Borjour Magnum – największa otwarta degustacja Węgier

Węgry to kraj imprez winiarskich. W każdym miesiącu jest co najmniej kilkanaście (jeśli nie kilkadziesiąt) degustacji, prezentacji, festiwali, które mają na celu popularyzację spożycia wina. Wciąż niewiele jest jednak wydarzeń, które byłyby wstanie zgromadzić producentów z niemalże wszystkich regionów winiarskich kraju, prezentujących maksymalnie szeroką paletę win. Jedną z nich jest Borjour Magnum, organizowany rokrocznie przez dziennikarza radiowego Sebestyéna Nagya. Jest to największa pod względem liczby producentów (około 220) i prezentowanych win (ponad 1000) otwarta degustacja Węgier. Imponująca jest także liczba gości – jednodniowa impreza przyciąga każdego roku około 3000 odwiedzających. Co istotne – kupując bilet wstępu można spróbować każdego prezentowanego wina, a jego cena w przedsprzedaży – 7000 HUF (95 PLN) – jest moim zdaniem więcej, niż uczciwa. Ja skorzystałem z opcji wcześniejszego wstępu, za który musiałem dopłacić dodatkowe pieniądze, jednak dzięki temu zyskałem 2 godziny degustacji w komfortowych warunkach.

W oczekiwaniu na tłumy… (fot. własna)

 

Imprezę od kilku lat gości centrum wystawiennicze Millenaris, którego obszerne wnętrza bez problemu pomieściły wszystkich odwiedzających. Widać też roztropność organizatorów, którzy świadomie ograniczyli liczbę wejściówek, by móc degustować w jak najlepszych warunkach. Oczywiście nie odbyło się bez wpadek, gdyż wystawcom nie zapewniono należytej ilości wody, na niektórych stanowiskach brakowało zaś spluwaczek, co kończyło się czasem kilkunastometrowym spacerem do kolejnego stanowiska. Podczas 8 godzin degustacji spróbowałem 103 win od 43 producentów, zarówno z Węgier, jak i innych krajów (głównie Austrii, Włoch i Hiszpanii), z których kilka szczególnie zapadło mi w pamięć.

Burgendlandska klasyka. (fot. własna)

 

Bardzo solidnie zaprezentowały się winiarnianie z Burgenlandu – Weingut Umathum oraz Weingut Krutzler. Spośród białych win wyróżnić muszę Umathum Königlischer Wein 2016, powstałe z hárslevelű – o wyraźnych aromatach białych brzoskwini, moreli, miodu i wanilii, z kremową teksturą, solidną kwasowością, soczystą owocowością oraz delikatną nutą mineralną (ocena: ***/****). Pierwsza z dwóch ciekawych czerwieni – Umathum Kirschgarten Blaufränkisch 2015 czaruje nosem bogatym w aromaty dojrzałych wiśni, czereśni, czekolady i wanilii oraz krągłym, średnio-zbudowanym ciałem opartym na solidnej kwasowości, średnich taninach, z nutami przypraw do piernika i wiśniową owocowością (ocena: ****). Druga zaś, pochodząca z południowego zakątka regionu Krutzler Alter Weingarten 2014 jest kupażem powstałym z blaufränkischa i zweigelta, o podobnej aromatyce (wiśnia, czereśnia, tytoń oraz czekolada), mamy tu jednak więcej ciała, poważniejsze taniny, ostrzejszą kwasowość, nuty czarnej porzeczki i dojrzałych wiśni, a także mocno zaznaczoną mineralność (ocena: ****).

Że co? Różowe wino pomarańczowe? (fot. własna)

 

Jak zwykle świetne oblicze pokazały wina tokajskie, w szczególności te od Pajzos Tokaj i Demetervin. Pajzos-Tokaj, który wydaje mi się dość mocno niedoceniany w naszych stronach w zasadzie rozbił bank – każda zaprezentowana butelka trzymała wysoki poziom. Najlepiej wspominam wytrawny Pajzos Furmint 2016, o soczystych nutach brzoskwini i moreli, ze żwawą kwasowością, słoną mineralnością i lekkim cukrze resztkowym (ocena: ****), oraz słodkie Pajzos 5 puttonyos Tokaji Aszú 2013, które kusi szczodrą słodyczą spod znaku pigwy, moreli, brzoskwini i bzu, kremowym ciałem, doskonale uzupełnionym przez potężną, cytrusową kwasowość (ocena: ****/*****). Solidnie prezentuje się także Demetervin Furmint 2017, który wręcz iskrzy od skalnej mineralności, dużo w nim soczystej owocowości (gruszka, brzoskwinia), bogaty jest też w nuty dymne, krzemionki i białego pieprzu, a wszystko spina świetna kwasowość (ocena: ***/****). Blisko absolutu jest natomiast Demetervin 6 puttonyos Tokaji Aszú 2013, nieskończenie długi i wielowarstwowy nektar powstały z gron furminta oraz hárslevelű, bogaty w aromaty pigwy, moreli, brzoskwini, miodu i wanili, o obezwładniajacej wręcz słodyczy, solidnej kwasowości, a także lekko zaznaczonej, acz wyczuwalnej nucie mineralnej (ocena: ****/*****).

Solidne wino z Mátry. (fot. własna)

 

Ciekawe wina powstają także w położonym na północy Węgier regionie Mátra. W oko wpadły mi dwie biele od Kereskes Szőlőbirtok és Pincészet, małego (zaledwie 4,4 ha) producenta z Gyöngyöstarján. Pierwsza z nich – Kerekes Paradés 2016 to kupaż powstały z gron odmian müller-thurgau i grüner veltliner o wyraźnych aromatach ziołowych,  gruszki i zielonego jabłka, z lekko zaznaczoną nutą mineralną, średnią kwasowością oraz pieprzną pikantnością (ocena: ***). Druga – Kerekes Hárslevelű 2016 kusi bogactwem nut owocowych: brzoskwini, moreli, pigwy, dalej pojawia się miód, propolis, sporo tu kwasowości, swą obecność zaznacza także słona mineralność (ocena: ***/****).

Świetny olaszrizling z północnego brzegu Balatonu. (fot. własna)

 

Bardzo solidną reprezentację wystawili także producenci z północnego brzegu Balatonu. Pántlika Botrytis Sárgamuskotály 2016 to wino powstałe w części ze zbotrytyzowanych gron, z wyraźnymi aromatami pigwy, moreli, brzoskwini, miodu oraz kwiatów lipy, z mocno zaznaczoną, acz nie przesadzoną słodyczą (49,5 g/l cukru resztkowego), lekką tanicznością, średnią kwasowością i lekką nutą mineralną (ocena: ***/****). Káli Kövek Töltés-dűlő Olaszrizling 2017 doskonale oddaje charakter odmiany – mamy tu wyraźne nuty migdałów, polnych ziół,  zielonego jabłka oraz gruszki, wsparte solidną kwasowością, lekką pikantnością i delikatną goryczką (ocena: ***/****). Moim osobistym faworytem znad Balatonu, a dokładniej z Badacsony jest jednak Csendes-dűlő Kéknyelű 2015, o bardzo dyskretnej aromatyce spod znaku polnych ziół, cytrusów, miodu, oparte na słonej mineralności i potężnej, limonkowej kwasowości, z długim, migdałowym finiszem (ocena: ****).

Tamás Kis – czołowy producent z Somló. (fot. własna)

 

Świetne wina przywiezli winiarze z Somló. Somlói Vándor Borszörcsök-Somlószőllős Juhfark 2017, którego próbowałem jesienią zeszłego roku jeszcze się rozwinął – mamy tu kremowość, sporo ciała, delikatne nuty brzoskwini i cytrusów, a także rasową kwasowość oraz słoną mineralność (ocena: ****). Wielkim winem jest także Kőfejtő Cuvée 2016, kupaż furminta i hárslevelű z zachodnich stoków Somló. Jego charakter zdominowany jest przez słoną mineralność oraz potężną, cytrusową kwasowość, które doskonale równoważy kremowe ciało i delikatna owocowość spod znaku brzoskwini. Na finiszu pojawiają się także nuty dymne i białego pieprzu, podkreślające jego wulkaniczny, mineralny charakter (ocena: ****).

Intrygująca czerwień z Szekszárdu. (fot. własna)

 

Jako ostatnie na szczególne wyróżnienie zasługują dwie czerwienie. Pierwsza z nich to Fekete Cabernet Franc Válogatás 2015 z Szekszárdu. Mamy tu bogaty bukiet z aromatami owoców leśnych, czarnych porzeczek, śliwek, jest też wyraźna nuta ziemista, łagodne taniny oraz średnia kwasowość, a wszystko wieńczy długi finisz z dominującą nutą jeżyn (ocena: ***/****). Druga – Pfneiszl Távoli-világ 2015 to kupaż powstały z pięciu światowych odmian (syrah, carménère, malbec, zinfandel oraz sangiovese). Dominują tu nuty owocowe pod postacią dojrzałych wiśni, czereśni, malin, znajdziemy też lekką pikantność, średnią kwasowość, łagodne taniny, złożoność, dalej zaznacza się beczka pod postacią skóry oraz wanili, a na finiszu swą obecność zaznacza soczysta wiśnia (ocena: ***/****).

Cały świat w jednym miejscu – w Sopronie. (fot. własna)

 

Jeśli chcecie poznać jak największe spektrum węgierskich win, to Borjour Magnum jest imprezą zdecydowanie dla was. Swoje produkty rokrocznie prezentuje ponad 220 miejscowych winiarzy, wspartych solidną reprezentacją z innych krajów. Ceny biletów są na przyzwoitym poziomie, publika ograniczona limitem, dzięki czemu można degustować w miarę normalnych warunkach, choć można by wskazać pewne niedociągnięcia ze strony organizatorów, które jednak nie przesłaniają pozytywnej oceny imprezy. Wysoki poziom prezentują też punkty gastronomiczne, których produkty doskonale komponują się z prezentowanymi winami. Ja pojawiłem się tu pierwszy raz i z niecierpliwością czekam na kolejną edycję.

W degustacji Borjour Magnum brałem udział na koszt własny.

 

10. Furmint Február Nagykóstoló – jubileuszowa, wielka degustacja furmintów

Dziesięć lat minęło od pierwszej, wielkiej degustacji furmintów, która zapoczątkowała cykl wydarzeń, zwanych Furmint Február, mających za celu popularyzację tej odmiany, zwłaszcza w wytrawnym wydaniu na Węgrzech, a w późniejszym okresie czasu także na całym świecie. Również dziś ta impreza jednym z centralnych punktów winiarskiego życia w Budapeszcie, gromadząc ponad 100 producentów, kilkaset win i kilka tysięcy odwiedzających. Organizator – Dániel Kézdy jak co roku przeprowadza wstępną selekcję, zapraszając przedstawicieli wybranych winiarni, gdyż chętnych jest więcej, niż dostępnych miejsc. Nie mogło zabraknąć i mnie, a sporód ponad 80 zdegustowanych win wybrałem 5, które najbardziej przypadły mi do gustu.

Historia lubi się powtarzać… (fot. własna)

 

Pierwsze z nich, Tokaj Nobilis Barakonyi Furmint 2017 było dla mnie chyba jedną z największych niespodzianek całej imprezy. Posiada jasnozłotą barwę, w nosie wyczuwalne są bogate aromaty owocowe: brzoskwinii, moreli, polnych kwiatów i szczypta wanilii, która zdradza wpływ beczki. W ustach soczysta owocowość pod postacią brzoskwinii, moreli i gruszki, wsparte solidną kwasowością, podbite szczyptą słonej mineralności, dalej pojawiają się nuty polnych ziół, gałki muszkatołowej, a wszystko zaokrąglone jest delikatnym cukrem resztkowym. Daje pojęcie o potencjale wielkiego rocznika (ocena: ****).

Prawdziwa dama Tokaju (fot. własna)

 

Następne wino, pochodzące z austriackiego Burgenlandu Heidi Schröck Ruster Ausbruch 2014 to słodki kupaż powstały z gron furminta i sauvignon blanc (w proporcji pół na pół). Zdobi go złota szata, w nosie dominują aromaty moreli, brzoskwinii, pigwy, miodu, zdradzające potężny wpływ botrytisu. W ustach bogate, krągłe z nutami miodu, moreli, brzoskwinii, propolisu, polnych ziół, o potężnej słodyczy (ponad 200 g/l) i cytrusowej kwasowości (10 g/l), z wielowarstwową strukturą oraz długim finiszem. Eleganckie, świetnie wykonane i, co nie podobne do innych znanych mi ausbruchów – posiada świętną kwasowość, dzięki czemu jest świetnie zrównoważone, jak na tak słodkie wino (ocena: ****).

Gości nie brakowało… (fot. własna)

 

Árvay Pecsár Furmint 2015 prezentuje zupełnie odmienny charakter. Posiada jasnozłotą barwę, w nosie wyczuwalne są nuty krzemienia, mokrej skały, prażonych orzechów, białego pieprzu i wanilii. W ustach surowe, z dominującą słoną mineralnością, pieprznością, wyraźnie zaznaczonymi taninami, sporo tu kwasowości i praktycznie brak jakiejkolwiek owocowości i słodyczy. Nie jest łatwy w odbiorze, potrzebuje ciszy, spokoju i odpowiedniej temperatury, ale odwdzięcza się charakterem, jaki znajdziecie u niewielu tokajskich furmintów (ocena: ***/****).

László Szilágyi z wspaniałym furmintem (fot. własna)

 

Kolejne wino – Gizella Furmint 2017 to absolutne przeciwieństwo poprzednika. Jest to nowoczesny, owocowy furmint, który korzysta z dobrodziejstw świetnego rocznika. Barwa jasnozielona, w nosie mamy wyraźne aromaty dojrzałej brzoskwini, moreli, gruszki, polne kwiaty i trochę mineralności. W ustach dominują nuty brzoskwini, gruszki, zielonego jabłka, jest tu solidna dawka cytrusowej kwasowości, a także słonej mineralności, a wszystko zaokrąglone jest kilkoma gramami cukru resztkowego. Długi finisz z nutami gruszek i brzoskwini. Takie wino chciałbym pić każdego dnia (ocena: ****).

Zniknęło w oka mngnieniu… (fot. własna)

 

Jako ostatnie wybrałem słodkie wino, pochodzące – jakżeby inaczej – z Tokaju. Orosz Gábor 6 puttonyos Tokaji Aszú 2007. Zdradzająca upływ czasu głęboka, bursztynowa barwa, w nosie dominują nuty karmelu, miodu, suszonych owoców, szarlotki, moreli oraz orzechów. W ustach mamy więcej świeżości i owocowości pod postacią moreli, mirabelek, kandyzowanej pomarańczy, a także śliwek i pigwy, sporo tu ciała, słodycz jest wyraźna (212 g/l), ale dobrze zintegrowana, dobrze uzupełniana przez świeżą, cytrusową kwasowość (8,5 g/). Niezwykle udany kupaż furminta i hárslevelű z stanowisk pierwszej klasy z Mád. Na wielkie okazje (ocena: ****).

Samuel Tinon też przywiózł świetne wina (fot. własna)

 

I choć nie trafiłem na wino, które by mnie kompletnie oczarowało i zachwyciło, to muszę zauważyć rosnący poziom u małych, rodzinnych winiarni, których sporo przybyło w ostatnich kilku latach. Oprócz znanych nam winiarzy z Mád coraz śmielej poczynają sobie producenci z Tarcal, Tállya, czy chociażby z Szerencs. Poza tokajskim regionem winiarskim mocno zaznacza swoją obecność Somló, pojawiają się też perełki z Mátry, a nawet z leżącego na południu kraju Pécs. Ciekawe furminty znajdziemy także w graniczącymi z Węgrami regionami Austrii (Burgenland), Słowenii (Štajerska) oraz Słowacji (Pohronie). Warto je obserwować, gdyż poziomem nie odstają od swoich węgierskich imienników. Co do samej samej degustacji – świetnie zorganizowana, solidni wystawcy, piękne wnętrza – nic, tylko chwalić.

 

Degustowałem na zaproszenie organizatora imprezy – Dániela Kézdyego.

Budapest Borfesztivál – festiwal straconej szansy

Lubię festiwale winiarskie. Od wczesnej wiosny, aż pod sam koniec jesieni wyznaczają niejako okres, kiedy chce się wyjść z domu i spotkać ze znajomymi przy kieliszku wina. Najlepiej pod gołym niebem, w otoczeniu innych, zafascynowanych tym napojem ludzi. Festiwale są prawdziwym świętem wina, imprezami, które aktywnie promują kulturę winiarską oraz egalitaryzm – wino powinno być dostępne dla przeciętnego Kowalskiego.

Wyjątkowa sceneria. (fot. własna)

 

W tym celu przed ponad ćwierćwieczem powstał Budapesztański Festiwal Wina. Impreza z roku na rok zyskiwała na renomie, w pewnym momencie przeniesiono ją na Zamek Królewski w Budzie, ustawiono bramy i zaczęto pobierać opłaty. Nie byłoby w tym nic dziwnego – organizacja kosztuje, ochrona kosztuje, a i miejscowych pijaczków też trzeba jakość odseparować. Argumenty zupełnie zrozumiałe. Jednak w pogoni za zyskami organizatorzy zaczęli podnosić ceny biletów, oraz opłaty za stoiska. Choć strategia ta przez kilka lat przynosiła im solidne zyski, to w pewnym momencie osiągnięto szklany sufit. Liczba gości przestała rosnąć (a wręcz zmniejszyła się), wraz z nim spadła chęć do wystawiania się przez winnice. W porównaniu z moją ostatnią wizytą na tej imprezie (3 lata temu) zauważyłem drastyczny spadek liczby gości, oraz zdecydowanie mniejszą liczbę stoisk. Nic dziwnego – nieoficjalnie słyszałem, że koszt wystawienia wynosi około 500 000 HUF (ponad 6 600 PLN), i jest to suma, której nie sposób odzyskać. W tym momencie obecność na takiej imprezie nie ma biznesowego znaczenia, jest jedynie sprawą prestiżu – na który zazwyczaj mogą sobie pozwolić tylko najwięksi producenci.

Tłumów nie widać. (fot. własna)

 

Tu dochodzimy do kolejnego problemu – jeśli tylko najwięksi i najbogatsi mogą się wystawiać, to w zasadzie trafimy na wina, które w większości znajdują się na supermarketowych półkach. Dla prawdziwych winofanów, głodnych nowych wyzwań, ciekawych smaków jest to po prostu strata czasu. Owszem, można znaleźć kilka wyjątków, ale ogólnie więcej tu komercji, aniżeli rzadkich, butikowych win. Mimo wszystko, pośród ponad dwudziestu próbek udało mi się znaleźć kilka ciekawych butelek od małych producentów.

Z czasem liczba odwiedzających rosła, choć wciąż mogło być ich więcej. (fot. własna)

 

Balassa Szamorodni 2013 to słodkie wino ze świetnego rocznika. Kusi głęboką, złotą barwą, w nosie dominują aromaty moreli, pigwy, brzoskwinii i miodu, w ustach zaś na pierwszym planie pojawia się spora słodycz, którą idealnie równoważy świetna kwasowość. Sporo tu czystego owocu (nuty moreli i pigwy), wino jest krągłe, oleiste, z długim finiszem (ocena: ****/*****). Koncentracją i jakością bije na głowę wiele poważnych aszú.

Wyśmienity szamorodni. (fot. własna)

 

Gál Késői Szüretelésű Rajnai Rizling 2017 to drugi z moich osobistych wyborów. Podczas mojej niedawnej wizyty w winiarni jeszcze nie był dostępny, na potrzeby festiwalu zabutelkowano jednak kilkanaście butelek. Posiada jasnozłotą barwę, w nosie wyczuwalne są aromaty miodu, brzoskwinii, moreli oraz polnych ziół. W ustach sporo przyjemnego owocu (grapefruit, cytrusy, później gruszka), świetny balans pomiędzy soldiną dawką słodyczy (84 g/l), a świeżą kwasowością (7,5 g/l), mamy tu także nuty polnych kwiatów, mięty, oraz średniodługi finisz. Jeszcze bardzo młode, potrzebuje co najmniej kilku-kilkunastu miesięcy w butelce, by pokazać swój potencjał (ocena: ***/****).

Wspaniałe wino z świetnego rocznika. (fot. własna)

 

Trzecim, i ostatnim z win, które zapadło mi w pamięć był Gizella Szíl-völgy 2017. O ile wcześniejszy rocznik mnie nie zachwycił, to o zeszłorocznym mogę mówić tylko w samych superlatywach. Barwa jasnozielona, w nosie na pierwszym planie cytrusy i polne zioła, dopiero po chwili pojawia się nuta brzoskwini oraz moreli. W ustach sporo soczystego owocu, nuty brzoskwini, gruszki i moreli, delikatnie zaznacza się także beczka, jest tu trochę wanilii, mamy też słoną mineralność, średnią kwasowość, a na finiszu pojawia się zielone jabłko. Wino jest bardzo dobrze ułożone, wielowarstwowe i choć młode – jest już gotowe do picia (ocena: ****)

Organizatorzy okazują przywiązanie do miasta. (fot. własna)

 

Poza tymi butelkami trafiłem na całą masę przyzwoitych, jak również przeciętnych miejscowych win, które z pewnością nie świadczą źle o miejscowym winiarstwie. W to ciepłe, piątkowe popołudnie sprawiały sporo przyjemności. Szkoda tylko, że jest to wycinek rynku, wycinek, któremu daleko do reprezentatywności, bo w gruncie rzeczy prezentuje tylko komercyjne projekty, które stać na spory wydatek, związany z udziałem w imprezie. Co do odwiedzających – oprócz tego, że zmniejszyła się liczba gości, zmienił się także ich skład – obecnie można zauważyć, że sporą część publiki stanowią zagraniczni turyści. Ich stać, by wydać kilkanaście, czy kilkadziesiąt tysięcy forintów na kilka win i przękąsek. Węgier dwa razy się zastanowi i pewnie pójdzie do winebaru – bo i lepsza selekcja, a i ceny niższe. Quo vadis, budapesztański festiwalu wina?

W festiwalu wziąłem udział na koszt własny.