7 rzeczy, które powinieneś wiedzieć o Somló

1. Somló, a w zasadzie Nagy-Somló, to druga najmniejsza apelacja winiarska Węgier, obejmująca swoim obszarem 557 hektarów winnic położonych na trzech wzniesieniach – Somló, Ság-hegy oraz Kissomlyó, leżących w północno-zachodniej części kraju. Apelacja przynależy do większego regionu Balatonu.

Charakterystyczny kształt góry Somló. (fot. własna)

2. Owe wzniesienia, lub też ostańce, są efektem działalności wulkanicznej, która miała miejsce około 5 milionów lat temu. Ówczas większość obecnego terytorium Węgier pokryte było tzw. Morzem Pannońskim, zaś na jego dnie miały miejsce erupcje magmy, które potem przekształciły się w bazaltowe wzniesienia. W ten sam sposób powstały również ostańce północnego brzegu Balatonu – między innymi Szent György-hegy oraz Badacsony.

Bazaltowe słupy nad winnicami. (fot. własna)

3. Historia upraw winorośli sięga czasów pierwszego króla Węgier – Świętego Stefana, który nadał te ziemie pobliskiemu opactwu benedyktyńskiemu. Po inwazji Tatarów w XIII wieku na szczycie góry wzniesiono zamek, zaś w okolicy pojawiły się możne rody, które dzierżyły tu posiadłości. Kościelna i magnacka obecność trwała tu do końca II Wojny Światowej, po której tutejsze grunty rozparcelowano pomiędzy okolicznych mieszkańców.

Winnice Somló przez stulecia związane były z Kościołem. (fot. własna)

4. Uprawia się tu głównie białe szczepy, choć w obejmującej całość regionu apelacji Nagy-Somlói dopuszczonych jest również kilka ciemnych odmian. Istnieje także ostrzejsza regulacja dlawin oznaczanych jako Somlói (bez przymiotnika Nagy): muszą one powstać z jednej z czterech dopuszczonych, głównych odmian: olaszrizling, juhfark, furmint lub hárslevelű.

Ziemia należy tu do najdroższych na Węgrzech. (fot. własna)

5. Okrętem flagowym i najbardziej znaną odmianą Somló jest niewątpliwie juhfark, który porasta tutejsze zbocza od kilkuset lat. Niegdyś niemalże wymarła, dziś rośnie na 100 hektarach, zajmując 2 miejsce w wielkości upraw po olaszrizlingu. Nazwa odmiany (tł. ogon owcy) wskazuje na kształt kiści. Dojrzewa późno, daje wina o wysokiej kwasowości, doskonale oddające wulkaniczny charakter tutejszego terroir. Wina z juhfarka mają wysoki potencjał dojrzewania, sięgający dekad. Odmianie poświęcony jest chociażby festiwal Somlói Juhfark Ünnep, odbywający się rokrocznie wczesną jesienią.

Tutejsze wina mogą dojrzewać przez dekady. (fot. własna)

6. Jako jeden z pierwszych regionów na świecie Nagy-Somló ogłosiło całkowite przejście na uprawę organiczną, acz dość szybko wycofano się z tej deklaracji. Mimo tego lokalni liderzy dążą do prowadzenia upraw w sposób ekologiczny, i procentowo jest ich najwięcej na Węgrzech.

Nie brak tu malowniczych piwniczek. (fot. własna)

7. Najważniejsi producenci regionu: Kreinbacher Birtok, Tornai Pincészet, Kolonics Pince, Somlói Apátsági Pincészet, Barcza Pincészet, Fekete Pince, Somlói Vándor Pince, Kőfejtő Pince, Spiegelberg Borpince, Barnabás Pince, Csordás-Fodor Borház, Zsirai Pincészet, Györgykovács Pincészet. Najszersza oferta win z Somló jest dostępna w sklepie internetowym Borárum prowadzonym przez Evę Cartwright, zaś w Polsce niektóre z nich znajdziemy w ofercie kilku importerów (Rafa-Wino, Winnacja, Na wino). Region warto odwiedzić przez cały rok, obecnie wiele producentów oferuje możliwość noclegu i posiłku.

Trzej muszkieterzy z Somló – udany debiut Kőfejtő Pince

Bardzo się cieszę, gdy efekty mojego winopisarstwa przekuwają się w działania importerów. Radość jest tym większa, gdy na polskie półki trafiają wina od młodego, butikowego producenta z niewielkiego regionu, jakim jest Somló. Debiutantem jest Péter Tóth i jego winiarnia Kőfejtő Pince, natomiast importerem – Rafa Wino. Ten niewielki, młody producent działa na 5 hektarach (1 hektar własnych upraw, 4 hektary dzierżawione) na zachodnich zboczach Somló w pobliżu źródła Séd, a także na wzniesieniu Ság. Nazwa winiarni  wskazuje na dawny kamieniołom, który działał w tych okolicach do początku XX wieku. Rodzina zajmuje się produkcją wina od dekad, działalność ta przyjęłą sformalizowaną formę w 2008 roku, zaś trzy lata później zabutelkowano pierwsze wina. Dziś powstaje tu kilkanaście tysięcy butelek rocznie z czterech jasnych odmian (furmint, hárslevelű, olaszrizling i juhfark), a także czerwony kupaż powstały z syrah i cabernet sauvignon. Ja spróbowałem jednoodmianowe: Furmint 2018 i Hárslevelű 2018, oraz białe Kőfejtő Cuvée 2017.

Młodziutki, lekki furmint. (fot. własna)

Na pierwszy ogień poszedł Kőfejtő Furmint 2018. Powstało z owoców upraw prowadzonych w sposób ekologiczny, bez używania pestycydów. Fermentowało i dojrzewało przez 9 miesięcy na osadzie w beczce z dębu z Zemplén. Posiada słomkową, jasną barwę. Pachnie miodem, ziołami, jabłkami, gruszkami, brzoskwiniami, suszoną śliwką, wanilią i mokrą skałą. W ustach wytrawne, z wysoką kwasowością, lekkim ciałem, niskim alkoholem (tylko 11%) – a przez to niezwykle pijalne, choć wciąż o wiele za młode. Znajdziemy tu nuty zielonych jabłek, cytrusów, brzoskwini, gruszek, suszonych śliwek oraz miodu, lekką pikantność oraz słoną nutę mineralną. Jedyne, co mu mogę zarzucić, to niezbyt długi finisz. Ocena: *** (87/100 pkt). Cena: 63,99 PLN. Dobrze zrobione, nowoczesne wino z szomlońską duszą, które potrzebuje jednak trochę czasu by osiągnąć szczyt formy. W tej cenie uczciwy zakup.

Ten kupaż potrzebuje czasu. (fot. własna)

Drugie z win – Kőfejtő Nagy-Somló Cuvée 2017 lekko mnie rozczarowało. Rozmawiałem z winiarzem i przyznał, że miewa ono w swej młodości wahania formy, co związane jest zarówno z technologią produkcji (częściowe użycie nowego dębu), transportem, jak i wpływem ciepłego rocznika. Być może teraz jest ten gorszy moment. Fermentowało i dojrzewało przez 9 miesięcy na osadzie w beczce z dębu z Zemplén. Mieni się bladosłomkową barwą. W nosie niezwykle szomlońskie, bardzo surowe, z wyraźną nutą ziół, krzemu, masła i miodu. W ustach kompletnie wytrawne, o potężnej kwasowości, pikantne, z wyraźną nutą miodu, gruszki, jabłek i mokrej skały, ale też mocno zaznaczoną, dla niektórych nawet nieprzyjemną goryczkę. Po otwarciu było nieco nieczyste, lecz po kilku godzinach wyraźnie się poprawiło. Ocena: **/*** (83/100 pkt). Cena: 59,99 PLN. To wino wybitnie potrzebuje czasu, dziś otwieranie go to po prostu marnowanie jego potencjału.

Świetne, soczyste hárslevelű! (fot. własna)

Ostatni z trójcy – Kőfejtő Hárslevelű 2018 jest winem najbardziej dojrzałym i udanym. Jak poprzednicy – fermentowało i dojrzewało w zempleńskim dębie przez 9 miesięcy. Charakteryzuje je średniogłęboka, jasnozłota barwa. W nosie znajdziemy aromaty miodu, pigwy, mirabelki, mandarynki, a także mokrą skałę. W ustach całkowicie wytrawne, o świetnej kwasowości, soczystej owcowości spod znaku mandarynek, pomarańczy, pigwy, brzoskwini, mirabelek, delikatnej nuty waniliowej oraz krzemowej mineralności.  Średniodługi finisz z wyraźnie cytrusowym charakterem. Ocena: ***/**** (89/100 pkt). Cena: 63,99 PLN. Na dziś jest to najlepszy wybór z całej trójki i jego jakość w pełni uzasadnia wycenę.

Trzej szomlońscy muszkieterzy. (fot. własna)

Jakie Somló jest, każdy widzi – jest po prostu kapryśne. Nie wynagradza niecierpliwości, wymaga skupienia, czasu i otwartości. To wciąż mikroprodukcja, wytwór dzieła prawdziwych rzemieślników, którzy dbają o swe otoczenie, i dzień po dniu starają się tworzyć lepsze wina. Dlatego też warto za nie płacić więcej, by były u nas dostępne.

Wina otrzymałem do degustacji od producenta. W Polsce dostępne są w ofercie Rafa-Wino.

Tokaj Macik Winery – dwa wina, dwa style ze słowackiej strony Tokaju

W tym roku z wielu przyczyn (nie tylko epidemiologicznych) nie miałem szansy wybrać się na dłuższe wyprawy. Oczywiście brakowało mi podróży, dlatego gdy tylko ponownie otwarto granice, udałem się na weekend do Tokaju, przy okazji zahaczając o jego słowacką część. Krótka, bo zaledwie dwugodzinna wizyta we wsi Malá Tŕňa nie wystarczyła, by mocniej zgłębić się w realia regionu, pozostało mi nabyć kilka butelek, z których dwie stały się wdzięcznym tematem tego wpisu. Ich producentem jest Tokaj Macik Winery, założona w 1995 roku winiarnia, do której przynależy 45 hektarów upraw w regionach Tokajská i Východoslovenská. Powstają tu wina w różnorodnym stylu, od lekkich bieli, przez tradycyjne tokajskie słodycze, po czerwienie i wina musujące. Oprócz nich można tu dostać miód oraz kraftowe piwo.

Tokaj Macik Winery – słowacka strona Tokaju (fot. własna)

Tokaj Macik Roňava 2016 to kupaż furminta i hárslevelű (znanego tu jako lipovina), które fermentowało i dojrzewało przez dwa lata na osadzie w stalowych tankach, z dodatkiem dębowych desek. Posiada jasnozłotą barwę, w nosie wyczuwalne są aromaty lipy, polnych kwiatów,  brzoskwini, mirabelki, migdałów i wanilii. W ustach soczyste, z wyraźnymi nutami żółtych owoców: gruszki, jabłka, pigwy, mirabelek, a także miodu, migdałów, oparte na świetnej kwasowości i słonej mineralności. Finisz długi, ziołowo-cytrusowy. Niezwykle udane wino, oddające charakter wulkanicznego terroir. Ocena: *** (87/100 pkt). Cena: 12,50 EUR (56 PLN).

Smaczna, wytrawna biel. (fot. własna)

Tokaj Macik Tokajské Samorodné Sladké 2011 to klasyczna, lekko utleniona słodycz, która powstała z trzech miejscowcych odmian: furminta, hárslevelű i żółtego muskatu. Charakteryzuje je głęboka złota barwa z bursztynowymi refleksami, nieco stłumione aromaty: miodu, moreli, brzoskwini, przypraw korzennych i suszonych śliwek. W ustach nieprzesadnie słodkie (49 g/l cukru resztkowego), z przyzwoitą kwasowością (7 g/l), nutami miodu, brzoskwini, moreli, tartego jabłka, oraz imbiru. Wyraźnie wyczuwalny alkohol (13%) nie pomaga w odbiorze wina. Brak mu większej kompleksowości, mam wrażenie, że zbyt dużo czasu spędziło w beczce. Wszystko wieńczy niezbyt długi finisz z lekką nutą miodu. Jak na szamorodni, nie sprawia ono większego wrażenia. Ocena: *** (85/100 pkt). Cena: 14,80 EUR (66,50 PLN).

Samorodné bez błysku. (fot. własna)

Muszę przyznać, że wytrawne wino zrobiło na mnie większe wrażenie, ze względu na lżejszy, ciekawszy, świeższy styl, w którym powstało. Użyte tu drewno nie zasłoniło czystego charakteru owoców, dodając mu nieco powagi i ramy. Słodycz natomiast, prawdopodobnie skrojona pod słowackiego konsumenta wydaje mi się jakby wyjęta z poprzedniej epoki, uwydatniając utlenienie, zamiast dojrzałych owoców, które tak sobię cenię w nowoczesnych, słodkich szamorodnich. I jedno i drugie z pewnością znajdzie swoich amatorów.

Źródło wina: zakup własny w winiarni Tokaj Macik Winery.