Wielki test szamorodni z 2013 roku – czy marketowe tokaje mogą równać się z czołówką gatunku?

Szamorodni to jedno z dwóch wielkich, klasycznych słodkich win tokajskich (choć może także występować w wersji wytrawnej). Tradycja jego wyrobu sięga drugiej połowy XVI wieku, choć aż do lat dwudziestych XIX wieku było znane głównie jako főbor (wino główne). Ukochane przez polskich kupców i szlachtę, szybko zyskało popularność, konkurując ze słodszym aszú niższą ceną oraz ogólnie pojętą „pijalnością”. W XX wieku nieco straciło na popularności, zwłaszcza z powodu kolektywizacji miejscowego rolnictwa i znacznego spadku jakości. Dopiero ostatnie dwa dziesięciolecia pozwoliły nieco odbudować renomę marki.

Pogórze Tokajskie – tam powsają wina szamorodni. (fot. własna)

 

Wraz z najnowszą (2013 rok) zmianą regulacji prawnych dotyczących win tokajskich – co raz więcej producentów zwróciło się ku tej kategorii win, kompensując w ten sposób zniknięcie win 3 i 4 puttonowych. Według dzisiejszych przepisów – by wino mogło zostać zaliczone do kategorii słodkich szamorodni musi: mieć min. 45 g/l cukru resztkowego, 5,5 g/l kwasów oraz 12% alkoholu, powstawać w części z gron pokrytych szlachetną pleśnią (bortytis cinerea), dojrzewać przez pół roku w beczce i trafić do sprzedaży w drugim roku następującym po zbiorach (wino ze zbiorów w 2017 roku trafi do sprzedaży najwcześniej w styczniu 2019 roku).

Szlachetna pleśń – bez niej tokajskie wina nie byłby tym samym. (fot. własna)

 

Jak więc smakuje szamorodni? Powstające w nowoczesnym stylu wina charakteryzują się nutami owocowymi: brzoskwinii, moreli, czasem pigwy, a także botrytisu i miodu, a także świetną kwasowością i sporą koncentracją. Szamorodni w starszym stylu zawierają znacznie więcej tanin, wyraźnie zaznacza się tu oksydacja, a co za tym idzie aromaty drugo i trzeciorzędne, powstające dzięki długiemu dojrzewaniu – między innymi znajdziemy tu suszoną śliwkę, karmel czy też pieczone jabłko. Oczywiście sporo jest także producentów, którzy balansują gdzieś pomiędzy dwoma stylami wypracowując swój własny sposób na szamorodni. Ja zaś niedawno miałem okazję wziąć udział w prywatnej degustacji, podczas której podano 12 różnych win z tejże kategorii, począwszy od prostych win marketowych po samą tokajską czołówkę – z jednego rocznika – 2013. Wyniki potwierdzają pewną tezę, ale jaką – o tym będzie w dalszej części wpisu. Co do samej degustacji – była „w ciemno”, butelki zostały poukładane losowo, żeby jak najmniej wpłynąć na przebieg samego testu. Pojawiło się kilka zaskoczeń, ale też sporo rozczarowań.

Klasyka gatunku w świetnej cenie. (fot. własna)

 

Na rozgrzewkę podano Bardon Késői Szüretelésű Tokaji 2015 – i było to jedyne wino nie należące do kategorii szamorodni. Mamy tu suszoną śliwkę, wanilię, miód, trochę owocu (brzoskwinii, moreli) i lakier do paznokci – trochę za dużo nowej beczki, aczkolwiek całość nawet sprawia przyjemność. Ocena: ***. Po nim nadeszła pora na właściwą część degustacji – pierwsze szamorodni – czyli Oremus Szamorodni 2013 – mamy tu sporo czystych, egzotycznych nut owocowych – ananasa, grapefruita, cytrusów, a także maślaność, dobrze wywarzoną słodycz i kwasowość oraz finisz z nutami zielonego jabłka. Ocena: ***/****.

Omijać z daleka. (fot. własna)

 

Następne w kolejce – Grand Tokaj Tokaji Szamorodni 2013 to kompletna antyreklama win szamorodni. Tarte jabłko, wyraźna oksydacja, suszone owoce, trochę cukru i kwasowości – tego nie ratuje nawet całkiem przyjemna nuta morelowa. Na finiszu wrażenia zabija nieprzyjemna, mocna goryczka. Jedyne pocieszenie – były gorsze wina. Ocena: */**. Tokajicum Szamorodni 2013 należy do win, które spotkamy na półkach większości marketów. Nieco rustykalne – pojawiają się tu nuty korzenne, suszona śliwka, szarlotka, aczkolwiek jest też trochę dobrego owocu – pigwy, moreli, a to wszystko oparte na dobrej kwasowości i umiejętnie użytym cukrze resztkowym. Tu też pojawia się nieprzyjemna goryczka, a wino w sumie jest krótkie i dość płaskie, ale wciąż o niebo lepsze od poprzednika. Ocena: **/***.

Wino marki własnej, po które warto sięgnąć. (fot. własna)

 

Csillagút (Borháló) Szamorodni 2013 to wino z oferty własnej sieci Borháló, butelkowane przez Oremusa. I najbardziej chyba przypomina w stylu tego producenta – mamy tu nuty maślane, morele, botrytis, trochę propolisu, całkiem sporo cukru resztkowego i średnią kwasowość. Proste, aczkolwiek przyzwoite, nowoczesne w stylu szamorodni. Ocena: ***. Majoros Szamorodni 2013 zaprezentował zupełnie inne oblicze – nieczyste, z nutami chrzanu, kiszonki, tartego jabłka. Pytanie, czy to wina butelki, czy całej serii pozostaje otwarte. W tym przypadku całość poszła do zlewu. Ocena: *.

Absolutna czołówka gatunku. (fot. własna)

 

Demetervin Szamorodni 2013, czyli siódme w kolejce wino przeniosło nas w zupełnie inne poziomy. Sporo tu ciała, nut wanilii, brzoskwinii, miodu, botrytisu i propolisu, wino jest bogate w cukier resztkowy i kwasowość, a to wszystko przy bardzo dobrej, czystej nucie owocowej i długim, mineralnym finiszu. Ocena: ****. Następujące po nim Szepsy Szamorodni 2013 przyniosło jeszcze więcej emocji – sporo nut moreli, brzoskwinii, oleistość, niesamowitą koncentrację, wielowarstwowość, potężny cukier resztkowy i sporą kwasowość… Aczkolwiek tej ostatniej było chyba trochę za mało, i to jedyne, co można zarzucić temu niemalże idealnemu winu. Ocena: ****/*****.

Niemalże doskonałe szamorodni od wielkiego mistrza. (fot. własna)

 

Następne wino – Ábráham Szamorodni 2013 pokazał trochę inny styl – więcej oksydacji, nut suszonych owoców, miodu, to wszystko spięte wyraźną kwasowością i dobrze wtopioną słodyczą. Do najlepszych brakuje mu dość dużo, ale i tak pije się je z przyjemnością. Ocena: ***. Kolejna butelka – Vineum Samorodni 2013 to najgorszy koszmar winomaniaka – potworna oksydacja, smród lakieru do paznokci oraz tartego jabłka, wyraźna goryczka – cukier i spora kwasowość w żaden sposób nie kryją wad. Omijać z daleka. Ocena: *. Dziesiąte szamorodni – Amethyst Szamorodni 2013 z Grand Tokaj okazało się korkowe. Ale chyba nawet nie jest go szkoda…

Mały producent, ciekawy styl – choć do czołówki nieco brakuje. (fot. własna)

 

Na sam koniec pojawiły się dwa światełka w tunelu. Pierwsze z nich – Béres Szamorodni 2013 pokazuje, że można stworzyć dobre marketowe szamorodni przy odrobinie chęci. Jest tu i miód, i brzoskwinia, lekkie nuty moreli, całkiem przyjemna kwasowość, dobrze zintegrowany cukier resztkowy, na finiszu mruga ponętnie pigwa. Nie ma tu wielu udziwnień, wino jest proste, eleganckie, dobrze zrobione, zwłaszcza w swej kategorii cenowej. Ocena: ***. Drugie ze światełek, zarazem ostatnie wino degustacji to jedna z niespodzianek – Bardon Szamorodni 2013. Bardzo hojnie częstuje nas owocem spod znaku moreli, pigwy i brzoskwinii, czuć tu jednak nową beczkę pod postacią wyraźnych nut waniliowych, sporo tu cukru, dużo też dobrej kwasowości, w tle migoczą miód, słona mineralność oraz cytrusy. Złożone, bogate, wielkie szamorodni. Ocena: ****.

Niespodzianka wieczoru – świetne szamorodni z Erdőbénye. (fot. własna)

 

Jak pewnie domyśliliście się, tezą, którą zamierzałem postawić na początku była: im droższe szamorodni, tym lepsze.I jest w tym sporo racji, pierwsze trzy miejsca okupowały wina (Szepsy, Bardon, Demetervin), które znacznie odstawały cenowo (przedział 100-200 PLN za butelkę – na Węgrzech). Kompletnie poległy wina marketowe, zwłaszcza od państwowej spółdzielni Grand Tokaj. Nasuwa się zatem pytanie – po co? Po co „wycierać sobie gębę” tak kiepskim winem. W momencie, kiedy próbuje się odbudować nadszarpniętą skandalami renomę (której umówmy się – nigdy nie miała za wiele), takie zachowanie jest jak strzał w stopę. Najwyraźniej są problemy z płynnością gotówki, jeśli posuwa się do sprzedaży takich zlewek. Degustacja dowiodła także, że da się znaleźć przyzwoite wina w niższym przedziale cenowym (do 50 PLN) – w tej grupie mamy szamorodni Oremusa, Béres czy Csillágút – choć brakuje im koncentracji i głębi, to są to bardzo dobre wina.

Degustację zorganizował Mihály Lippai, właściciel baru Könyvbár & Restaurant, składka na osobę wyniosła 5000 HUF (67 PLN).

 

Aszú Prime – słodycz na najwyższym poziomie

Tokaji aszú jest produktem luksusowym. Był nim przez stulecia i powoli zaczyna odzyskiwać sławę, którą utracił wraz z okresem komunizmu i masowej produkcji win na rynek radziecki. Pierwszym kamieniem milowym było dla niego nowe prawo winiarskie, które weszło w życie w 1991 roku, określające metody produkcji, skracające okres dojrzewania oraz zakazujące wzmacniania win. M.in. dzięki niemu styl tokajskich aszú wyewoluował w kierunku tego, jakim znamy go dzisiaj. Drugą zaś datą graniczną są nowe regulacje odnośnie win tokajskich z 2013 roku, znacząco organiczające kategorię win aszú. Od tego momentu można zaobserować znaczący wzrost cen, a z półek zniknęły już butelki w cenie 1000 HUF (13,50 PLN), które z prawdziwym aszú miały niewiele wspólnego.

Dotyk luskusu… (fot. własna)

 

Inflację cen dobrze obrazują kolejne roczniki win Szepsyego. W 2005 roku można było nabyć aszú z rocznika 2000 za 19950 HUF (268 PLN), obecnie za tą samą kategorię wina z 2009 roku trzeba dać 32000 HUF (430 PLN). Co ciekawe, w wywiadzie udzielonym dla portalu Portfolio István Szepsy z synem opowiedzieli o strategii wyceny – ta została przedstawiona kontrachentom na kilka lat do przodu – i tak estate aszú z 2013 roku będzie kosztowało ok. 45000 HUF (605 PLN), zaś jednosiedliskowa selekcja ponad 100 000 HUF (1345 PLN). Za największym idą także mniejsi producenci, stopniowo podnosząc ceny – obecnie trudno dostać wybitne aszú poniżej 15000 HUF (202 PLN).

Pełna kolekcja. (fot. własna)

 

Rosnące ceny przyczyniły się do tego, że coraz więcej ludzi chce z tej koniunktury skorzystać. Jedną z nich jest Dániel Kézdy, znany głównie jako pomysłodawca oraz organizator Furmint Február, a także jeden z czołowych znawców Tokaju. We współpracy z czołowymi winiarzami postanowił stworzyć wyjątkową ofertę pod nazwą Aszú Prime – jest to selekcja najlepszych win z tej kategorii z 2013 roku, dostępna w luskusowym, eleganckim opakowaniu w limitowanej ilości 100 sztuk. Jak można się domyślić, cena takiego zestawu nie należy do najniższych – jest to 180 000 HUF (2430 PLN). Znajdziemy w nim wyjątkowe aszú, które miałem przyjemność zdegustować. Oprócz tego pojawiło się też kilka innych butelek, które służyły jako punkt odniesienia.

Wyjątkowe aszú… (fot. własna)

 

Z win, które trafiły w skład zestawu, jako pierwsze pojawiło się Gizella Dénes Tokaji Aszú 2013. Dominuje tu morelowo-pigwowa owocowość, są też nuty kandyzowanych owoców, propolis, obezwładniającą słodycz świetnie balansuje świeża kwasowość (ocena: ****). Erzsébet Pince Tokaji Aszú 2013 6 puttonyos również onieśmiela olbrzymią wręcz słodyczą, wspartą solidną kwasowością, sporo tu nut brzoskwinii i moreli, wyraźnie zaznacza swoją obecność nuta waniliowa (ocena: ****/*****). Pelle Pince 2013 6 puttonyos tokaji aszú degustowałem późną wiosną, również teraz nie zawiodło – wspaniała kawalkada pigwy, mango, moreli, propolisu, wsparte nutą botrytisu oraz charakteryzujące się świetnym balansem słodyczy i kwasowości – zostanie zapamiętane na długo (ocena: ****/*****).

Złoto w butelkach… (fot. własna)

 

Barta Öreg Király Dűlő Tokaji 6 puttonyos aszú 2013 degustowałem w zeszłym roku dwa razy (więcej o tym tu oraz tu). Charakteryzują je świetne nuty moreli, brzoskwinii, niesamowitą słodycz, miód oraz wyraźną kwasowość, choć tej mogłoby być akurat trochę więcej (ocena: ****/*****). Bott Pince Tokaji Aszú 6 puttonyos 2013 nieco różni się stylem od poprzedników – więcej tu nut grillażu, prażonej kawy, tu i ówdzie spod sporej, miodowej słodyczy wyłania się mineralność,  a także pojawiają się nuty moreli, brzoskwini oraz gruszki. Na finiszu lekka goryczka (ocena: ****/*****). Ostatnim winem z kolekcji jest Balassa Villő Aszú 2013. Niesamowicie gęste, skoncentrowane, oleiste, o świetnym balansie potężnej słodyczy oraz wyraźnej kwasowości. Oprócz tego mamy tu kandyzowane owoce, miód, skórke pomarańczy, morele, pigwę oraz nuty grapefruita. Wspaniałe (ocena: *****).

Aszú od króla Tokaju – trzeba równać do najlepszych… (fot. własna)

 

Jako materiał porównawczy posłużyły 4 butelki od innych tokajskich producentów. Jako pierwsze do degustacji podane zostało Homoky Pincészet Tokaji Aszú 2013 6 puttonyos. Nieco powściągliwe, sporo nut moreli, grapefruita, polnych kwiatów, w tle wyczuwalna oksydacja, solidny cukier resztkowy i nieco zbyt niska kwasowość (ocena: ***/****). Jako drugie podano Szepsy Szamorodni 2013 – nie jest to aszú, ale koncentracją, wyraźnymi nutami botrytisu, moreli, brzoskwinii, grapefruita, wyraźnie zaznaczoną słodyczą oraz potężną kwasowością dorównuje nie jednemu z nich. Ciekawe, choć ustepuje najlepszym (ocena: ****). Ostatnie z win – Szepsy 6 puttonyos aszú 2009, które również miałem przyjemność degustować wcześniej to najcięższy kaliber. Wszystkiego tu sporo – słodyczy, kwasowości, nut miodu, propolisu, karmelu, moreli, brzoskwini – a to w świetnej harmonii, pasujące do siebie niczym puzzle. Niewątpliwie jest to arcydzieło (ocena: ****/*****). Royal Tokaji 6 puttonyos aszú 2013 czaruje nutami pigwy, moreli, mirabelek, a także sporym ciałem – mamy tu niesamowitą słodycz oraz żwawą kwasowość. Choć nieco ustępuje najlepszym, też jest to świetne wino (ocena: ****).

Pomimo 11 lat, to aszú wciąż jest w świetnej formie. (fot. własna)

 

Na sam koniec do kieliszków trafiły jeszcze wina, których nie można spotkać już na rynku. Demeter Zoltán Tokaji Aszú 2000 zachowuje jeszcze sporo młodzieńczej werwy, cukier resztkowy jest tu całkowicie zintegrowany, kwasowość wciąż ma sie dobrze, mamy tu nuty suszonych owoców, śliwki, moreli, miód. Czuć, że mamy do czynienia z nienajmłodszym winem, ale pomimo swego wieku, jest w świetnej formie (ocena: ****). Ostatnie z kosztowanych przeze mnie win – Gizella Tokaji 6 puttonyos aszú 2007, posiada wyraźne nuty oksydacji – dominuje tu suszona śliwka, karmel, miód, propolis, sporo tu ciała, cukier świetnie się zintegrował, zaś kwasowość jest w świetnej formie. Wspaniałe wino (ocena: ****/*****).

Osiemnastolatek z werwą. (fot. własna)

 

Oczywiście butelki te stanowią światową czołówkę win słodkich. Posiadają olbrzymi potencjał, a przechowywane w odpowiednich warunkach bez problemu przetrwają dziesięciolecia. Nie są tanie – wysupłanie ponad 2 tysiące złotych za 6 win stanowi nie lada wydatek, i bardzo niewielu zdecyduje się na ten krok – zresztą seria jest mocno limitowana. Czy warto wydać takie pieniądze? Dla tych, którzy zbieranie win traktują jako inwestycję – z pewnością tak – ze względu na niewielką ilość, ekskluzywną formę i świetną selekcję. Dla innych, którzy cenią stosunek ceny do jakości – już niekoniecznie, zwłaszcza, że kupując osobno każde z tych win wydamy co najmniej 10% mniej. Pierwsze zestawy znalazły właścicieli jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem sprzedaży – o popyt nie należy się więc martwić. Jeśli sami chcecie się znaleźć pośród szczęsliwych posiadaczy wina, zajrzyjcie na stronę aszuprime.hu.

Powyżej opisane wina degustowałem na zaproszenie Dániela Kézdy.

Tokaj évjáratkörkép – nowe tokajskie wina z 2016 roku w ofercie sieci Bortársaság

Jak co roku sieć Bortársaság organizuje przegląd debiutujących w ofercie, nowych roczników win z tokajskiego regionu winiarskiego. Udział w nim biorą również winiarze, dzięki czemu jest możliwość zamienić parę słów, podpytać o filozofię, metodę produkcji, a także – dowiedzieć się co sądzą o zakończonych już zbiorach gron z uznawanego za najlepszy od dekad rocznika 2017. Ja zaś po raz drugi wziąłem udział w tej cieszącej się niesłabnącą popularnością imprezie. Rocznik 2016 uznawany jest powszechnie w regionie za trudny. W wielu winnicach spore straty spowodował grad, winiarzom pracy nie ułatwiła także deszczowa jesień. Według opinii winiarzy był to raczej rok win z późnych zbiorów, ale na nie w wielu przypadkach trzeba jeszcze będzie poczekać.

Mistrz w dobrej formie. (fot. własna)

 

Siedmiu producentów zaprezentowało 26 win, 19 wytrawnych oraz 7 słodkich. Swoje wina wystawili: Balassa Bor, Bardon Borászat, Gizella Pince, Kikelet Pince, Sauska Pince, Szepsy Pince oraz Tokaj Montium. Jak zwykle największe wrażenie zrobiły wina wielkiego mistrza – Istvána Szepsyego. Podstawowy Szepsy Furmint 2016 pomimo młodego wieku pokazuje spory potencjał, charakteryzują go kremowość, brzoskwinie oraz świetna kwasowość (ocena: ***/****), Szepsy Szent Tamás 2016 ma w sobie więcej balansu, bardzo dobrą jakość owocu, wyraźne nuty brzoskwini i moreli, a także dobrze zarysowaną mineralność (ocena: ****), zaś najwspanialsze oblicze pokazał Szepsy Hasznos 2016. Jeden z jego wcześniejszych roczników mnie zachwycił, ten także pokazuje moc – czysty, surowy, potężnie mineralny, o ostrej jak brzytwa mineralności i nutach cytrusów. Po prostu arcydzieło (ocena: ****/*****). Szepsy 6 puttonyos Tokaji Aszú 2009 to również mistrzowskie wino – gęste, niesamowicie skoncentrowane, ze świetnym balansem cukru i kwasowości, a także obezwładniającymi nutami pigwy i moreli oraz propolisu (ocena: ****/*****).

Po prostu arcydzieło. (fot. własna)

 

Bardzo wysoki poziom prezentowały również wina tendemu Gizella Pince i Balassa Bor. Gizella Barát Hárslevelű 2016 próbowałem latem, od tego czasu okrzepło, zyskało nieco elegancji, sporo tu nut owocowów egzotycznych oraz moreli, w tle rządzi świetna kwasowość i delikatna nuta mineralna, wszystko to dobrze podkreślone cukrem resztkowym (ocena: ****). Pięknie prezentuje się również Gizella Szil-völgy 2016, mamy tu ziołowo-mineralny charakter, podbity jeszcze ostrą jak brzytwa cytrusową kwasowością (ocena: ****). Nowością jest zaś Gizella Szamorodni 2016 – jest to pierwszy rocznik tego wina, pół roku dojrzewania w beczce, potężna, odpowiadająca 6 puttonowemu aszú słodycz (160 g/l), którą świetnie równoważy 9 g/l kwasów. Sporo tu nut pigwy, moreli oraz brzoskwini, pomimo olbrzymiej koncentracji wino jest niesamowicie pijalne (ocena: ****).

Kolejne wielkie wino. (fot. własna)

 

Drugi z duetu – István Balassa również zaprezentował kilka ciekawostek. Świetnego, mineralno-dymnego Balassa Furminta Bomboly 2016 degustowałem kilka miesięcy temu, już wtedy zrobił na mnie spore wrażenie. Słona mineralność, potężna kwasowość, ale też nieco kremowości sprawia, że to wino z młodych nasadzeń sprawia bardzo dużą przyjemność (ocena: ****). Balassa Betsek Furmint 2016 kryje w sobie znacznie więcej nut owocowych – moreli, brzoskwinii oraz cytrusów, sporo ciała oraz wyraźną mineralność przy – co nie jest zaskoczeniem – świetnej kwasowości (ocena: ****). Niespodzianką jest natomiast jednosiedliskowe Balassa Szamorodni Betsek 2012. Sporo tu nut owoców egzotycznych, pigwy oraz moreli, wino jest oleiste, krągłe, o świetnej harmonii między sporym cukrem resztkowym (170 g/l), a żywą kwasowością (9 g/l). Powstało kilkaset butelek, pewnie znikną w kilka tygodni (ocena: ****).

István Balassa zaskoczył swoim szamorodnim. (fot. własna)

 

Bardzo pozytywne wrażenie zrobiły na mnie również dwa hárslevelű od Stephanie Berecz. Podstawowe Kikelet Birtok Hárslevelű 2016 obezwładnia żywą, świeżą, brzoskwiniową owocowością, sporym ciałem oraz mineralnością (ocena: ****), natomiast w Kikelet Lónyai Hárslevelű 2016 więcej jest nut kwiatowych, kwasowość jest nieco bardziej łagodna, a spośród nut owocowych dominuje zielone jabłko. Jest też wyraźna nuta dębu, która z czasem z pewnością doda mu szlachetności (ocena: ****). Udanym winem jest także Tokaj Aszú 6 puttonyos z Sauska Pince. Mamy tu pyłek kwiatów, morelę, z czasem pojawiają się nuty botrytisu i pigwy. Dalej mamy propolis oraz nuty miodowe, a całość charakteryzuje doskonały balans między sporym cukrem resztkowym a kwasowością (ocena: ****).

Świetne wina od Stephanie Berecz. (fot. własna)

 

Mógłbym pochwalić każdego producenta – słabych win praktycznie nie było, przeciętne też stanowiły mniejszość. Bardzo duża w tym rola selekcji pracowników Bortársaság, którzy wybierają dla swych klientów najlepsze butelki. A rocznik 2016, dziś jeszcze niedoceniany, z czasem zyska więcej zwolenników. Kilka ciepłych słów należy się także organizatorom – na imprezie nie było tłoczno, nie brakowało win, przekąsek, wody, czy chociażby tak trywialnych rzeczy, jak spluwaczki (co nie dla wszystkich organizatorów imprez jest tak oczywiste). Bez problemu była możliwość porozmawiać z każdym winiarzem, a także bez pośpiechu spróbować wszystkich wystawionych win. Miarą sukcesu jest również to, że bilety (w cenie 8500 HUF – 114 PLN) rozeszły się w przeciągu kilku dni, na długo przed samą imprezą. Pomimo nie najniższej ceny było warto, więc jeśli będzie taka możliwość – to wezmę udział w degustacji również za rok.

Publika dopisała. (fot. własna)

 

W imprezie wziąłem udział na koszt własny.