Levente Szőlőbirtok és Pince – z wizytą w piwnicy wikinga z Mátry

Od dawna chciałem odwiedzić Mátrę. Ten drugi pod względem nasadzeń upraw region Węgier oferuje niezwykle bogactwo stylów i smaków w szerokiej skali jakościowej. Znajdziemy tu zarówno proste, aromatyczne biele, jak i poważne, mocarne czerwienie. Ze względu na charakter zdecydowanie więcej jednak tych pierwszych, które w sporej ilości trafiają na supermarketowe półki. Te – z wiadomych względów nieco mniej mnie interesują. Dlatego też gdy nadarzyła się okazja, z rodziną odwiedziłem miejscowość Abasár, a w niej piwnicę Levente Majora, wikinga z Mátry, który w cywilu, poza robieniem wina piastuje funkcję dyrektora miejscowej szkoły, a stylem bycia i wyglądem przypomina prawdziwego rockera. O jego winiarni – Levente Szőlőbirtok és Pince pisałem już przy okazji jednego z degustowanych win, w skrócie więc przypomnę najważniejsze fakty – pierwszą parcelę Levente zakupił w 2004 roku, zaś od 2016 roku całość upraw (3 ha) prowadzona jest organicznie.

Groźna twarz wikinga z Mátry. (fot. własna)

Z Levente spotkałem się pod jego piwnicą w centrum Abasár. Uśmiechnięty, pogodny olbrzym z długimi włosami i pokaźną brodą zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Zamieniliśmy kilka zdań, po czym zeszliśmy w dół, by spróbować skarbów z jego kolekcji. Ma on bardzo jasną i klarowną filozofię produkcji – jak najmniej interwencji, zero siarki, długie dojrzewanie w beczkach, często z użyciem osadu i powolne wprowadzanie win na rynek. Nie musi się specjalnie martwić o rynek zbytu, większość butelek trafia na eksport do Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i innych krajów Zachodniej Europy, a także do czołowych miejscowych restauracji. Dalekosiężnym celem jest wprowadzenie win do karty najlepszej restauracji świata – Nomy.

Próbujemy win prosto z beczki. (fot. własna)

Degustację zaczęliśmy od Levente Pét-Nat 2019. Powstał on z owoców różnych odmian winogron, zebranych i fermentowanych razem. Maceracja trwała tydzień, zaś zabutelkowano go z 11 g/l cukru. W efekcie otrzymujemy musiaka o mętnej, bursztynowej barwie, aromatach gruszek, żółtych jabłek, pigwy i chryzantem. W ustach wytrawne, o wyraźnej kwasowości, delikatnym musie i nutach soczystych żółtych jabłek i gruszek. Nieskomplikowane, ale za to niezwykle smaczne! Ocena: *** (87/100 pkt). Drugie z win – Levente Olaszrizling 2017 to jedyne wino z tej odmiany z tego rocznika, gdyż zbiory nie dopisały. Posiada ono jasnozłotą barwę, w nosie jeszcze dość zamknięte, z czasem otwiera się i pokazuje piękne aromaty polnych kwiatów, ziół, gruszkek, jabłek oraz cytrusów. W ustach półwytrawne (15 g/l cukru resztkowego), ze sporym ciałem, nutami żółtych jabłek, kwiatów, gruszek, ziół i sporą kwasowością. Krągłe, eleganckie, z dużym potencjałem. Ocena: ***/**** (88/100 pkt).

Upcycling. (fot. własna)

Następnie miałem przyjemność skosztować Levente Olaszrizling Batonnage Saár 2016. To jedno z ostatnich win z tego rocznika w piwnicy, większość trafiła już do odbiorców, w dużej części za granicę Węgier. Jest to także ostatnie wino producenta, które powstało z dodaniem siarki. Mamy tu złotą barwę, aromaty rumianku, brzoskwini, gruszki, tymianku oraz miodu. W ustach soczyste, o świetnej kwasowości, słodkich nutach brzoskwini i żółtych jabłek, a także polnych kwiatów, ziół i kremowej teksturze. Skoncentrowane, złożone, świetne. Ocena: **** (90/100 pkt). Po nim nadeszła kolejn na dwie próbki olaszrizlinga z różnych beczek z 2018 roku. Pierwsza z nich Levente Olaszrizling 2018 – to klasyczne białe wino, o bladozłotej barwie, aromatach chryzantem, tymianku, goździków i cytrusów.  W ustach jest ono ekstraktywne, bogate, z nutami cytrusów, polnych kwiatów, gruszek oraz przypraw korzennych, o świetnej kwasowości, kremowej teksturze i długim finiszu. Świetne, choć to wciąż niemowlak. Ocena: **** (91/100 pkt).

Widok na góry Mátra. (fot. własna)

Drugi przedstawiciel rocznika 2018 – Levente Olaszrizling 2018 (6 tygodni maceracji) posiada złotą barwę, jeszcze fermentuje (sic!), charakteryzuje się aromatami chryzantem, gruszek, cytrusów i miodu. W ustach wyraźna słodycz, nuty cytrusów, moreli, miodu, brzoskwini, niesamowicie soczyste i pijalne,  ale jednak to nie jest gotowe wino. W takim stanie nie wypada go jeszcze oceniać, choć widzę przed nim świetlaną przyszłość. Jako ostatnia w kieliszku pojawiła się czerwień – Levente Kékfrankos 2016. Posiada ona purpurową barwę, w nosie zaś dominują nuty wiśni, czereśni, czerwonych śliwek, przypraw korzennych oraz wanilii. W ustach mamy świetną kwasowość, pulsującą wręcz owocowość spod znaku wiśni, czereśni, śliwek, a także ziemistość, lekką pikantność i sporo ciała. Najlepsze wino całego wieczoru! Ocena: **** (92/100 pkt).

Winnice na górze Saár. (fot. własna)

Kilka dni po mojej wizycie u Levente okazało się, że już wkrótce (być może jeszcze przed końcem roku) jego wina pojawią się w ofercie polskiego importera. To bardzo dobra wiadomość, gdyż dobrych win z Mátry u nas nie za wiele, a dobrych naturalnych win z tej części kraju nie ma jeszcze w ogóle. Warto ich spróbować, bo pokazują, że nie trzeba wielkich nakładów, kosmicznej technologii, ani świetnego marketingu, by stworzyć coś niesamowicie smacznego i tak bliskiego naturze.

W winiarni Levente Szőlőbirtok és Pince degustowałem na zaproszenie Levente Majora. Do Abasár podróżowałem na koszt własny.

Somlói Vándor Pince – esencja wulkanu w krystalicznie czystym wydaniu

Dwa lata przerwy to stanowczo zbyt długi czas rozłąki z Somló. Niestety przez splot różnych okoliczności w ubiegłym roku nie udało mi się tam trafić, dlatego gdy pod koniec sierpnia nadarzyła się stosowna okazja, postanowiłem nadrobić to z nawiązką. I choć moja tegoroczna wizyta trwała zaledwie niecały dzień, to obfitowała w świetne wina i ludzi, dla których z pewnością już niedługo tam wrócę. Pierwszym i głównym punktem odwiedzin była winiarnia Tamása Kisa, czyli Somlói Vándor Pince. Szomlońskiego wędrowcy niespecjalne trzeba na łamach tego bloga przedstawiać, gdyż już nie raz pisałem zarówno o samym gospodarstwie, jak i jego właścicielu. Uprawy zajmują tu 4 hektary w 9 parcelach, a w ich skład wchodzą główne miejscowe odmiany: juhfark, olaszrizling, hárslevelű, furmint, gewürztraminer oraz kabar. Od 2018 roku winnice są prowadzone w sposób organiczny, co potwierdzają oficjalne certyfikaty. Tamás zaprezentował 8 win ze swego portfolio.

Jeden z najlepszych adresów na Somló. (fot. własna)

Degustację zaczęliśmy od Somlói Vándor Nagy-Somlói Olaszrizling 2019. Jest to kupaż gron z tej odmiany zebrany z różnych stanowisk z całego wzniesienia. 90% wina dojrzewało w stali, zaś 10% w beczce. Posiada bladozieloną barwę, w nosie wyczuwalne są aromaty ziołowe, krzemowe, brzoskwiń oraz żółtych jabłek. W ustach gęste, skoncentrowane, z wyraźną, słoną mineralnością, nutami migdałów, brzoskwini, żółtych jabłek, mirabelek, a także kremową teksturą i świetną kwasowością (ocena: ****). Po nim nadeszła pora na Somlói Vándor Nagy-Somlói Hárslevelű 2018. Tu mamy wino dojrzewające w 100% w stali, charakteryzujące się złotą barwą, zapachami ziół, polnych kwiatów, miodu i gruszki. W ustach potężnie kwasowe, z wyraźną nutą kwiatowo-ziołową, szczyptą owoców spod znaku brzoskwini i jabłka, oraz białym pieprzem (ocena: ***).

Zawsze byłem fanem szomlońskich olaszrizlingów. (fot. własna)

Kolejna butelka rozpoczęła serię czterech win powstałych z endemicznego, szomlońskiego szczepu – juhfarka. Każde z nich dojrzewało przez około 9-10 miesięcy w 500l beczkach. Somlói Vándor Nagy-Somlói Juhfark 2018 mieni się jasnozłotą barwą, posiada aromaty masła, krzemieni, dymu, brzoskwini, śliwek i migdałów. W ustach mamy świetną kwasowość, nuty żółtych owoców – jabłka, gruszki, a także suszonych śliwek, dalej majeranek, słona mineralność i lekka pikantność (ocena: ***/****). Somlói Vándor Juhfark Teraszok 2019 to większa koncentracja, jasnozłota barwa, aromaty melona, jabłka, brzoskwini, skórki pomarańczy i krzemienia. W ustach wyraźnie owocowe (brzoskwinia, gruszka, mirabelki), ze świetną kwasowością, słoną mineralnością, kremową teksturą i lekką pieprznością (ocena: ***/****).

Juhfark – klasyka gatunku. (fot. własna)

Somlói Vándor Somlószőlős Juhfark 2019 to kolejna perełka w kolekcji Tamása. Jasnozłota barwa, aromaty wanili, masła, brzoskwini, moreli, miodu idealnie współgrają ze smakami: w ustach znajdziemy zarówno soczyste nuty owocowe (brzoskwinia, morela, cytrusy), ziołowe (mięta, eukaliptus), świetną kwasowość oraz słoną mineralność. Pod względem kompleksowości i głębi aromatów – absolutna czołówka (ocena: ****). Ostatni z serii – Somlói Vándor Borszörcsök Juhfark 2018  jest nieco bardziej rustykalny, posiada głęboką, złotą barwę, pachnie polnymi ziołami, suszoną śliwką, migdałami i pieprzem. W ustach dominują nuty cytrusów, brzoskwini, śliwki, zielonej herbaty, a także białego pieprzu, podbite ostrą jak brzytwa kwasowością (ocena: ***/****).

Wspaniały juhfark z tarasowych upraw. (fot. własna)

Przedostania butelka – Somlói Vándor Celli 2019 to jedno z ulubionych win winiarza. Jest to kupaż powstały z pięciu odmian: juhfarka, furminta, hárslevleű, gewürztraminera i olaszrizlinga). Mieni się jasnozłotą barwą, w nosie zaś odkryjemy aromaty żółtych jabłek, cytrusów, dymu, ziół i białego pieprzu. Usta o sporej głebi, z wyraźnie zaznaczoną słoną nutą mineralną, świetną kwasowością, pieprzną pikantnością i soczystą owocowością (brzoskwinia, gruszk, pomarańcza). Choć moim zdaniem – jeszcze zbyt młode (ocena: ****). Na koniec do kieliszków trafił Somlói Vándor Kabar Édes 2019 – słodkie wino z późnych zbiorów. Posiada delikatną, jasnozłotą barwę. Nos kusi dyskretnymi aromatami jabłek, moreli, mirabelek, miodu i cytrusów. W ustach słodkie, acz jest to lekka, nie męcząca słodycz (65 g/l cukru resztkowego), doskonale kontrowana wyraźną kwasowością. Obok nich znajdziemy nuty moreli, brzoskwini, miodu, polnych kwiatów i ziół (ocena: ***/****).

Dawna metoda uprowadzenia krzewów. (fot. własna)

Wina Tamása z każdym kolejnym rokiem potwierdzają rozwój winiarni i talent winiarza, zachowując jednocześnie wypracowany, charakterystyczny styl – pełną wytrawność, czystość owocu, wysoką kwasowość, oddając jednocześnie wulkaniczny charakter tamtejszego terroir. Dzięki temu odniosły komercyjny sukces, trafiając do portfolio wielu importerów Europy i Ameryki Północnej, a wróbelki ćwierkają, że już wkrótce pojawią się w Polsce. I wielce mnie to cieszy, gdyż każda butelka z Somló na polskiej półce to wielkie święto tutejszego winogrodnictwa.

Mistrz i jego dzieła. (fot. własna)

Degustowałem na zaproszenie Tamása Kisa, winiarza i właściciela Somlói Vándor Pince.

Bussay Zalai Mura Fehér 2018 – nowy duch dawnego regionu winiarskiego

Gęsto porośnięte lasem, łagodnie wznoszące się wzgórza Zala topografią niezwykle przypominają znajdujący się w sąsiedztwie krajobraz Styrii. Niegdyś spory ich obszar porastały winorośla, zaś ich nektar przez stulecia cieszył się wielką sławą, acz niemalże zniknęłą ona za sprawą plagi filoksery. Po niej wiele upraw porzucono, niewielką zaś część obsadzono odmianami deserowymi. I choć w czasach słusznie minionego ustroju wznowiono produkcję, to spora jej część trafiała do zbiorczych tanków jako surowiec dość przeciętnej jakości win musujących. Dopiero dzięki staraniu miejscowych winiarzy, w tym między innymi Dr László Bussaya w 1998 roku obszar zyskał osobowość prawną jako region winiarski. Przybył on w późnych latach 80. by przejąć lokalną przychodnię lekarską w Muraszemenye, i rozczarowany smakiem miejscowych win postanowił sam zająć się uprawą i produkcją. Przez półtora dekady zbudował gospodarstwo liczące 5 hektarów i posiadające solidną pozycję na rynku, acz w 2014 roku nagle zmarł. Winiarnię i praktykę lekarską przejęła jego córka Dorottya, która tchnęła w nie nowego ducha. Dziś wraz z mężem Tamásem Kisem (właściciel i winiarz w Somlói Vándor Pince) tworzą nowoczesne, świeże, czyste wina oddające charakter miejscowego terroir.

Udany kupaż z regionu Zala. (fot. własna)

Bussay Zalai Mura Fehér 2018 to pierwszy rocznik wina, które ma pełnić rolę podstawowego produktu winiarni. Nazwa wskazuje na pobliską rzekę, w której dolinie znajdują się uprawy. Jest to kupaż trzech odmian: olaszrizlinga (50%), rieslinga (25%) oraz pinot gris (25%). Fermentowało i dojrzewało przez 8 miesięcy w dębowej beczce. Posiada ono bladozłotą barwę. W nosie znajdziemy aromaty polnych kwiatów i ziół: melisy, mięty, pokrzywy, a także owoców: gruszki i żółtego jabłka. Usta natomiast częstują nas świeżą kwasowością, wraźnymi nutami gruszki, jabłka, lawendy, mięty, goździków, propolisu oraz melisy, a to wszystko umiejętnie zaokrąglone jest kilkoma gramami cukru resztkowego. Alkohol (13%) jest dobrze zintegrowany, nie wystaje, a średniodługi finisz kusi delikatną nutą kwiatową. Bardzo przyjemne, nowoczesne wino, w świetnej relacji cena/jakość. Cena: 2200 HUF (28 PLN). Ocena: ***/****.

Źródło wina: zakup własny