoką kwasowością, średnim alkoholem, delikatnie zaznaczoną tanicznością oraz soczystą owocowością pod postacią zielonych jabłek, gruszek, brzoskwini oraz papierówki. Finisz średniodługi, z delikatną goryczką i dominantą zielonego jabłka. Smaczne, przyjemne wino naturalne, które doskonale sprawdzi się w ciepłe, wiosenne wieczory. Ocena: *** (87/100 pkt). Cena: 98 PLN. Nie jest to mało, za podobne pieniądze w regionie znajdziemy porównywalnie dobre, a pewnie też i lepsze wina, przy czym będzie to produkcja konwencjonalna, a nie naturalna.

Źródło wina: zakup własny w winiarni.