Winiarskie wybory na różowo – Rosalia 2015

Nie od dziś wiadomo, że maj jest na Węgrzech miesiącem różowego wina. Dowodem na to są festiwale, ale także różnorakie akcje sieci handlowych. Przyczyny takiego stanu rzeczy należy upatrywać zarówno w pogodzie – coraz cieplejsze dni – kiedy ludzie przestawiają się z win ciężkich na lżejsze – w tym różowe, marketingu – są one bardzo popularne wśród kobiet, które stanowią poważną grupę docelową, oraz w procesie produkcji – który sprawia, że wina te szybko trafiają na rynek, gdyż nie można ich długo przechowywać. Sam nie ukrywam, że lubię je i chętnie spożywam. Lubię ich owocowość, świeżość, która o tej porze roku jest dla mnie największą zaletą.
Rosalia, czyli festiwal win różowych odbywa się co roku w Budapeszcie. To mniejszy krewny Budavári Borfesztivál, czyli festiwalu na zamku. I niejako bardziej skierowany do localsów, gdyż wstęp jest bezpłatny, muzyka bardziej współczesna, lokalizacja z dala od centrum miasta, a i wystawcy w dużej mierze też niekoniecznie z pierwszych stron winiarskich czasopism. W ten weekend pojawiłem się dwa razy, pierwszy raz dla rozrywki (w piątek), a drugi raz wczoraj, z powodów czysto branżowych. Dzięki temu, że pojawiłem się tam wcześnie, miałem możliwość porozmawiania z winarzami i przedstawicielami handlowymi winiarni, dowiedzieć się nieco o technologii produkcji, skali, marketingu i wielu innych interesujących szczegółach. 

Przekraczając bramy raju (fot. własna)

Przejdźmy do win. Spośród 10 spróbowanych i ocenionych win (tych z piątku nie liczę, gdyż nie notowałem, choć znalazłyby się tam wartościowe sztuki) 5 to wina różowe, a kolejne 5 wina białe, z czego 2 to wina musujące. Zacząłem od Lajver Avantgarde 2014 z Szekszárdu. Wino nowoczesne, tak jak wytwórnia z której pochodzi. Oko jasnoróżowe, przejrzyste. W nosie lekko pikantne, wyczuwalny grapefruit, truskawki. W ustach lekko musujący, delikatna kwasowość, owoce tropikalne i krótki, jabłkowy finisz. Ocena: ***. Do nabycia za około 1500 HUF (ok. 20 PLN).
Drugim winem był Kreinbacher Extra Brut z Somló. Wytrawne białe wino musujące, zrobione z furminta (85%) oraz chardonnay (15%). Dla mnie to był jeden z hitów tego festiwalu. Oko: ciemnosłomkowe, zielone refleksy. Nos: wanilia, miód, mango, cytrusy. Usta: mocno spienione, mineralne, wyraźna, solidna kwasowość, nuty mineralne, w tle wanilia, miód – ślad po rocznym pobycie w beczce. Długi jabłkowy finisz. No i ten mistrzowski design. Ocena: ****. Nie mogłem się powstrzymać – kupiłem butelkę. Za 2950 HUF (40 PLN).

Ach te bąbelki (fot. własna)

Miałem okazję także degustować wino z innej, niższej (ale i starszej) linii tego samego producenta, czyli St. Ilona, o nazwie Barát-Szikla (skała przyjaciela) z 2006 roku. Jest to czysty, 100% furmint, o złotym, pełnym kolorze, wyczuwalnych aromatach wanilii, przypraw, charakteryzujący się niezwykłą złożonością i rześkością, jak na swoje dziewięć lat. W ustach wyczuwalna potężna kwasowość, ugładzona beczką, wanila, owoce cytrusowe, jabłko, z długim finiszem. Butelka za 3000 HUF (40 PLN). Ocena: ****.

Kolejne zdegustowane wino to Leányvár 246 od Tamása Dúzsiego z Szekszárdu. Tym razem nie byłem jakos wielce zachwycony. Wino poprawne, ale nie sprawiło mi większej przyjemności. Oko: jasnoróżowe, wpadające w pomarańcz. Nos: truskawki, maliny. Usta, solidna kwasowość, lekkie, łagodne, czerwone jabłko, krótki finisz i trochę zbyt natrętny alkohol (choć jest go tam tylko 12%!)… Ceny nie zapisałem, ale sądząc po cenie kieliszka, wynosi ona ok. 2000 HUF za butelkę (27 PLN). Ocena: **.

Tam też nie było źle (fot. własna)

Dalej pozostając w klimatach Szekszárdzkich, skosztowałem wina Kajmád Szekszárdi Rosé 2014 od producenta Twickel. Jest to kupaż Kékfrankosa i  Merlota. Wino o kolorze malinowym, aromacie porzeczek, owoców leśnych, w tle również cytrusów, w ustach łagodne, wyczuwalna słodycz, delikatne, porzeczki, delikatne taniny, przyjemny finisz. Może nie do szprycerów, ale ogólnie jestem na tak. Ocena: ***. Do nabycia za 1400 HUF (19 PLN) – okazja.

Ciąg dalszy w kolejnej relacji…