The Institute of Masters of Wine Bordeaux Tasting 2018 Vintage – wielki przegląd bordoskich klasyków

Każdy z nas ma jakieś plany, marzenia, cele. Od wielu lat jednym z moich największych marzeń – wielokrotnie spełnianym – jest podróżować, odkrywając regiony winiarskie świata i próbując win w nich powstających. Tym razem droga zawiodła mnie do miejsca, które z produkcją tego szlachetnego trunku łączy się w bardzo niewielkim stopniu, zaś bezpośrednim celem byłu udział w wyjątkowej degustacji. Powiedzieć, że było to jedno z najważniejszych wydarzeń winiarskich tego roku, to jak nic nie powiedzieć. To były wspaniałe dwie godziny spędzone z butelkami, które w wielu przypadkach mogę oglądać tylko w lodówkach specjalistycznych sklepów winiarskich.

Degustacja w historycznych wnętrzach Vintners Hall. (fot. własna)

Bordeaux. Z początku to była dla mnie trudna miłość. Dla człowieka przyzwyczajonego głównie do środkowoeuropejskich, świeżych, mocno kwasowych bieli, te długo dojrzewające, beczkowe czerwienie z poteżnymi taninami wydawały się niczym zamki nie do zdobycia. Oczywiście, Bordeaux się zmienia – coraz mocniej stawia się tam na ekspresję owocu, a styl staje się znacznie bardziej przystępny dla szerszego grona konsumentów. Jednocześnie ceny wciąż rosną, a wysupłanie kilkuset złotych za butelkę klasy Grand Cru nie stanowi problemu tylko dla grona najlepiej sytuowanych. Dlatego też niezwykle rzadko zdarza się okazja, by jednocześnie obcować z tak szerokim wyborem win zarówno z lewego, jak i prawego przegu Żyrondy.

Siedziba cechu winiarzy. (fot. własna)

Jednym z takich wyjątkowych wydarzeń jest coroczna degustacja organizowana przez The Institute of Masters of Wine w Vintners Hall w Londynie. Pomyślana głównie z myślą o przedstawicielach branży, jednakże każdy może wziąć udział. Warunkiem jest zakup biletów. Oczywiście próg wejścia nie jest mały – 120 GBP, czyli obecnie 650 PLN to kolosalna kwota, aczkolwiek patrząc na ceny degustowanych win, wydaje się ona całkowicie uzasadniona. Do degustacji przygotowano 82 wina z 10 apelacji: Barsac, Haut-Médoc, Margaux, Pauillac, Pessac-Léognan, Pomerol, Sauternes, Saint-Émilion, Saint-Julien, oraz Saint-Estèphe. Generalnie rzecz biorąc obowiązywała samoobsługa, deustacja odbywała się we własnym tempie, natomiast osobno wystawiono cztery wina klasy Premier Grand Cru Classé, polewane za okazaniem kuponu. Mnie udało się spróbować i zrobić notatki 35 win, co, biorąc pod uwagę ograniczony czas (nieco ponad 2h) uważam za całkiem dobry wynik. Poniżej prezentuje opisy i oceny najlepszych z nich.

Arcydzieło. (fot. własna)

Warto zacząć od bezsprzecznie najlepszego wina – Château Margaux 2018. To Premier Grand Cru Classé z lewego brzegu to prawdziwy klasyk. Prawie w całości powstało z cabernet sauvignon (90%), uzupełnione merlotem (4%), petit verdot (4%) i cabernet franc (2%), Posiada ono ciemnorubinową barwę. Pachnie czarną porzeczką, żurawiną, wanilią, drzewem sandałowym, skórą, świeżo mieloną kawą, żwirem oraz płatkami róży. W ustach solidnie zbudowane, o wysokiej kwasowości, sporej, acz gładkiej taninie, z nutami wiśni, czarnej porzeczki, żurawiny, drewna sandałowego, wanili, skóry, dymu, kawy i mokrego żwiru. Finisz niemalże nieskończenie długi. Arcydzieło, wino wybitne – a to dopiero początek jego drogi! Ocena: ***** (98/100 pkt).

Świetny Saint-Émilion. (fot. własna)

Niewiele ustępuje mu Château Cheval Blanc 2018, dla którego jest to jeden z ostatnich roczników w klasyfikacji Saint-Émilion – jego właściciele zdecydowali się ją opuścić, nie zgadzając się ze zmianami w kryteriach. Mamy tu kupaż merlota (54%), cabernet franc (40%) oraz cabernet sauvignon (5%). Posiada ono purpurową barwę. W nosie znajdziemy aromaty wiśni, żurawiny, suszonej śliwki, skóry, wanili oraz cedru. W ustach solidne zbudowane, z średnio-wysoką kwasowością, sporą, mięsistą taniną, nutami wiśni, czereśni, żurawiny, suszonych śliwek, dymu, kawy, wanili oraz cedru. Bardzo długi finisz. Gładkie, miękkie, acz jednocześnie niezwykle potężne – prawy brzeg w pełni majestatu. Ocena: ***** (97/100 pkt).

Kolejna legenda. (fot. własna)

Równie fantastyczne jest Château Angélus 2018. Ten legendarny blend merlota (65%) i cabernet franc (35%) podobnie do poprzednika zdecydował się opuścić najnowszą klasyfikację win z Saint-Émilion. Cechuje go purpurowa barwa. Nos częstuje intensywnym aromatem wiśni, czarnej porzeczki, skóry, wanili, cedru oraz dymu. Usta są dobrze zbudowane, z wysoką kwasowością, sporą taniną, mocno zaznaczonym alkoholem, oraz nutami wiśni, żurawiny, czerwonej papryki, pieprzu, dymu, skóry, suszonej śliwki oraz wanili. I tu finisz trwa w nieskończoność. Ocena: ***** (97/100 pkt).

Wspaniały Super Second. (fot. własna)

Niemałym, acz pozytywnym zaskoczeniem była dla mnie jakość Château Montrose 2018. Ten Super Second (tak nazywa się wina na drugim poziomie klasyfikacji Lewego Brzegu, które dorównują jakością tym z pierwszego poziomu) tworzy kupaż oparty na cabernet sauvignon (72%), z domieszką merlota (20%), cabernet franc (6%) oraz petit verdot (2%). Posiada ono purpurową barwę. W nosie dominują nuty czarnych porzeczek, jeżyn, ciemnych wiśni, cedru, skóry, kawy i tytoniu. W ustach świetnie zbudowane, z wysoką kwasowością, sporą taniną, nutami czarnych porzeczek, jeżyn, ciemnych wiśni, żurawiny, cedru, tytoniu, kawy, skóry i czarnego pieprzu. Nieskończony finisz. Jeden z moich osobistych faworytów. Ocena: ****/***** (96/100 pkt).

Niesztampowy kupaż z Saint-Émilion. (fot. własna)

Wspaniałym winem jest także Château Figeac 2018. Winiarnia od 2022 roku debiutuje na szczycie klasyfikacji Saint-Émilion, zaś rocznik 2018 powstał z merlota (37%), cabernet sauvignon (33%) oraz cabernet franc (30%). Charakteryzuje go purpurowa barwa. W nosie dominują aromaty ciemnych i czerwonych owoców: wiśni, czereśni, żurawiny, maliny, czarnej porzeczki, oprócz nich znajdziemy także wanilię, drzewo cedrowe, dym. Usta są solidnie zbudowane, z średnio-wysoką kwasowością, potężną, acz miękką, dojrzałą taniną, sporo tu owocowości spod znaku wiśni, czereśni, czarnej porzeczki, uzupełnionych papryką, czarnym pieprzem, wanilią, dymem, kawą i drzewem cedrowym. Niezwykle długi finisz. Nie bez powodu Figeac jest nazywany najbardziej „lewobrzeżnym” winem z Saint-Émilion – dominacja cabernetów jest mocno wyczuwalna. Stylistyczna perełka. Ocena: ****/***** (96/100 pkt).

Ciekawa etykieta kryje świetne wnętrze. (fot. własna)

Niespodzianką dla mnie był także Château Talbot 2018 z Saint-Julien. Wyróżniająca się etykietą butelka (rodzina Cordier obchodziła wówczas 100-lecie posiadania château), kryje kupaż cabernet sauvignon (66%), merlota (29%) i petit verdot (5%). Posiada ciemnorubinową barwę. Pachnie wanilią, cedrem, czarną porzeczką, suszoną śliwką, ciemną wiśnią, skórą i dymem. W ustach dobrze zbudowane, soczyste, ze sporą kwasowością i potężną, acz dojrzałą taniną oraz nutami jeżyn, czarnych porzeczek, żurawiny, dymu, grafitu, skóry i tytoniu. Bardzo długi finisz. Eleganckie, ułożone, acz bardzo jeszcze młode wino od wybijającej się ponad przeciętność posiadłości. Ocena: ****/***** (96/100 pkt).

Mój faworyt z Pessac-Léeognan. (fot. własna)

Kolejną pozycję na mojej liście najlepszych win zajmuje Château Smith Haut Lafitte 2018 z Pessac-Léognan. To drugi rocznik tego wina, który próbuję, a poprzedni zrobił na mnie równie duże wrażenie. Tu mamy blend złożony z cabernet sauvignon (60%), merlota (34%), cabernet franc (4%) i petit verdot (2%). Barwa klasyczna, purpurowa. Nos kusi aromatami czarnej porzeczki, cedru, mokrego żwiru, wanili, wiśni i świeżo mielonej kawy. Usta są bogate, mocno zbudowane, z wysoką kwasowością, potężną, dojrzałą taniną oraz nutami czarnej porzeczki, jeżyny, ciemnej wiśni, żurawiny, a także dymu, cedru, tytoniu i szczyptą przypraw korzennych. Bardzo  długi finisz. Świetne, mocarne wino z żwirów północnej części regionu Graves. Ocena: ****/***** (95/100 pkt).

Jedyne, niewielkie rozczarowanie. (fot. własna)

Nieco słabiej od innych Premier Grand Crus wypadł ostatni przedstawiciel tej grupy – Château Haut-Brion 2018. Podczas zeszłorocznej wizyty w winiarni miałem przyjemność próbować tylko drugiego wina, zatem z niecierpliwością przebierałem nogami na możliwość spróbowania pierwszego. I trochę się rozczarowałem, bo spodziewałem się, że dorówna ono najlepszym. Cóż – nauczka na przyszłość by tonować oczekiwania. Ten konkretny rocznik to kupaż merlota (49,4%), cabernet sauvignon (38,7%) i cabernet franc (11,9%). Posiada ciemnorubinowy kolor. Nos jest dość dyskretny, średnio-intensywny, pachnie dojrzałą wiśnią, żurawiną, czarną porzeczką, wanilią, skórą oraz dymem. W ustach wino jest dobrze zbudowane, z średnio-wysoką kwasowością, sporą, acz miękką taniną, nutami wiśni, czarnej porzeczki, jeżyny, skóry, cedru, wanili, mokrego żwiru. Finisz długi. Cóż, do pełni szczęścia brakuje intensywności, tego kopa, które miały poprzednie wina – aczkolwiek wciąż jest to cudowny bordos, z mnóstwem niuansów i głębią smaku. Ocena: ****/***** (95/100 pkt).

Doskonały Pomerol. (fot. własna)

W mojej liście wyróżnionych win nie mogło zabraknąć też Pomerolu. Domaine De L’Eglise 2018 to jedno z kilku niezwykle udanych butelek, oparte niemalże w całości na merlocie (95%) z niewielką domieszką cabernet franc (5%). Posiada ono purpurową barwę. W nosie znajdziemy ciemne wiśnie, czereśnie, maliny, śliwki, dym, cedr i wanilię. W ustach jest dobrze zbudowane, z średnio-wysoką kwasowością, dojrzałą, miękką taniną, nutami wiśni, malin, suszonych śliwek, skóry, cedru, czarnego pieprzu i dymu. Bardzo długi finisz. Dla mnie jedno z największych zaskoczeń degustacji. Ocena: **** (94/100 pkt).

Dyskusje podczas degustacji. (fot. własna)

Oczywiście lista ta jest bardzo subiektywna, i mogło się na niej znaleźć co najmniej dziesięć innych win, których moja ocena oscylowała na podobnym poziomie, jak wyżej wymienione butelki. Świetnie zaprezentowały się m.in. Château Pichon Baron, Château Pichon Longueville Comtesse de Lalande, Château Léoville Barton, Château Léoville Les Casses, Château Léoville-Poyferre, Château Hosanna, Château La Fleur Petrus, Château Trotanoy oraz Château Pape Clément. Mało uwagi poświęciłem Sauternes i Barsac, niestety, w ograniczonych warunkach czasowych trzeba dokonywać selekcji. Być może uda się ich spróbować następnym razem. Jak wspomniałem na początku – taka degustacja to dość droga zabawa, jednocześnie prawopodobnie najtańsza opcja, by spróbować tylu świetnych win w jednym miejscu i czasie. Dlatego też z czystym sercem mogę ją polecić, a przy okazji można zwiedzić piękne miasto, jakim jest Londyn.

W degustacji wziąłem udział na koszt własny.

Hárs Pince – odwiedziny w krainie Debrői Hárslevelű

Niewiele jest tak mało poznanych, a zarazem ciekawych, unikalnych win węgierskich, jak Debrői Hárslevelű. Nawet człowiek dość dobrze obeznany z winiarstwem Madziarów może mieć problemy, by określić o czym mowa i skąd ono pochodzi. Spora w tym zasługa poprzedniego systemu, który z cenionej, lokalnej specjalności stworzył produkt sprzedawany w setkach tysięcy hektolitrów na rynek sowiecki. Historia Debrői Hárslevelű (czyli hárslevelű z okolic Debrő) sięga roku 1925, gdy enolog państwowego kombinatu ze wsi Kompolt – Pál Rácz – po spróbowaniu win z okolicznych winnic, polecił obsadzenie najlepszych stanowisk krzewami hárslevelű.

Najlepszy winiarski adres w Feldebrő. (fot. własna)

Stało się ono (często wraz z domieszką kilku innych odmian – muskat ottonela, olaszrizlinga oraz gewürztraminera) podstawą półsłodkiego lub słodkiego białego wina, cieszącego się niezwykłą estymą w luksusowych hotelach i restauracjach Budapesztu. Jego renoma i jakość (co potwierdza sam twórca) spadła właśnie w okresie gospodarki planowej, gdy nie zwracano szczególnej uwagi na dojrzałość gron. Współcześnie wino to otrzymało ochronę apelacyjną, i może być zarówno wytrawne, półsłodkie, jak i słodkie. Wysokiemu poziomowi cukru sprzyja położenie – obszar produkcji – czyli miejscowości Aldebrő, Feldebrő, Tarnaszentmária, Tófalu i Verpelét, leżą na łagodnych wzgórzach (170-220 m. n. p. m.) wznoszących się nad doliną rzeki Tarna. Dzięki temu jesienią pojawia się mgła, a wraz z nią – szlachetna pleśń. Wino powstaje zatem podobną metodą, niczym tokajskie szamorodni – aczkolwiek fermentacja i dojrzewanie zazwyczaj przebiega w zbiornikach ze stali nierdzewnej.

Zbotrytyzowane grona hárslevelű. (fot. własna)

Jednym z czołowych producentów w okolicach jest założona i prowadzona przez Istvána Gecse winiarnia Hárs Pince z Feldebrő. Współczesne przedsiębiorwstwo powstało w 1995 roku, aczkolwiek rodzinne tradycje winiarskie sięgają kilku pokoleń wstecz. Uprawy zajmują 12 ha we wsi Aldebrő, na których rośnie 27 odmian, ale najważniejszą funkcję od samego początku pełni hárslevelű. W siedzibie winiarni znajdziemy także pokaźną kolekcję przyrządów służących do uprawy winorośli i produkcji wina, zebranych z różnych stron kraju. Wielkie wrażenie robią także nagrody i medale z rozlicznych konkursów winiarskich, István nie przywiązuje do nich dużej uwagi. W związku ze zbiorami był w stanie poświęcić mi kilkadziesiąt minut, w czasie których spróbowałem niewielkiego ułamka jego portfolio.

Winnice Aldebrő. (fot. własna)

Hárs Pince Olaszrizling 2021 to podstawowe, słodkie wino producenta. Posiada jasnozłotą barwę, pachnie owocami gruszki, żółtych jabłek, migdałów oraz polnych ziół. W ustach średnio zbudowane, z delikatną słodyczą, średnią kwasowością, nutami gruszek, żółtych oraz zielonych jabłek, migdałów i kwiatów akacji. Finisz średniodługi. Ocena: *** (85/100 pkt). Kolejne wino – Hárs Pince Hárslevelű 2019 jest jednym z ciekawych eksperymentów producenta. Dojrzewało pod florem, fermentacja zatrzymała się na 15% alkoholu. Mieni się złotą barwą. Nos kusi aromatami suszonej śliwki, brzoskwini, orzechów, skóry, rodzynków. W ustach solidne zbudowane, półwytrawne, z ledwo wyczuwalną słodyczą i średnią kwasowością. Sporo tu suszu owocowego (śliwki, brzoskwinie, morele), a także nut miodu, skóry, orzechów, oraz umami. Finisz długi. Ocena: ***/**** (89/100 pkt).

Świetna słodycz w nowoczesnym stylu. (fot. własna)

Hárs Pince Debrői Hárslevelű Késői Szüretelésű 2021 jest wstępem w świat tutejszych wielkich, słodkich win. Cechuje je jasnozłota barwa oraz aromaty miodu, brzoskwini, moreli, pigwy i polnych kwiatów. W ustach średnio zbudowane, słodkie (91 g/l cukru resztkowego), z średnią kwasowością, nutami moreli, brzoskwini, akacji, miodu i grzybów. Finisz długi. Ocena: *** (88/100 pkt). Hárs Pince Debrői Hárslevelű Késői Szüretelésű „Nagytestvér” 2021 to bardziej skoncentrowana, elegancka wersja wczesniejszego wina z tego samego rocznika. Kusi złotą barwą, aromatami miodu, moreli, pigwy, brzoskwini, suszu owocowego i botrytisu. W ustach dość dobrze zbudowane, z potężną słodyczą (154 g/l cukru resztkowego) oraz średnio-wysoką kwasowością. Dominują tu nuty moreli, brzoskwini, pigwy, żółtego jabłka, obok których znajdziemy także miód akacjowy oraz kwiaty lipy. Finisz długi. Ocena: **** (91/100 pkt).

Hárslevelű grzechu warte. (fot. własna)

Hárs Pince Debrői Hárslevelű Késői Szüretelésű 2019 przenosi nas dwa lata wstecz i pokazuje szlachetny wpływ czasu na ewolucję tego typu win. Posiada ono głębokozłotą barwę. Nos kusi aromatami suszonych śliwek, moreli, rodzynek, a także miodu i grzybów. W ustach dobrze zbudowane, słodkie (160 g/l cukru resztkowego), z średnio-wysoką kwasowością, nutami moreli, brzokswini, miodu, suszonych owoców, orzechów włoskich oraz kwiatów lipy. Finisz długi. Ocena: **** (92/100 pkt). Jeszcze mocniej skoncentrowane, i niezwykle esencjonalne jest Hárs Pince Debrői Hárslevelű Késői Szüretelésű 2017. To pokłosie świetnego rocznika, który w całych północnych Węgrzech pozwolił na produkcję świetnych win słodkich. Charakteryzuje go głębokozłota, wpadającą w bursztyn barwa. Pachnie miodem spadziowym, suszonymi morelami, śliwkami, rodzynkami a także botrytisem i orzechami. W ustach dobrze zbudowane, o potężnej (221 g/l cukru resztkowego) słodyczy, średnio-wysokiej kwasowości, z nutami miodu, dżemu morelowego, suszonych śliwek, brzoskwini, mirabelek, pigwy, orzechów włoskich i grzybów. Finisz długi. Ocena: **** (93/100 pkt).

Arcydzieło miejscowego winiarstwa. (fot. własna)

Jednakże najciekawsze wino zostało podane na samym końcu. Hárs Pince Debrői Hárslevelű Késői Szüretelésű „Essence” 2014 to prawdziwa esencja gron, zdobywca wielu medali na różnych konkursach winiarskich, i zdecydowanie najlepsze słodkie hárslevelű, jakie miałem przyjemność w życiu próbować. Posiada głęboką, bursztynową barwę. Nos kusi kawalkadą aromatów: kandyzowanych moreli, suszonych śliwek, miodu lipowego, orzechów, drewna sandałowego, skórki pomarańczy. W ustach sporo ciała, niezwykła ekstraktywność, oleista tekstura, gargantuiczna słodycz (254 g/l cukru resztkowego) oraz średnio-wysoka kwasowość. Znajdziemy tu nuty miodu spadziowego, kandyzowanych moreli, dżemu pomarańczowego, brzoskwini, suszonych śliwek, rodzynków, orzechów włoskich oraz miodu. Niemalże nie kończący się finisz. Arcydzieło. Ocena: ****/***** (95/100 pkt).

Kolekcja dawnych przyrządów winiarskich. (fot. własna)

Degustacja zaledwie ułamka produkcji Istvána Gecse przekonała mnie o ogromnym potencjale tutejszych słodkich win. Niestety, światowe trendy, ale też sytuacja gospodarcza nie sprzyjają słodkim winom. Troska i dbałość o zdrowie jest uzasadniona, jednocześnie stanowi ona zaledwie część prawdy – sprzedaż napojów słodzonych ma się przecież bardzo dobrze. Wina z późnych zbiorów nie cieszą się równie wielką estymą, a koszt ich wytworzenia jest znacznie wyższy – miejmy nadzieje, że tradycja, niegdyś tak mocno żywa – przetrwa kolejne stulecia. Ja zaś z pewnością wrócę do Feldebrő po więcej – w czasie zbiorów każda chwila dla winiarza jest bezcenna.

Wina Hárs Pince degustowałem dzięki uprzejmości Istvána Gecse.

Kősziklás Borászat – dwa wina od czołowego producenta z Neszmély

Leżący na północno-zachodnich zboczach pasma Gerecse region Neszmély to jedno z najmniej znanych miejsc uprawy winorośli na Węgrzech. Jednocześnie jest to miejsce niezwykle udanych, komercyjnych projektów takich jak Hilltop oraz Szöllősi, które po dziś dzień stanowią o sile węgierskiego winiarstwa. Poza nimi istnieje kilkadziesiąt winiarni, ale niewiele z nich przenika do powszechnej świadomości. Powód? Niewielka skala, oraz niezbyt wysoka (przynajmniej w oczach samych Węgrów) renoma apelacji. Wbrew pozorom, Neszmély ma do zaoferowania znacznie więcej niż reduktywne, lekkie, świeże wina białe z międzynarodowych odmian. Wielu producentów korzysta z lokanych, węgierskich odmian, uprawiając winorośl w zapierających stanowiskach.

Nowoczesna, acz nieszczególnie ciekawa siedziba winiarni. (fot. własna)

Jednym z solidniejszych jest Kősziklás Borászat – winiarnia założona w 2008 roku przez dwóch przyjaciół – Ákosa Bégera oraz Szabolcsa Emmera. Pierwszy z nich odpowiada za uprawy, drugi za produkcję wina. Do winiarni przynależy 45 hektarów winnic położonych w 10 stanowiskach. Nazwa wywodzi się od jednego z nich – Kősziklás-dűlő. Rocznie powstaje tu około 100 tysięcy butelek wina, zarówno w stylu reduktywnym, jak i oksydatywnym. Uprawiana jest szeroka paleta odmian, zarówno jasnych, jak i ciemnych: királyleányka, sauvignon blanc, rizlingszilváni, Irsai Olivér, żółty muskat, juhfark, riesling, chardonnay, furmint, hárslevelű, pinot blanc, pinot noir oraz kékfrankos. Ja zaś spróbowałem ostatnio dwóch win z bogatego asortymentu producenta.

Przestronny teras z ładnym widokiem. (fot. własna)

Kősziklas +10 gr Rajnai Rizling 2019 to dość klasyczny, półwytrawny, wręcz kabinettowy w stylu reduktywny riesling. Posiada bladozłotą barwę. Pachnie naftą, mokrą skałą, brzoskwinią, cytrusami oraz gruszką. W ustach dość dobrze zbudowane, z średnio-wysoką kwasowością, wyraźnie zaznaczoną słodyczą, wyraźnymi nutami mokrej skały, nafty, cytrusów, gruszki oraz lekką pikantnością. Finisz średniodługi. Próbowane pół roku temu sprawiło bardzo podobne, pozytywne wrażenie. Ocena: ***/**** (88/100 pkt). Cena: 2500 HUF (29,50 PLN).

Półwytrawny riesling z klasą. (fot. własna)

Kősziklás Juhfark 2020 jest winem w zupełnie innym stylu. Powstało z bardzo dojrzałych gron, dojrzewało przez 9 miesięcy w używanych, dębowych beczkach, zaś osad był od czasu do czasu mieszany (batonnage). Posiada ono jasnozłotą barwę. Nos otwiera się powoli, stopniowo pojawiają się nuty trawy, grapefruita, zielonego jabłka, gruszki, miodu i brzoskwini. W ustach wytrawne, dobrze zbudowane, z wysoką kwasowością oraz wyraźnie wyczuwalnym alkoholem. Znajdziemy tu nuty grapefruita, trawy, gruszki, polnych ziół, zielonego jabłka, słoność oraz delikatną goryczkę. Finisz średni. Ciekawe, niesztampowe wino, aczkolwiek zdecydowanie zbyt wysoko wycenione. Ocena: *** (85/100 pkt). Cena: 6000 HUF (71 PLN).

Dużo pary, mało mocy. (fot. własna)

Te dwa wina to bardzo skromny wycinek produkcji winiarni. Jednocześnie próbując kilka miesięcy temu szerszego spektrum ich win muszę stwierdzić, że póki co zdecydowane lepiej wychodzi im nowoczesny, świeży, reduktywny styl, aniżeli oksydatywny. Oczywiście to wciąż są wczesne eksperymenty, warto zatem dać im czas, by mogły rozwinąć skrzydła, niczym jastrząb z ich etykiet. Z czasem znajdą odpowiednią harmonię.

Źródło win: zakup własny u producenta.